reklama

Harcmistrz Mariusz Dopierała - bydgoski wkład w historię ZHP i ZHR (5)

Jan Pacyno · 2016-11-13 14:14
Ostatni odcinek cyklu odsłaniającego nieznane karty dziejów harcerstwa w Bydgoszczy.

Mariusz był kilka razy na SB. Widział, co oni wiedzą i był pod wrażeniem zgromadzonych materiałów, aczkolwiek najbardziej groźnych pomysłów nie znali. Wspominany wcześniej pozabydgoski podharcmistrz był już pod kontrolą 19. PDHL i służył teraz jako nieświadome narzędzie dezinformowania Służby Bezpieczeństwa.

Stale jednak ktoś siał dziwne ploty. I mimo że całość układała się w typową pragmatykę działania służb specjalnych: izolacja (Mariusz wtedy sam troszkę pomagał... sam się izolował) i ,,opluskwianie” (rozpuszczanie nieprawdziwych wiadomości, które miało doprowadzić do cywilnego unicestwienia Dopierały), to chciałoby się wierzyć, że wszystko to było tylko wynikiem emocji rozbudzonych w Starej Hucie rok wcześniej. W końcu ZHP postkihamowskie było zhierarchizowaną grupą społeczną, w której, jak w każdej tego rodzaju grupie, mogło dochodzić do walki o przywództwo.

W tym miejscu trzeba powiedzieć wprost – dziewiętnastacy oraz sam Dopierała nie byli lubiani na bydgoskim rynku postkihamowskim. Byli najlepsi i wzbudzali kompleksy. (O tym, jaki był ich stopień wyszkolenia, niech świadczy drobny przykład: zastęp kuchenny 19 PDHL pod komendą instruktora bez problemu przygotowywał posiłki nawet dla 200 osób. Dla porównania, jedna z tuz postkihampwskiego harcerstwa w stopniu podharcmistrza dowodziła w roku 1986 kuchnią polową na jednym z obozów. Pogoda była dobra, sprzętu pod dostatkiem, drewno suche, a obiad… spóźniony o 2 godziny!!! W 19 PDHL taki instruktor w pełnym umundurowaniu biegałby wokoło kolumny marszowej tak długo aż by „zdechł!!!).

Inna sprawa, że sami dziewiętnastacy dystansowali się od innych drużyn postkihamowskich. Często potem słyszeli zarzut pod swoim adresem, że byli ,,wojskówką”. Ale czym innym mieli być?! Nawiązywali przecież do źródeł harcerstwa polskiego, gdzie bycie harcerzem to nie tylko była zabawa, czyli harce, ale i harcowanie, czyli samotny bój o wielką sprawę, jak to zostało podkreślono w pierwszym odcinku tego cyklu.

Cały czas szedł atak ze strony Komendy Chorągwi. KPH (szczepowy Krąg Przyjaciół Harcerstwa) zarządzał spotkania z władzami komendy. To były wyreżyserowane spotkania i jeden wrzask w obronie 19 PDHL oraz harcmistrza Dopierały. Komenda Chorągwi była zdziwiona. Ale najgorsze miało dla niej nadejść.

KPH wystosował trzy listy. Pierwszy do władz sejmu PRL, który został przekazany do komisji do spraw młodzieży. Drugi, zredagowany przez Janusza Pruskiego, do Kwatery Głównej ZHP. Trzeci był najciekawszy. Napisali go… członkowie PZPR, których dzieci należały do 19 PDHL.

Ten list był mniej więcej tak skonstruowany: Jest w Bydgoszczy druh Dopierała. Fajny facet, syn oficera w randze podpułkownika LWP. Do kościoła nie chodzi, nawet ochrzczony nie jest. Co prawda, jego harcerze chodzą do kościoła, ale iluż członków PZPR też tak obłudnie postępuje. I co się dzieje? Otóż towarzysze z Komendy Chorągwi w roku zniesienia stanu wojennego kompletnie ośmieszają działania władz partyjnych. Do swoich partykularnych celów walki z Dopierałą używają sprzętu społecznego. Dwa razy wysłali autobus, który wrócił pusty. Ile cennego paliwa, potrzebnego dla np. rolnictwa zostało zmarnowane! I tak dalej w tym duchu.

