Roman Träger - bydgoszczanin, który istotnie przyczynił się do zniszczenia Peenemünde

Jan Pacyno · 2016-12-04 10:15
Opisana w tym tygodniu postać nie jest aż tak ,,zakurzona”, jak inne z tego cyklu. Niemniej jednak wydaje się, iż wymaga przypomnienia.

Roman Träger urodził się w Bytomiu 17 marca 1923 roku. Był dzieckiem z drugiego małżeństwa spolszczonego Austriaka Augustyna Trägera. I to właśnie ojciec Romana sprowadził się do Bydgoszczy w 1934 roku. Zamieszkał w kamienicy przy obecnym Wełnianym Rynku 10. Augustyn służył w wywiadzie w Legionach Piłsudskiego. Również w naszym mieście, pracując jako kupiec w firmach eksportowych, był w rzeczywistości agentem Ekspozytury nr 3 II Oddziału Sztabu Generalnego w Bydgoszczy, czyli w skrócie wywiadu.

Gdy wybuchła wojna obaj Trägerowie wstąpili do Ruchu ,,Miecz i Pług”. Była to jedna z organizacji konspiracyjnych powstałych w 1939 roku w środowisku chrześcijańsko-narodowym (jednym z jej założycieli był pochodzący z Chełmży ksiądz Leon Poeplau). Prowadziła ona głównie wywiad głęboki, koncentrując się na Niemcach, Sowietach oraz ruchu komunistycznym. Przypuszczalnie około 1943 roku jej kierownictwo zostało spenetrowane przez Gestapo, choć nie jest to w pełni udowodnione. Potem jeden z wybitnych agentów NKWD rozpracował jej struktury. Cześć członków ,,Miecza i Pługa” przeszła do struktur AK, wśród nich Augustyn i Roman. Sama organizacja uległa rozwiązaniu w 1944 roku.

Za wiedzą przełożonych z ,,Miecza i Pługa” obaj Trägerowie przyjęli niemiecką grupę narodowościową w 1941 roku. Ten krok miał im ułatwić działalność wywiadowczą oraz odsunąć podejrzenia władz niemieckich.

W 1942 roku Roman, jako dziewiętnastolatek, został powołany do Wehrmachtu. Po odbyciu szkolenia w łączności, już jako podoficer, dostał skierowanie do służby na wyspie Uznam, gdzie mieścił się niemiecki ośrodek rakietowy Peenemünde. Ze względu na swoją specjalność i rodzaj służby Roman posiadał taką przepustkę, że nie dotyczyły go restrykcje w poruszaniu się po terenie ośrodka rakietowego.

Na święta wielkanocne przyjechał do Bydgoszczy i opowiedział ojcu o swojej służbie. Augustyn początkowo z niedowierzaniem słuchał syna, gdy ten mówił, że niemieccy naukowcy w jednostce, gdzie on stacjonuje, opracowali bezzałogowy samolot o napędzie rakietowym (V1) oraz na jakieś 10 metrów wysoką rakietę, która pomyślnie przechodzi testy. Roman ponadto przywiózł w buteleczce próbkę paliwa do tych rakiet oraz sporządził odręczny szkic bazy w Peenemünde.

Po świętach w maju tego samego roku Augustyn przekazał szkic, próbkę paliwa i zasłyszane od Romana wiadomości swoim przełożonym w Warszawie. Tak się złożyło, że jednym ze współpracowników kierownictwa ,,Miecza i Pługa” był oficer wywiadu, ale Armii Krajowej. Przepisywał on wszystkie raporty i posyłał je kierownictwu AK, skąd trafiały do rządu emigracyjnego w Londynie, a następnie do Brytyjczyków. Wywiad angielski był pod wrażeniem jakości przekazanych materiałów. Naciskał na dalsze wiadomości.

W czerwcu 1943 roku Armia Krajowa powołała grupę wywiadowczą ,,Bałtyk 303”. Na jej czele stanął Bernard Kaczmarek i to on przejął dalsze kontakty z Romanem oraz nawiązał ścisłą współpracę z siatką wywiadowczą na Pomorzu stworzoną przez „Miecz i Pług” (m.in. w tym celu spotkał się 15 lipca w naszym mieście z Augustynem). W ramach grupy „Bałtyk 303” Roman Träger został zaprzysiężony, zapewne na rotę AK i przyjął pseudonim ,,T2 AS”.

W ciągu dalszych kontaktów Kaczmarka z Trägerem ustalono w oparciu o mapy sztabowe dokładną lokalizację obiektów strategicznych, uzyskano też więcej informacji technicznych o samych pociskach rakietowych V1 i V2. Po przeprowadzeniu zwiadu lotniczego Brytyjczycy ustalili termin bombardowania. Wiadomość o nalocie została przekazana przez łącznika grupy ,,Bałtyk 303” Romanowi. Ten, aby uniknąć pobytu na terenie bazy w czasie bombardowania, złamał sobie kość przedramienia i został przewieziony do szpitala wojskowego na pobliską wyspę Wolin.

Bombardowanie, a faktycznie zaoranie w prawie 50% Peenemünde, odbyło się w nocy z 16 na 17 sierpnia 1943 roku z udziałem 597 samolotów.

Potem Roman Träger służył w różnych jednostkach Wehrmachtu. W końcówce wojny w Flösenburgu zajmował się organizowaniem sabotażu w zakładach produkujących uzbrojenie. Następnie przeszedł do duńskiej partyzantki.

