Harcmistrz Mariusz Dopierała - bydgoski wkład w historię ZHP i ZHR (3)

Jan Pacyno · 2016-10-30 10:27
Tę opowieść przedstawiam w kilku odcinkach. Po części ,,białej” nastąpi część w ciemniejszym kolorze.

Obóz w 1982 roku w Starej Hucie był sukcesem organizacyjnym. Sama 19. PDHL wystawiła jakieś 120 harcerek i harcerzy oraz zuchów. Co prawda, nie odbyła się Msza obozowa, gdyż ksiądz (pominę jego nazwisko) zachował się głupio i wystąpił do KW PZPR z prośbą o wyrażenie zgody na odprawienie Mszy i oczywiście takowej nie dostał. Druhowie chodzili więc w szyku czwórkowym na Msze do Osia w powiecie świeckim, co jeszcze wiele lat później pamiętali tamtejsi mieszkańcy. (Był w końcu stan wojenny i widok dobrze umundurowanych harcerzy na Mszy budził nadzieję. Wtedy to naprawdę było coś!).

Ważne jest, że podczas tego obozu nastąpił wybuch czegoś, co można nazwać małą emocjonalno-światopoglądową bombą atomową (ta duża, która zmiecie 19. PDHL, wybuchnie dopiero za przeszło rok). Otóż był to dramat na poły grecki.

Po jednej stronie stanęli instruktorzy, którzy mieli inną wizję szczepu oraz inną wizję polityki kadrowej niż Mariusz. Byli to ludzie młodzi, wszyscy w stopniu instruktorskim organizatora oraz jeden podharcmistrz. Oni chcieli, aby bardziej identyfikować się ze środowiskiem postkihamowskim. Polityka kadrowa w szczepie leżała! Nie było nowych awansów, ani w korpusie instruktorskim, ani w środowisku harcerzy. Dziewiętnastacy widzieli, że ich rówieśnicy z ZHP oraz KIHAM-u awansują na kolejne stopnie instruktorskie lub harcerskie. W 19. PDHL Mariusz wszystko zamroził. Trudno orzec, czy było to wyrachowanie, czy po prostu zaniedbanie.

Dodatkowo oliwy do ognia dolewał przedobozowy konflikt – w maju Mariusz wezwał w trybie kategorycznym instruktorów na zbiórkę, grożąc , że kto nie weźmie w niej udziału, ten zostanie zawieszony. Instruktorzy nie rozumieli wojskowego tonu dh. Dopierały. Nie wiedzieli, że jest w szczepie równoległa struktura złożona wtedy z 14-16 harcerzy młodszych, z którą Mariusz właśnie na zasadach wojskowo-konspiracyjnych pracował. On po prostu się do takiego trybu przyzwyczaił. W jego głowie na pierwszym miejscu była wojna komunistów z narodem polskim i traktował to bardzo poważnie.

Problem polegał na tym, że racje moralne były po stronie instruktorów. Dodatkowo, wspomniany wcześniej podharcmistrz był jakby łącznikiem Bydgoszczy ze środowiskami postkihamowskimi w całej Polsce i miał inną perspektywę. Mariusz natomiast traktował siebie i swoich 16 harcerzy młodszych jako coś w rodzaju oddziału wydzielonego majora Hubala.

W czasie obozu szczep pękł... Harcerze i harcerki młodsze mieli dylemat, po której stronie konfliktu się opowiedzieć. Po jednej stała tradycja harcerska, tradycja paramilitarna: rozkaz, regulamin, posłuszeństwo, hierarchia i służba. Tu wygrywał Mariusz. Ale sympatie były po stronie instruktorów…

Faktem cementującym konflikt było to, co się stało po Starej Hucie. Otóż odbyły się dwa obozy: tradycjonalistów i zbuntowanych instruktorów. Ze 120 uczestników obozu w Starej Hucie w obydwu wzięły udział góra 23 osoby. Pion młodszoharcerski postanowił obozy zbojkotować.

KPH było zaniepokojone. Na razie brakowało zdecydowanej reakcji władz, natomiast dziewiętnastacy zaczęli… wyrzynać się sami. Niestety, członkowie 19. PDHL zapomnieli o tym, że są aż i tylko ludźmi. Dotychczas do głosu dochodził rozum w harcerskim mundurze. Teraz zaczęły też ogrywać role emocje. KPH nalegało na spokój, ale raz rozpędzonej maszyny gwałtownych emocji nie można było szybko wyhamować.

Paradoksalnie pozycję Mariusza w 19. PDHL uratowali… komuniści! Otóż czerwone ZHP włączyło się intensywnie w restytucję socjalizmu. Obradujący w Warszawie zjazd harcerski zniósł stopień instruktorski organizatora, co było ciosem w środowiska kihamowskie, gdyż bardzo dużo organizatorów było w nich skupionych. Również dziewiętnastaccy instruktorzy posiadali w 90 procentach tę rangę. I co oni wtedy zrobili? Otóż po akcji letniej w zasadzie nie podjęli pracy z drużynami!!! Fakt, mieli prawo czuć rozgoryczenie – w końcu to poniekąd Mariusz był winny sytuacji kadrowej w szczepie. Ale harcerze młodsi mówili: ,,No i gdzie ta służba, gdzie to poświęcenie?”

We wrześniu na Jasnej Górze rozwiązał się KIHAM, dając ostatnią instrukcję, która brzmiała niczym ostatni rozkaz Armii Krajowej. Jej sens można tak wyrazić: walka toczy się dalej, ale teraz indywidualnie jesteście żołnierzami sprawy.