List został napisany w języku partyjnym przez zatroskanych towarzyszy, więc musiał wywołać błyskawiczną reakcję. Pewnego późnowrześniowego poranka Mariusz przybiegł niezwykle podekscytowany do jednej z rodzin z KPH i powiedział, że dzwonią do niego od rana towarzysze-harcerze. Wszystkie rozmowy przebiegały w ten sam sposób: ,,Mariusz!! Stary!! Co za horrendalne nieporozumienie!!” To była wiktoria. 19 PDHL wydawała się triumfować, jak miało się wkrótce okazać, ostatni raz.

W końcówce października władze PZPR rozgoniły na cztery wiatry Komendę Hufca Bydgoszcz – Miasto, która od wiosny była we władaniu postkihamowców. Zarzucono komendantowi Januszowi Pruskiemu, że nie rozumie socjalizmu w ZHP i tym podobne rzeczy. Mariusz natomiast wydawał się być póki co zwycięski.

W KPH często powtarzano stare wojskowe hasło: ,,Facet, który na widok gołej dupy lub kupy pieniędzy zapomina o Bożym świecie, nie jest warty funta kłaków”. Mariusz je lubił. Chodziło o panowanie nad emocjami oraz kierowanie się rozumem. Emocje, instynkty to rzecz i ludzka, i zwierzęca, ale tylko człowiek potrafi wszystko okiełznać rozumem – przynajmniej modelowo. I właśnie z tym obszarem była związana druga ,,emocjonalno-światopoglądowa bomba atomowa”, po wybuchu której 19 PDHL trafiła na margines bydgoskiego harcerstwa.

Mariusz się zakochał, co samo w sobie nie było złe. W dodatku z wzajemnością, co było dobre. No ale w podkomendnej. To niby nie grzech, mimo że wszem i wobec był ogłoszone, iż sprawy damsko-męskie zostawia się w 19 PDHL ,,poza mundurem”. Poza tym wybranka miała 17 lat i… zaszła w ciążę. Inne były w tamtym czasie wymagania wobec ludzi aspirujących do miana dziedziców akowsko-szaroszeregowej tradycji. Mariusz kierował się emocjami, zawiódł… nie był wart funta kłaków!!!

Jego podkomendni mieli wówczas 14-16 lat. Zaczynał się czas ich pierwszych sympatii. Ileż razy słyszeli w rozmowach w cztery oczy od swojego harcmistrza, że na razie z miłością trzeba poczekać, że najpierw służba. A sam Mariusz uległ tej gwałtownej sile. Zachował się troszkę jak oficer, który poucza, że nie wolno zasnąć przy czołgowej gąsienicy, bo można stracić życie, a finalnie sam to robi i zostaje rozjechany przez czołg. Mariusz stracił to, co w psychologii nazywa się przeźroczystością, a na dodatek w jego otoczeniu zabrakło osoby, która w zaistniałej wówczas sytuacji powiedziałaby: Druhowie, potrzebujecie czasu. Mariusz niech ułoży sobie życie rodzinne. Spotykamy się za rok o tej samej porze. Niech każdy przemyśli sytuację i pozostanie wierny prawu harcerskiemu!

Trzeba podkreślić wyraźnie, że sama sprawa ciąży Mariuszowej wybranki to był przysłowiowy pryszcz. Chodziło o utratę autorytetu i zaufania. W obronę 19 PDHL na różnych etapach zaangażowanych było trochę ludzi i zaczynali ponosić tego konsekwencje (np. jeden z instruktorów rozgonionej postkihamowskiej Komendy Hufca Bydgoszcz Miasto nie mógł znaleźć pracy na terenie Bydgoszczy i został karnie przeniesiony na Śląsk). Mariusz był po prostu jak dowódca, który w czasie walnej bitwy i to w dodatku wbrew wszystkim i wszystkiemu wreszcie wygrywanej nagle się rozkleja i daje wrogom amunicję do strzelania.

