25 stycznia br. w Warszawie zmarł reżyser Bohdan Poręba. Bydgoszczanin. Ukończył w Bydgoszczy I Liceum Ogólnokształcące. Był aktywnym harcerzem ? działał w 5. Bydgoskiej Drużynie Harcerskiej. Słowem, młodość spędził w naszym mieście.
Po ukończeniu szkoły filmowej, w połowie lat pięćdziesiątych, został reżyserem. Ma w swoim dorobku wiele filmów. Dorobek to niejednoznaczny i różnej wartości. Nakręcił w 1963 roku film o żołnierzach generała Maczka. Za ten film był represjonowany ? nie miał możliwości kręcenia filmów przez kilka lat. Dopiero w 1973 roku nakręcił chyba najlepszy swój film ?Hubal? – opowieść o legendarnym partyzancie, który podjął walkę z Niemcami tuż po klęsce wrześniowej. Otrzymał za ten film liczne nagrody. ?Hubal? cieszył się też uznaniem krytyki. Niewątpliwymi sukcesami reżysera były też filmy ?Polonia Restituta? i ?Gdzie woda czysta i trawa zielona?.

Ostatnim dziełem reżyserskim Bohdana Poręby była realizacja filmowa sztuki Lusi Osińskiej ?Zmartwychwstanie?. Film wyemitowała Telewizja Trwam.

Reżyser parał się też publicystyką społeczno-polityczną. Gazety, w których publikował mogą odrobinę zadziwić: ?Myśl Polska?, ?Nasz Dziennik?.

Nie stronił też od aktywności politycznej, której zasięg i rozmach mogą budzić konsternację. A zatem był założycielem lewicowo-patriotycznego Zjednoczenia Patriotycznego ?Grunwald? łączącego tradycję patriotyzmu w duchu Mieczysława Moczara oraz lewicowości wprost z Komunistycznej Partii Polski. Zjednoczenie Patriotyczne ?Grunwald? głosiło między innymi hasła narodowego komunizmu. W latach 90. współpracował z Stanisławem Tymińskim, Andrzejem Lepperem i generałem Tadeuszem Wileckim. Czynił wówczas starania o powołanie Bloku Ludowo-Narodowego. W 1993 roku wystartował w wyborach parlamentarnych z ramienia Samoobrony w okręgu bydgoskim. Nie dostał się do parlamentu. Otrzymał 902 głosy. Kolejne próby wejścia do parlamentu także się nie powiodły. A Poręba próbował jeszcze dwukrotnie: do senatu jako kandydat niezależny w 2001 roku i w 2005 do parlamentu z listy Samoobrony w okręgu konińskim.

Spotkałem Bohdana Porębę w 2007 roku. Kolacja w gronie kilku osób. Mówiłem wówczas o pilnej potrzebie nakręcenia polskiego filmu o Poli Negri. Opowiadałem, że ta ulubienica Hitlera, aktorka wielkich reżyserów, może pierwsza w dziejach świata celebrytka z prawdziwego zdarzenia, malująca jako pierwsza kobieta na świecie paznokcie stóp, rzucająca się do grobu Valentino byłaby wspaniałą bohaterką filmu. Poręba wolał jednak rozmawiać o polityce. Mówił, że dzisiejsza Polska znajduje się pod okupacją amerykańską i że dla niego to jest to samo co okupacja sowiecka. Chwilę potem rozgadał się na temat cenzury. I tu mnie zaskoczył. – Dzięki cenzurze wielu reżyserów zachowało poziom ? powiedział. I w dalszym wywodzie twierdził, że dzięki cenzurze reżyserzy w PRL byli uważni, ważyli to, co pokazują. Gorączkował się mówiąc o współczesnym filmie. Rozumował tak: Nie ma cenzury co, co robimy z naszą wolnością?

Wydał mi się człowiekiem zagubionym, zamotanym. Z jednej strony patriotyczny, chwilami zabawnie narodowo wzniosły. Z drugiej zaś strony szukający poparcia u ludzi formatu Andrzeja Leppera i Stanisława Tymińskiego. Uwrażliwiony na biedę. W pewnym momencie wspominaliśmy obaj wychodki przy kamienicach w Bydgoszczy. Do miasta nad Brdą zresztą chętnie przyjeżdżał. Na przykład na rocznicowe uroczystości w I LO. Niewątpliwie utalentowany, ale, jak mówię, zagubiony, zamotany…