W październiku Mariusz poprzez sieć alarmową sprawdził, co zostało ze szczepu. Był załamany. Zostało: 14-16 zuchów, 4 zastępy harcerzy, 3 harcerek – wszystkiego razem poniżej połowy stanu osobowego ostatniego obozu.
A hufiec zadał filuterne pytanie: ,,No i jak tam kadra instruktorska szczepu… chyba trzeba zdegradować do rangi drużyny”. Przekonano Mariusza, że ewentualna degradacja do niższej jednostki organizacyjnej jest nawet lepsza. On sam zaczął głosić, iż druhowie kończący w latach 1984 i 1985 szesnaście lat… siłą zostaną zmuszeni do zrobienia kursów instruktorskich!!! Wydawało się, że zaczął panować duch sanacji.

Tu trzeba wspomnieć, że jesienią środowiska już wtedy byłego bydgoskiego KIHAM-u szykowały się do wyborów Rady Hufca, które miały nastąpić w styczniu następnego roku. Plan był banalnie prosty – w oparciu o legalny regulamin, wybrać jak najwięcej byłych kihamowców i ostatecznie… przejąć hufiec! Problem Mariusza polegał na tym, że pierwszy raz nie on był wodzem kampanii. Jeszcze rok wcześniej był postacią numer jeden niepokornego harcerstwa, teraz musiał współpracować i być jednym z rozgrywających. Na całą akcję patrzył optymistycznie. Powtarzał: ,,Wygramy. Byle konferencja sprawozdawczo-wyborcza była w sobotę lub w niedzielę! Instruktorzy – nauczyciele w piątek opiją się wódki i po prostu na kacu nie przyjdą.”

Wybory do Rady Hufca zostały przez środowiska postkihamowskie wygrane. Ale Mariusz nie zauważył, że jego pozycja i pozycja 19. PDHL była marginalizowana. Tę wojnę wygrali tak naprawdę inni, on był tylko współpracownikiem. Dostał co prawda propozycję zostania komendantem hufca, ale starzy druhowie przekonali go, że taki krok przez Komitet Wojewódzki zostanie potraktowany jako rzucenie rękawicy i wszystko co można osiągnąć zostanie zaprzepaszczone. Mariusz się zgodził z tą argumentacją. A szkoda! Wtedy był w nie najlepszej formie emocjonalnej. Niewykluczone, że zdarzyłoby się coś, w wyniku czego byłby np. internowany. A to internowanie dodałoby do jego życiorysu nową cegiełkę, a może i uratowało dalsze harcerskie życie.

W 1983 roku 19. PDHL pierwszy raz nie tworzyła zimowiska sama. Kryzys już był widoczny. ,,Na doczepkę” do Wielkiej Komorzy pojechał jeden zastęp żeński i jeden męski… 16 osób, ze 120, które były w Starej Hucie latem.

Z KPH zaczęły napływać pierwsze sygnały, że SB zaczyna intensywniej pytać o harcerstwo. Również postkihamowcy byli zaniepokojeni. Ale najważniejszy i z pierwszej ręki sygnał przyszedł od Bogdana Dzakanowskiego.

Obecny radny prowadził w SP 62 drużynę harcerską. Latem poprzedniego roku zbliżył się do Mariusza i polubili się. Sam na działalności w KIHAM-ie się nie załapał. W tym czasie jednak już funkcjonował w środowisku postkihamowskim. Wziął udział w strajku głodowym w kościele jezuitów (chodziło o zmianę przysięgi wojskowej, aby nie ślubować na braterskie przymierze z Armią Radziecką). SB wzywała uczestników strajku na przesłuchania, również Bogdan otrzymał wezwanie. Wiedział od swoich kolegów, o co esbecy pytają. Jakież było jego zdziwienie, gdy on dostał inny zestaw pytań: KIHAM, 19. PDHL oraz w szczególności… Mariusz Dopierała!!!

Tego samego dnia spotkał się z Mariuszem i przekazał mu, o co był pytany. Jedno było niepokojące – nie pytano go w ogóle o to, co się dzieje w dziewiętnastce. To oznaczało, że SB posiadała informację na ten temat. Mariusz jakoś nie chciał wierzyć, że ktoś z jego otoczenia sypie. A wspomniany w poprzednim odcinku podharcmistrz bywał jakoś dziwnie często w Bydgoszczy… Ponadto bardzo lubił przebywać w towarzystwie podkomendnych Mariusza i zadawać pytania… Oni początkowo na nie odpowiadali, potem już mniej. No ale ów podharcmistrz był przyjacielem Dopierały!!!

Opinie

Przeczytałem wszystkie odcinki z zainteresowaniem. Świetna robota.
~Marcin · 30 października 2016 12:25
Dziękuję za zainteresowanie częścią trzecią. Pierwszy raz rożną drogą dostałem sporo pochwał za poruszenie tej tematyki (dotychczas były pytania : po co? dlaczego po tylu latach? co chcesz osiągnąć? itp. lub rady : nikogo to nie zainteresuje; nikt nie będzie czytać.)- to miłe Do końca pozostały jeszcze dwa odcinki.
Jan Pacyno · 1 listopada 2016 12:18
Jak widać z tekstu o tej wielkiej niby opozycji harcerskiej i jej ciężkiej i mozolnej walce z komuną, ta cała niby opozycja to jeden wielki pic i fotomontaż, albo współcześnie według Sienkiewicza to ch......., d.......pa i kamieni kupa. Dobrze, że ktoś miał odwagę napisać o nich prawdę i dobrze, że mu to wydrukowali. Kombatanci od siedmiu boleści.
~brawo autor · 25 listopada 2016 01:22