Członkowie KPH oraz cześć przyjaciół Mariusza byli zagubieni, odwrotnie niż Komenda Chorągwi i Hufca. Skandal środowiskowy był dla nich jak prezent z nieba i uratował im tyłki. W czasie, gdy wydawało się, że sprawy 19 PDHL wychodzą na prostą, Mariusz sam dał argument do krytyki.

Para przyszłych rodziców wzięła ślub w końcówce roku 1983. Potem Mariusz Dopierała przyjął chrzest w obrządku katolickim. Nie był wychowany po katolicku, aczkolwiek wszystko, co sobą prezentował do katolickiej tradycji pasowało. Spytany jesienią 1981 roku, czemu się nie nawróci, miał lapidarnie odpowiedzieć: ,,Właściwie to sam nie wiem, czemu jeszcze tego nie zrobiłem”.

Pod koniec 1983 roku bydgoskie postkihamowskie harcerstwo zaczynało się cementować. Wzięło udział w pierwszej ogólnopolskiej akcji zorganizowanej przy okazji pielgrzymki papieża do Polski, jaką była ,,biała służba” (19 PDHL nie delegowała nawet jednego harcerza…). Wybiegając w przyszłość można powiedzieć, że zorganizowane z inicjatywy biskupa Jana Nowaka duszpasterstwo harcerek i harcerzy przejmie nieoficjalnie rolę czegoś na kształt rady drużyn. Dziewiętnastka w tym czasie już się sama zmarginalizuje. W 1985 roku zostanie zaproszona do brania udziału w pracach duszpasterstwa, jednak jej sytuacja będzie przypominała powolne konanie – stanie się drużyna kadłubową.

W początkach roku 1984 w 19 PDHL zapanował bezwład. Pierwszy oprzytomniał KPH pod hasłem: Trzeba dzieciaki i Dopierałę ratować. Potem otrząsnął się Mariusz. Już od półtora roku żył w dużym stresie. Niósł ciężar odpowiedzialności za swoje dzieło -19 PDHL. Skutkiem wydarzeń w Czarnym Dunajcu stracił w Krakowie przyjaciela i harcerskiego mentora, z którym znał się od 1968 roku. Czuł, że zawiódł swoich podkomendnych, ale miał też do nich nieukrywany żal, bo gdy wyszło na jaw, że jego sympatia jest w ciąży, jakby go opuścili.

W takich okolicznościach powstał plan zimowiska. Ostatniego zimowiska 19 PDHL. Ktoś powie, że to było bez sensu. Bo było. Ale z drugiej strony ktoś tak twierdzący sam sobie wystawia świadectwo, że tak naprawdę niczego w życiu nie kochał, o nic nie walczył. Ci młodzi ludzie (Dopierała oraz jego harcerze) po prostu kochali swój sposób życia oraz 19 PDHL i niczym kawalerzyści postanowili ruszyć do ostatniej szarży, aby spróbować ocalić to, co stanowiło o ich tożsamości.

Samo zimowisko w opinii uczestników było dziwne. Już nie takie harcerskie, dziewiętnastackie. Prawa harcerskiego nie złamano, ale atmosfera panowała kolonijna. W połowie zimowiska wiadomo było, że cudu nie będzie i… drużyna w tym składzie nie zmartwychwstanie. Pozostające jeszcze w służbie dziewczęta zadecydowały, że z wiosną odchodzą do oazy przy kościele jezuitów. Pion męski nie podjął decyzji, choć było wiadomo, że pewien etap się kończy.

