reklama

Knebel w pełnej krasie

Jan Witkowski · 2016-12-03 17:01
Pisarze, filmowcy, satyrycy, malarze, uczeni, a także cenzorzy opowiadają o Głównym Urzędzie Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk, którego rodowód sięga sowieckiego "Gławlitu".

Centralne Biuro Kontroli Prasy utworzyli w styczniu 1945 r. sprowadzeni z Moskwy przez Jakuba Bermana rosyjscy cenzorzy: Piotr Gładin i Kazimierz Jarmuż. Czy po ćwierć wieku od zlikwidowania urzędu cenzury, licznych publikacjach prasowych i rozprawach historyków jest jeszcze sens podejmowania tego tematu? Na to retoryczne pytanie odpowiedzią jest książka Błażeja Torańskiego pt. “Knebel. Cenzura w PRL-u”, na którą składa się 21 rozmów z ówczesnymi luminarzami sztuki i nauki, m.in. z Bryllem, Zanussim, Krauzem, Wolskim, Pietrzakiem, Rosiewiczem, Rolickim, Paczkowskim, Lwem-Starowiczem.

Bohaterowie książki Torańskiego opowiadają o swoich doświadczeniach z komunistyczną cenzurą. Z tego punktu widzenia są wiarygodnymi świadkami tamtych czasów, gdyż decyzje cenzorskie dotykały ich osobiście. Niekiedy bardzo boleśnie. Odmawiały im prawa do istnienia w sferze publicznej poprzez zapis na ich nazwisko, a także do egzystencji. zabraniając im publikacji książek, prac naukowych czy występów estradowych, a więc zarabiania na utrzymanie siebie i swojej rodziny.

Upływ czasu sprawił, że złe wspomnienia z utarczek z cenzorami zbladły, krzywdy zostały zapomniane, a bezwzględne decyzje kontrolerów myśli i słów uznano za element swoistej “gry w głupa”. Aby coś ważnego obronić, trzeba było niekiedy szarżować, blefować, negocjować. A na to pozwolić sobie mogli tylko owi luminarze. Im nie tylko wolno było więcej. Dopuszczano ich do stolika, aby mieli wrażenie, że o coś grają, choć karty rozdawała władza. Większość kontrolowanych nawet nie znała swoich nadzorców i pokornie podporządkowywała się arbitralnym decyzjom. Tylko Andrzej Rosiewicz zdobył się, tak dla hecy, na zaskarżenie cenzorskiej decyzji do sądu. I o dziwo, a był to rok 1989, połowicznie wygrał, bo mógł rozpowszechniać swoją piosenkę “Książeczka wojskowa”, ale zakazu rozpowszechniania “Pierestrojki” sąd nie odwołał.

Z prezentowanych relacji wynika niezbicie, że ograniczanie odpowiedzialności za te działania do pracy cenzorów sprzyja ukryciu w cieniu rzeczywistych autorów tych decyzji – najwyższych władz PZPR-u. Próba zejścia z linii strzałów krytyki została w “Kneblu” zniweczona przez rozmówców autora, którzy wspominają swoje interwencje u sekretarzy KC czy ministrów.

....................................................................

Błażej Torański – “Knebel. Cenzura w PRL-u” s. 279, Wydawca “ZONA ZERO”, Warszawa 2016

Opinie