Do kraju powrócił w 1948 roku i odbył służbę w Wojskach Łączności. W Bydgoszczy pracował w pracowni konstrukcyjnej w Kolejowych Zakładach Łączności na Ludwikowie. Później był zatrudniony Zakładach Teletechnicznych „Elfa”. W uznaniu osiągnięć racjonalizatorskich w dziedzinie łączności otrzymał wiele nagród z Ministerstwa Obrony Narodowej. Był odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Należał do Stronnictwa Demokratycznego oraz był członkiem ZBOWiD.

Umarł 21 marca 1987 roku i został pochowany na Cmentarzu Nowofarnym przy ulicy Artyleryjskiej.

Opinie

Mieszkaliśmy po sąsiedzku. Byłam wtedy dzieckiem i zapamiętałam go jako miłego, starszego pana.
~Basia · 4 grudnia 2016 11:33
Piękna życiowa karta walki bydgoszczanina, w II wojnie światowej z niemieckim, barbarzyńskim najeźdźcą, zapisana przez mojego imiennika Romana Tragera. Upamiętnia go ul. Augustyna i Romana Tragerów na Os. Miedzyń!
~Roman · 4 grudnia 2016 12:48
W Bydgoszczy były kiedyś Zakłady Teletechniczne „Elfa”? Oj, harcerz, harcerz.
~Bydgoszczak · 4 grudnia 2016 13:58
Też się zdziwiłem, ale tak stoi w uchwale Rady Miasta o nadaniu nazwy ulicy.
~@Bydgoszczak · 4 grudnia 2016 20:22
Pewnie chodzi o Zakłady Teletechniczne < TELFA >!
~Roman · 4 grudnia 2016 20:37
Jedno pytanie do autora : Czy Roman Traeger na pewno musiał w roku 1941 przyjmować obywatelstwo niemieckie ? Jego ojciec z pewnością tak uczynił, ale czy syn również ? Roman Traeger urodził się w roku 1923 w Bytomiu, na terenie Niemiec. Jego matka była Niemką i posiadała obywatelstwo niemieckie. Z całą pewnością w początkowym okresie życia Roman Traeger również posiadał to obywatelstwo. Czy później, jeszcze przed wojną, zmienił je na polskie ? Z tego co wiem, chociaż mogę mieć mylne informacje, Roman Traeger był przez cały okres międzywojenny obywatelem niemieckim, a na dodatek do końca II wojny światowej nie znał języka polskiego. Znał być może podstawowe zwroty i słowa, ale płynnie po polsku nie mówił.
Jest to o tyle ważne, że biorąc pod uwagę te okoliczności, tym bardziej należy docenić zasługi Romana Traegera dla Polski. Był bowiem Polakiem z własnego wyboru, a przecież nie musiał.
~Senior · 4 grudnia 2016 16:53
Czy coś tu nie śmierdzi? Facet był w wermachcie, a mimo to przyjęto go do LWP w czasie, gdy UB wsadzało do więzienia żołnierzy walczących w Armii Andersa. I z historii i z filmów (Czas honoru np.) wiadomo, że UB i NKWD w Polsce traktowali hitlerowskich żołnierzy jak psy, o ile oczywiście pozwolili im żyć. Fakt bycia w polskiej konspiracji w dodatku prowadzącej jak pisze autor działania przeciwko sowietom był po wojnie raczej obciążeniem, a nie premią.
~może · 4 grudnia 2016 18:09
@ może : Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Z całą pewnością jego ojciec Augustyn Traeger był więziony przez UB ( wprawdzie krótko), zaś później bardzo intensywnie inwigilowany. Na tę okoliczność zachowały się ubeckie materiały więc sprawa jest oczywista. Augustyn Traeger bynajmniej nie był "pieszczochem" władz komunistycznych. A jak było z synem ? Mnie również zastanowiła informacja o jego służbie w szeregach LWP ( zwłaszcza, że wrócił do Polski dopiero w roku 1948), ale czy za tym kryło się drugie dno ? Mimo wszystko byłbym ostrożny w sądach.
~Senior · 4 grudnia 2016 20:27
Z tego co wiem, to do komunistycznego wojska nie przyjmowali byłych hitlerowców. Zwłaszcza do łączności.
~Też Senior · 4 grudnia 2016 22:46
Panie Janie należą się Panu wielkie podziękowania. To już kolejny profesjonalny Pański artykuł. Bardzo pdoniósł poziom tego portalu. A różne "uwagi" każdy pisze takie na jakie Go stać. Proszę kontynuować!
~Już Nie Zdegustowany · 5 grudnia 2016 18:52
A żona Pana Romana była znakomitą malarką.
~pi · 5 grudnia 2016 20:43
Ostatnia nie była malarką

~~ro · 5 grudnia 2016 21:58
Dziękuje za uwagi oraz zainteresowanie .
Jan Pacyno · 6 grudnia 2016 10:42
Osiągnięcia Tragerów są olbrzymie. To prawdziwi bohaterowie. Bydgoszczanie mogą być z nich dumni. Natomiast grzebanie w ich późniejszych życiorysach to działania co najmniej niestosowne. Nawet gdyby coś tam znaleziono to jest nic w stosunku do ich dokonań.
~skaw · 6 grudnia 2016 19:09
znane
~znane · 9 grudnia 2016 22:33
Tak też mówią pisowcy o ich kolesiu prokuratorze stanu wojennego, członkiem reżimowej egzekutywy pzpr Piotrowiczu - precz z komuną!
~monty kobra · 9 grudnia 2016 23:29