Podczas czwartej Dębowej Góry Mariusz był co prawda komendantem zgrupowania drużyn postkihamowskich, ale raczej honorowo. Samych członków 19 PDHL było na około 100 osób… trzech. Dopierała postanowił zrobić nowy zaciąg w oparciu o Szkołę Podstawową nr 12. Wybór nie był przypadkowy – to w tej szkole działała w latach 1980-1983 dosyć prężna drużyna zuchowa 19 PDHL. I właśnie na autorytet wśród dawnych zuchów liczył Mariusz. Nie przeliczył się. Znów miał pod swoimi skrzydłami 14-15 harcerzy, ale rekrutów.

Po roku służby w drużynie, latem 1985 roku, harcerze pojechali na obóz w Bieszczady. Miejsce było wybrane ze względu na fakt, że tam znajdował się przewieziony z Czarnego Dunajca sprzęt. W tym też roku odbyła się ostatnia Dębowa Góra. Symbolicznie chyba ukazywała rozbrat pomiędzy 19 PDHL a tworzącym się po 1983 roku w Bydgoszczy ruchem harcerskim. Na zdjęciach z owej imprezy nie widać już innych harcerzy, a samych dziewiętnastaków jest widocznych około dziesięciu. Mariusz Dopierała był wtedy najwyższym stopniem postkihamowskim instruktorem w służbie czynnej i byłym komendantem bydgoskiego kręgu KIHAM. Jednak wcześniej opisane procesy zewnętrzne i wewnętrzne wpłynęły na marginalizację jego pozycji.

Z czasem Mariusz sięgnął po jednego ze zbuntowanych w 1981 roku instruktorów. Dołączył Witek Dobrzański, który po 1989 roku zostanie komendantem Komendy Chorągwi, ale Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej. W 1986 Mariusz nawiązał kontakty z jedną z modelarni lotniczych i trzech dziewiętnastaków w mundurach uczyło się robić modele swobodnie latające. Od czasu do czasu Dopierała pojawiał się ze swoimi harcerzami na Mszach harcerskich w Kościele Garnizonowym. Około 1987 roku postanowił spróbować skupić cześć swojej ,,żelaznej gwardii” z lat 1980-84. Jednak była to próba nieudana . Ex-druhowie albo byli na bakier z prawem harcerskim, albo zawód emocjonalny powodował, że nie odpowiadali pozytywnie na zachętę powrotu do harcerskiego munduru. Kolejny raz dała znać o sobie polityka kadrowa – mieli po 17, 18, 19 lat i w razie powrotu byliby w stopniach, jakie mieli, gdy byli w wieku 9-11 lat.

Ostatnim akordem harcerskim Mariusza był obóz w 1987 roku w Teleśnicy Owszarowej. Dopierała zlecił miejscowym przechowanie sprzętu ciężkiego, w tym namiotów, a oni tego nie dopilnowali. Przez zimę 1987/88 sprzęt został pogryziony przez myszy lub zamókł. To, co zostało, z takim trudem i nerwem, ,,wyprowadzone” z czerwonego ZHP, wróciło po 1989 roku (dokładnie chyba w 1991 roku) do obiegu oficjalnego.

Potem Mariusz był już poza służbą harcerską. Ktoś spyta, czy pozostał wierny prawu harcerskiemu? Można powiedzieć, że ,,scywilniał”. Nie palił, ale polubił wino. Odkrywał uroki alkoholu dopiero grubo po trzydziestce (to też świadczy o jego wyjątkowości).

Jego życie rodzinne układało się po harcersku. Nie zaprzestał wędrówek. Nawet gdy jego pociecha, Inez, miała niespełna dwa lata, wyjeżdżał z nią oraz z żoną w góry. Para na zmianę nosiła córkę w specjalnej uprzęży po górach. (Czy inne kobiety, żyjące pod koniec XX wieku, umiałyby i chciały w ten sposób spędzać wolny czas jak żona Mariusza – bez pampersów, z dzieckiem przytroczonym z przodu i plecakiem na plecach? No ale Dopierałowie to byli dziewiętnastacy:)). Inez została oceanografem, a kilka lat temu mamą.

