reklama

Teraz, czyli kropla czystego światła

Marek Kazimierz Siwiec · 2016-12-25 12:48
Podczas urodzinowej wystawy Jacka Solińskiego, która odbyła się 24 października br., poeta a zarazem filozof Marek Siwiec dokonał poetyckiej a zarazem filozoficznej analizy linorytu pt. „Być teraz”, której opublikowanie obiecaliśmy naszym czytelnikom. Świąteczny czas to najlepszy moment do lektury rozważań, którym ich autor nadał tytuł „Teraz, czyli kropla czystego światła. O dramacie egzystowania w sztuce graficznej Jacka Solińskiego i linorycie „Być teraz”.

Sztuka graficzna Jacka Solińskiego ma charakter symbolicznych obrazów o wyrazistej, poetyckiej nośności. Stanowią one symboliczne wglądy w sytuację człowieka w świecie. Jednocześnie budują opowieść o kondycji ludzkiej, o uwarunkowaniach ludzkiego bytowania w świecie, przede wszystkim zaś o dążeniach i tęsknotach religijnych, mistycznych, metafizycznych. Grafiki Jacka Solińskiego to są ujęte w plastyczną formę dramaty egzystowania człowieka na ziemi. W tych graficznych kadrach artysta ujął rozmaite symboliczne figury ludzkiego losu, których wzajemne relacje nadają tej sztuce szczególną dynamikę i złożony wydźwięk.

Chciałbym skoncentrować uwagę na linorycie „Być teraz” datowanym na luty 2014. Ta grafika niejako od pierwszego wejrzenia przyciągnęła mnie ku sobie. Widzimy na niej mężczyznę, który wpatruje się w rozciągającą się przed nim ogromną pajęczynę. Siedzi on na drewnianej desce, odwrócony plecami do widza.

Ta ogromna pajęczyna tak zdaje się ogarniać patrzącego, że wydaje się, iż on sam jest w jakiś trudny do określenia sposób nie tylko odniesiony do niej, ale i zarazem przywiązany, wręcz w niej uwięziony. Nawiązując do tytułu grafiki, czyli owego bycia teraz można odnotować, iż bycie to stanowi swoisty kadr, jakby wyjęty z tego, co się dzieje, z filmu następujących po sobie poszczególnych teraz. Skoro tak, skoro patrzącego otacza pajęczyna, w której przestrzeń intensywnie się wpatruje, może to oznaczać, że po tym kadrze mogą pojawić się kolejne kadry, kolejne teraz. I wówczas może okazać się, że ta sytuacja patrzącego jest sytuacją osaczenia, którego może on sam jeszcze nie przeczuwa; że jest on jakoś przybliżony, może nawet uwikłany czy przytwierdzony do tej pajęczyny. W takim kontekście możemy domniemywać, że za kolejnym teraz skrywa się zagrożenie dla patrzącego, może nawet druzgocące. Że gdzieś w pobliżu czai się złowrogi pająk, który czyha na swoją ofiarę. Być teraz może znaczyć w tej sytuacji: znajdować się całkiem blisko, bliżej niż skorzy bylibyśmy pomyśleć owego „pająka”. A ten zanim uderzy, zanim wyskoczy z ukrycia zwabiony niewidocznym drganiem pajęczynowych nici, może jeszcze napawa się widokiem biedaka, który za chwilę, za kolejne teraz zostanie uderzony z całym impetem i porażony z całą bezlitosną logiką, z jaką los wymierza swoje celne ciosy. Wówczas dramat cierpienia i śmierci jednostki rozegra się poza kadrem ujętym w linorycie.

Taki możliwy kontekst może także znaczyć, iż sprawy ostateczne, których jesteśmy czasem świadkami i obserwatorami, bywa, że mimowolnymi, są dla nas wyzwaniem, któremu nie potrafimy sprostać. Umykają nam. Ich sens nie przebija się przez codzienne zabieganie. A może raczej na widok cierpienia odpychamy od siebie myśli, że i dla nas bije ten dzwon.

Jeśli jednak dłużej wpatrujemy się w grafikę i ową konstrukcję pajęczynowego świata, możemy zauważyć, iż ta pajęczyna ma dość szczególny charakter. Nie jest płaszczyzną, ale ma swoją wyraźnie zarysowaną głębię, w którą wpatruje się patrzący. Ponadto w tej grafice poprzeczne nitki w pajęczynie są nader konsekwentnie łukowato powyginane do wewnątrz, jakby pod naporem jakiejś tajemnej zewnętrznej siły, podczas gdy w zwyczajnej pajęczynie są one raczej wygięte na zewnątrz lub zbliżone do prostych.

Stąd wydaje się, iż owa pajęczyna zmienia się na naszych oczach w szczególny spadochron czy parasol. Pamiętajmy, że w wielu grafikach Jacka Solińskiego ważną rolę odgrywa symbolika parasola. Zauważmy, iż przestrzeń tej grafiki nasycona jest światłem, którego „promienie” rozchodzą poprzez te linie owego spadochronu. Stopień rozjaśnienia największy jest w centrum, gdzie rzedną znaki graficzne, które wypełniają tę przestrzeń. Stąd te znaki graficzne stanowią środki, za pomocą których artysta ukazał świetlistość tej przestrzeni i jej pogrążanie się w mroku, im dalej odchodzimy od centrum. W jakiejś też mierze stopień zagęszczenia tych znaków może być metaforą spadochronu wypełnionego powietrzem, spadochronu, który zdaje się rozpościerać nad patrzącym.

