Nie dano ludziom innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni

Ewa Starosta · 2016-12-25 19:02
Fragment prelekcji Ewy Starosty wygłoszonej podczas tegorocznego Tygodnia Kultury Chrześcijańskiej.

Pierwsze herezje (poza poglądami Pawła z Samosaty i Ariusza) nie negowały boskości Jezusa. Negowały jego prawdziwe człowieczeństwo. Ponieważ żyjemy w czasach coraz bardziej nasilonego negowania boskości Jezusa Chrystusa, nie miejsce tutaj na omawianie doketyzmu, którego odmian było bardzo wiele.

Paweł Lisicki w książce „Czy Jezus jest Bogiem?” przytoczył argumenty, którymi posługują się naukowcy negujący fakt, iż Dziecię, które przed ponad dwoma tysiącami lat przyszło na świat w Betlejem było Bogiem. Podzieliłam je na kilka grup.

Naukowcy widzący w Jezusie wyłącznie charyzmatycznego Żyda, używają m.in. argumentu natury religijnej. Jahwe Starego Testamentu był Bogiem zazdrosnym, inaczej niż bogowie Greków czy Rzymian nie tolerował nikogo koło siebie. Dowodzi tego pierwsze przykazanie: „Ja jestem Pan, twój Bóg, który cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli. Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie! (...). Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył”.

Utożsamienie postaci historycznej z Bogiem było więc nie do pojęcia dla pobożnego Żyda żyjącego w I wieku w Palestynie. Z tego powodu sam Jezus nie ośmieliłby się myśleć o sobie jako o Bogu. Dlatego, zdaniem opiniotwórczych badaczy XX wieku, chrześcijaństwo nie jest rozwinięciem nauki Jezusa, ale radykalnym zerwaniem z Jego dziedzictwem, wynikającym z potrzeby dostosowania się do świata hellenizmu. Ci naukowcy nie uwzględniają odpowiedzi Jezusa na zarzut postawiony przez faryzeuszy, że sam o sobie wydaje świadectwo.

Druga grupa argumentów używanych przez niektórych badaczy tamtej epoki jest niejako „biurokratycznej natury”. Powołują się na brak dokumentów, które zaświadczają o boskości Jezusa. O tym, kim jest rzeczywiście Jezus, informują Jego uczniowie. Brakuje „zewnętrznych” świadectw.

Faktycznie, nie natrafiono na raport Poncjusza Piłata w tej sprawie, więc nie wiemy, jakich słów użył prefekt Judei opisując oskarżonego o bluźnierstwo Jezus. Wielce prawdopodobne, że w świątyni jerozolimskiej przechowywano sprawozdanie z przesłuchania Jezusa przed Sanhedrynem, ale archiwa świątyni zostały spalone na początku wojny przeciw Rzymianom (66 r.). Jednak pewien dokument istnieje.

Pliniusz Młodszy, namiestnik Bitynii (obecnie Turcja) w liście do cesarza Trajana z roku ok. 112 napisał o nowej sekcie – chrześcijanach. M.in. z pomocą tortur udało mu się dowiedzieć, że zbierają się rano o ustalonej porze i „śpiewają pieśni i hymny do Chrystusa jako boga”.

Do biurokratycznych argumentów można zaliczyć też kwestionowanie wiarygodność kopii Ewangelii. Tymczasem żadne inne dzieło starożytne nie zachowało się w równie wielu odpisach, na dodatek przechowywanych z wielką starannością. Najstarsze fragmenty pochodzą z początków II wieku.

Są badacze posługujący się argumentem lingwistycznym. Ich zdaniem, boskość została przypisana Jezusowi niejako przez pomyłkę, wskutek pomieszania pojęć. Twierdzą oni, że Jezus był nazywany przez pierwszych uczniów, którymi byli mówiący po aramejsku Żydzi, Synem Bożym. Tak określali oni człowieka sprawiedliwego, który zasłużył na to miano wiarą i posłuszeństwem wobec Boga. Właściwie każdy pobożny Izraelita mógł być nazwany synem Bożym. Tymczasem kiedy świeżo nawróceni Grecy słyszeli Żydów nazywających Jezusa Synem Bożym, uznali, że chodzi o istotę boską.

To na pierwszy rzut oka brzmi sensownie, ale pierwsi uczniowie nie nazywali Jezusa Synem Bożym. Zwracali się do niego: Nauczycielu, Panie. Judasz przed wydaniem Jezusa powiedział „Bądź pozdrowiony, Mistrzu!” Jedynie w Ewangelii Mateusza pojawia się w zakończeniu opowieści o chodzeniu po wodzie określenie Syn Boży. Kiedy Jezus wyciągnął z wody Piotra, poszedł z nim do łodzi. „Ci zaś, którzy byli w łodzi, upadli przed Nim, mówiąc: Prawdziwie jesteś Synem Bożym.” Ale z całą pewnością uczniom nie chodziło w tym momencie o to, że Jezus jest sprawiedliwym człowiekiem. Żydzi mogli padać na twarz tylko przed Bogiem.

Niektórzy religioznawcy twierdzą, że chodzenie po wodzie i uciszanie burzy to przypisywane Jezusowi nadludzkie umiejętności, w które wyposażone były postaci z folkloru żydowskiego. Warto przywołać w związku z tym fragment Ewangelii Mateusza. Jezus śpi na łodzi podczas gwałtownej burzy: „Wtedy przystąpili do Niego i obudzili Go, mówiąc: Panie, ratuj, giniemy! A On im rzekł: Czemu bojaźliwi jesteście, małej wiary? Potem wstał, rozkazał wichrom i jezioru, i nastała głęboka cisza. A ludzie pytali zdumieni: Kimże On jest, że nawet wichry i jezioro są Mu posłuszne?”

W tradycji żydowskiej przechowywane są imiona osób, które potrafiły z powodzeniem modlić się o deszcz. Jednak władza nad nad falami i morzem należała wyłącznie do Boga. A Jezus rozkazał wiatrowi i burzy, żeby się uciszyły.

Apostoł Piotr, kiedy musiał się tłumaczyć przed arcykapłanem Annaszem i innymi członkami Sanhedrynu, ponieważ uzdrowił 40-letniego mężczyznę chromego od urodzenia, wyjawił bez ociągania, że „stało się to w imieniu Jezusa Chrystusa Nazareńskiego”. Prosty rybak napełniony Duchem Świętym wyjaśnił uczonym w Piśmie, że wydany na śmierć krzyżową Jezus był odrzuconym przez nich kamieniem, który stał się kamieniem węgielnym. Mimo braku wykształcenia św. Piotr wypowiedział słowa wyrażające podstawę naszej wiary: „I nie ma w nikim innym zbawienia; albowiem nie ma żadnego innego imienia pod niebem, danego ludziom, przez które moglibyśmy być zbawieni.”

Opinie

Jezus był tylko wędrownym rabinem. I tyle.
~Jacek · 26 grudnia 2016 18:18
A w zasadzie to dlaczego Jezus miał nasz zbawiać. Gdyby jego ojciec nie mordował ludzi potopami czy innymi kataklizmami, albo nie kazał mordować dzieci w ofierze dla niego, to niepotrzebne byłyby jakieś zbawienia. A gdzie była cała rodzina razem z duchem świętym w czasie zbrodni hitlerowskich, to warto by opowiedzieć na trzech a nie na tylko jednym wykładzie.
~Paweł · 26 grudnia 2016 23:00
Bardzo ciekawe, szkoda, że nie starczyło miejsca na całość.
~Zenek · 29 grudnia 2016 15:43