Zawodowo, jak wspomniano w drugim odcinku, Mariusz pracował w Wojewódzkim Domu Kultury i parał się fotografią. W latach 1981-83 pracował w Klubie ,,Czołówka” przy ul. Okrzei na Błoniu. Potem założył wraz z kolegami ,,Zakład czyszczenia dywanów i tapicerki”, który przez kilka lat był dla niego źródłem utrzymania. Około 1986 roku związał się z Biurem Turystyki ,,Esperanto-tur”. Znalazła tam też zatrudnienie jego żona.

Jak każdy, który miał możliwość w okresie PRL wyjeżdżania za granicę, przywoził do Polski deficytowe towary. Zgromadzone oszczędności pozwoliły mu po 1989 roku dorabiać poprzez sprowadzanie używanych samochodów (to był handel detaliczny). I właśnie w sprowadzonym z Włoch samochodzie zginął pod Jaksicami 16 września 1991 roku.

Pochowany został na cmentarzu przy ul. Kcyńskiej. W pogrzebie uczestniczyli jego wychowankowie. Co ciekawe, najliczebniej było reprezentowane środowisko związane z nim do 1982 roku (,,pierwszej bomby atomowej”). Uczestniczyło w pogrzebie tylko dwóch członków z jego tzw. ,,żelaznej gwardii”, okres działalności w latach 1983-87 reprezentowały również dwie osoby.

Na początku XXI wieku Referat Lotniczy Związku Harcerstwa Polskiego wystąpił z inicjatywą reaktywacji 19 PDHL w Bydgoszczy. Niestety, ze strony ZHP odpowiedzi pozytywnej nie było. Nie wiadomo, czy miała miejsce podobna próba w ramach Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej.

Kim był Mariusz Dopierała? Trochę takim bydgoskim, harcerskim Kmicicem. Człowiekiem bardzo inteligentnym, marzącym o służbie Polsce, ale także niepokornym i samodzielnym w działaniu duchem, który walcząc z systemem, walcząc o prawdziwe ideały harcerskie z czerwonym ZHP, czasami sam był swoim najgorszym wrogiem. Wobec swoich podkomendnych wymagający, ale i trzeźwo oceniający ich możliwości. Był też człowiekiem uwikłanym we własne dylematy. Z wielka charyzmą. Z całą pewnością pierwszym harcerzem niepokornym w Bydgoszczy. Dlatego gdy zobaczymy na ulicach Bydgoszczy młodego człowieka w dobrze wyglądającym mundurze harcerskim, wypada nam pomyśleć: na początku był harcmistrz Mariusz Dopierała (zawirowania związane z pamięcią o nim w środowisku harcerskim, to ze względu stopień skomplikowania temat na oddzielny esej).

W czasie pisania tego cyklu dostałem sporo maili. Prawdę mówiąc, w większości nieprzychylnych, ale i troszkę wyrażających aprobatę. Pozwolę sobie przytoczyć wypowiedź pewnej pani, gdyż jest to swoiste podsumowanie opowieści o Mariuszu: ,,Witam, chciałam bardzo podziękować za tę cząstkę historii zawartą w odcinkach o Harcmistrzu Mariuszu Dopierała. Było to coś czego nie znałam, coś w czym chętnie bym uczestniczyła, gdybym znała go od tej strony. Nasza znajomość była kilkuletnią wspólną pracą w biurze turystyki i WDK. Zawsze będę pamiętać jego szacunek do ludzi, takie harcerskie zasady, które nawet pielęgnował w środowisku pracy, poza tym życzliwość i okazywana bezinteresowna pomoc. W ostatnich latach przed feralnym rokiem 1991, utkwił w pamięci obraz małej Inez, które spędzała czasami jakąś godzinkę w pracy taty, rysując i kolorując obrazki. Teraz często zastanawiam się jak postrzegałby obecną sytuację w Polsce, ale cóż, tego się nie dowiemy. Pozdrawiam serdecznie i dziękuję”.