Zatem w tym dramacie egzystowania wobec czy także w pajęczynie dokonuje się znaczący zwrot, swoista peripeteia, zmiana położenia bohatera, by odwołać się do rozważań Arystotelesa o tragedii z „Poetyki”. Tak oto pojawia się druga figura ludzkiego losu, czyli ów spadochron, który wydaje się być osłoną wobec pułapek i zagrożeń pajęczyny.

Przypomnijmy, iż w twórczości Jacka Solińskiego nader istotne znaczenie odgrywają konteksty mistyczne i religijne, a zwłaszcza tak szeroko i swobodnie reprezentowane motywy anielskie w cyklu prac o aniołach na każdy dzień roku. W spadochronie tym, który rozpościera się nad patrzącym, można dostrzec przejaw aktywności sił nasyconych światłem. Stąd nasuwa się odniesienie do iluminacji, a iluministyczny kontekst dobitnie określa tę sytuację. Sądzę więc, iż przed oczyma patrzącego mężczyzny i naszymi, a precyzyjniej, przed wzrokiem nie tylko zewnętrznym, ale i wewnętrznym, ukazuje się, rozgrywa wydarzenie iluminacyjne.

Patrzący jest zapatrzony w źródełko owego światła, które bije w centrum pajęczyny zmieniającej się w ów spadochron. Można teraz powiedzieć, że to światło przybywa z wysoka. Jakby ze środka spadochronu-pajęczyny. I rozchodzi się ku jej krańcom, które wyraźnie pogrążają się w mroku. Linie pajęczyny, czy raczej liny spadochronu, są niczym promienie owego światła. Można odgadnąć, iż jest to także światło łaski, której być może doświadcza patrzący. Wolno też dodać to światło łaski łączy się z ufnością patrzącego.

Ważny moment. Plecy patrzącego są rozjaśnione. Można by pomyśleć, że zaburza to ów rytm światła iluminacji i wprowadza jakieś nowe oświetlenie poza owym źródełkiem ze środka spadochronu – pajęczyny. Ale gdyby tak było to i dolna część ciała wraz ze spodniami zostałaby oświetlona. A jest ona wyraźnie ciemniejsza z plamami mroku na nogach. Więc trzeba przyjąć, że światło na plecach patrzącego nie pochodzi skądinąd jak tylko jest tym samym światłem ze środka pajęczyny.

W tym kontekście figury spadochronu bycie teraz nabiera znaczenia wyczekiwania i kontemplowania światła iluminacji, które przenika patrzącego na wskroś. I zapewne umacnia jego ufność i zawierzenie wobec mocy tego światła.

Niezwykle interesujące jest to, że centrum pajęczyny staje się swoistym okiem czy prześwitem, przez które wnika owo światło nadnaturalne, nadzmysłowe, boskiej mocy. Można rzec, iż ów symboliczny spadochron światła obejmuje patrzącego i wyzwala z zaplątania w sidła pajęczej nici.

I trzeci motyw symboliczny. Sytuacja patrzącego dotychczas rozważana ze względu na figury pajęczyny i spadochronu ujawnia jeszcze trzecią figurę. Jest nią perspektywa. Cała konstrukcja przestrzeni grafiki pajęczynowo-spadochronowa przywodzi skojarzenie z perspektywą potraktowaną nie tyle jako wymóg artystyczny i formalny przestrzeni graficznej, ile jako kolejna figura ludzkiego losu. Owo centrum pajęczyny, oko czy prześwit spadochronu może pełnić rolę punktu zbiegu linii, które biegną do oka patrzącego. Głowa patrzącego bowiem została niemal dokładnie objęta podłużnymi liniami, których bieg i zbieg w centralnym punkcie podkreśla jeszcze bardziej skupione patrzenie, kontemplacyjne wpatrywanie się patrzącego w centralny punkt jak w źródło światła.

Ten punkt zbiegu jest wyraźnie podniesiony, wręcz uniesiony, wobec patrzącego. Motyw perspektywy reprezentuje sztukę, dla której perspektywa stanowi ważny instrument wypowiedzi, i refleksję sztuce. W tym kontekście tak symbolicznie przywołana perspektywa stanowi kolejną figurę losu, a dokładniej losu artysty.

Linie zbiegu czy linki spadochronu obejmują precyzyjnie głowę patrzącego, którym jest artysta. Czyli artysta zanurzony jest w świecie pajęczyny i narażony na wszelkie jej niebezpieczeństwa, znajduje antidotum w kontemplacyjnym zawierzeniu owej mocy spadochronu.

Te symboliczne figury w tej tworzą więc dynamiczne przeploty i wprawiają w szczególny ruch przestrzeń reprezentującą bycie teraz. Nasycają owo bycie głębią, która stanowi o niepowtarzalności tej trwającej chwili twórczego bycia. W ten sposób wzbogacają rozumienie owego bycia teraz.

Można wszak pytać dalej. Jeśli perspektywa jest pewną konstrukcją, jeśli do pozoru należy zbieżność linii, które biegną ku horyzontowi oraz zmniejszanie się przedmiotów, które są coraz bardziej oddalone od patrzącego, to czym jest owo centrum w pajęczynie i punkcie zbiegu perspektywy, w którym można wypatrzyć prześwit, jakby kroplę czystego światła? Czy w owym byciu teraz nie skrywa się wezwanie, aby zajrzeć za „kurtynę” tego teraz?

Czy dzięki temu nie wypowiada się pełniej prawda o egzystowaniu człowieka w przeciwieństwach i napięciach życia?

Opinie

Tak, warto było czekać, by to przeczytać. Dzięki.
~koleś · 25 grudnia 2016 16:31
No ma fantazję profesor, nie da się ukryć!
~koleś II · 31 grudnia 2016 11:03