W 25. rocznicę śmierci Mariusza Dopierały bydgoskie środowisko Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej odsłoniło na jego grobie tablice z inskrypcją: ,,Komendant Bydgoskiego Kręgu Instruktorów Harcerskich Im. Andrzeja Małkowskiego. Założyciel Szczepu 19 Pomorskich Drużyn Lotniczych ,,Gwiazda Północy”.

PS.
Część planów i dokonań harcmistrza Dopierały, szczególnie z lat 1981-1983, została celowo pominięta, a były to rzeczy naprawdę niezwykłe. Zabrakło mi odwagi. Gdy w latach 1991-93 próbowałem opowiedzieć chociaż częściowo jego historię, uznano, że zmyślam. Teraz ci sami ludzie mówią mi z przejęciem, że wokoło Dopierały toczyła się gra SB. Jego harcerze wiedzieli o tym 33 lata temu. Radzę przyspieszyć, bo w tym tempie dokopiecie się do spraw naprawdę ciekawych za jakieś… dwa, trzy stulecia!!

W ciągu dwóch najbliższych lat powstanie tekst pt. ,,Działalność Służby Bezpieczeństwa wobec Mariusza Dopierały na podstawie zachowanych archiwaliów”. Powinien on usatysfakcjonować krytyków tego cyklu, którzy, słusznie, zarzucali mi, iż nie ujawniam nazwisk i zbyt na ,,okrągło” identyfikuję negatywnych bohaterów.

Opinie

Zawsze, gdy czytam lub słyszę o dzieciach rodziców związanych z reżymem komunistycznym, które potajemnie lub wcale nie były chrzczone, zastanawiam się nad powodami tak silnej nienawiści komuchów do religii i Kościoła. W czym przeszkadzali im ludzie, którzy wierzyli w istnienie Boga ? Moim zdaniem były to przejawy jakiejś patologicznej nietolerancji, której źródła leżały w podświadomości, poza rozumem. Dlaczego tak się działo ? Może wytłumaczy mi to jakiś zapamiętały lewicowiec ?
~Eska · 13 listopada 2016 17:23
Zapytaj ojca Dopierały jak dasz radę.
~Kto pyta nie błądzi · 13 listopada 2016 17:55
Nie znam ojca Dopierały. Nie znalem jego syna Mariusza. Pierwszy raz o jego istnieniu dowiedziałem się z tego cyklu artykułów. Może więc inny trop podpowiesz albo sam udzielisz rzeczowej odpowiedzi ?
~Eska · 13 listopada 2016 18:08
Koleżanka z choinki się urwała? Blisko dwa tysiące lat historii Kościoła to jedna wielka patologiczna nietolerancja. Nawet dziś - wystarczy włączyć Radio Maryja żeby usłyszeć mowę nienawiści.
~wcale nie zapamiętały lewicowiec · 14 listopada 2016 00:01
Coś ty. Przecież Kaczyński, Pawłowicz, Jaki, Macierewicz czy Rydzyk mówią językiem miłości, zwłaszcza do mających inne zdanie. Ty szmato - to chyba pieszczotliwe określenie Pawłowiczowej.
~Oni podobno wierzą w Boga · 14 listopada 2016 04:18
No dobrze, ale czy to tłumaczy nietolerancję komunistów wobec ludzi wierzących ? To jest argument w rodzaju "mamo, to on się zaczął" albo " wszyscy kradną".
~Eska · 14 listopada 2016 08:24
Znajdź durny nudny matole jakiegoś komunistę i go zapytaj.
~antymatoł · 14 listopada 2016 10:06
Wydaje mi się, że właśnie znalazłem. Tym komunistą jesteś ty. Wskazują na to emocje zawarte w twojej wypowiedzi. Nie spodziewam się jednak rzeczowej wypowiedzi z twojej strony. Gdybyś był człowiekiem bardziej kulturalnym, nie uciekałbyś się do używania chamskich epitetów.
~Eska · 14 listopada 2016 10:15
A ty jesteś pisowiec. Typowy pisowiec ( wg. innych terminologii pisior). Pisior wszystkich, co nie są faktycznie lub mentalnie z pisiorem nazywa komunistami, bo ma taki mały mózg. A przecież pis ma wiele cech i sposobów dzialania pzpr - np. rola I sekretarza - przewodniczącego partii. Albo gadanie przekazem dnia, co komitet w Warszawie nakazał. Albo ... jest wiele albo.
~znajdź matole · 14 listopada 2016 11:24
Jesteś kiepsko wykształcony matołku i powtarzasz zasłyszane slogany. Jaruzelski też był I sekretarzem KC PZPR, ale jednocześnie sprawował funkcję premiera i ministra obrony narodowej. A zatem jego pozycja w strukturach władzy przypominała pozycję Tuska, a także Ewy Kopacz, a nie Kaczyńskiego. Bolesław Bierut również łączył funkcję I sekretarza PZPR i prezydenta, a przez dwa lata także premiera. Modele sprawowania władzy przez liderów partyjnych bywają zatem różnorakie. Tak samo było w czasach PRL. Czy to oznacza, że Donald Tusk działał tak jak Bierut i Jaruzelski ? Pomyśl trochę !
~Eska · 14 listopada 2016 13:29
Cytat: "Pod koniec 1983 roku bydgoskie posthipisowskie harcerstwo zaczynało się cementować".
Wypadałoby poprawić :)
~korektor · 13 listopada 2016 23:32
Przecież wolna miłość to właśnie hipisowskie bardzo. Odlotowe ciuchy, odlotowa jazda. Las, ognisko i winko. No ale uważać trzeba.
~nie poprawiaj koleś · 14 listopada 2016 04:14
Podobieństwa peerelu do obecnych relacji szef partii-premier są uderzające. Gomułka - Cyrankiewicz, Gierek- Jaroszewicz. Jeden faktycznie rządził państwem a drugi był premierem. No i te okrzyki- teraz Jarosław, Jarosław, a wcześniej - Wiesław, Wieslaw. Teksty o spekulantach też podobne. Trzeba było na Kulu uczyć się a nie pić.
~Kreska · 14 listopada 2016 20:28
Odtwarzasz do znudzenia wciąż tę samą płytę. Już ci powyżej napisałem kilka zdań na ten temat, ale widzę, że wszystko jak grochem o ścianę.
~Eska · 14 listopada 2016 21:43
Wielu katolików to patologiczne przykłady nietolerancji wobec nie zgadzających się z katolikami.
~presto · 14 listopada 2016 23:36
Czyli wyszło na remis z komunistami. Jedni i drudzy byli patologicznie nietolerancyjni. Nie jest to wprawdzie rzeczowa odpowiedź na postawione przeze mnie pytanie, ale jakaś tam jest. Wynika z niej, że komuniści po prostu rewanżowali się, na ogół za czyny sprzed kilku stuleci, i reagowali odwetem.
~Eska · 15 listopada 2016 07:56
Może rzeczywiście któraś z organizacji harcerskich w Bydgoszczy (ZHP lub ZHR) powinny pociągnąć tę tradycje pod nazwą ,,19 Bydgoska Drużyna Harcerska Lotnicza im. Mieczysława Garsztki" - też jest opisany,a był bydgoszczaninem.
ryszard.ochucki · 15 listopada 2016 12:09
Dziękuję za zainteresowanie częścią piątą i ostatnią :)
Jan Pacyno · 15 listopada 2016 14:23
Nie wiem co dzisiejsi harcerze mieliby pociągać w ramach naśladownictwo. Pewnie wino marki wino. Ale rząd Szydło chce ograniczyć liczbę punktów sprzedaży alkoholu żeby uniknąć patologii. Ostatnio przecież przed calodobowym pobili się Polacy z imigrantami z Ukrainy.
~Trener 2klasy · 15 listopada 2016 15:35