Pseudohodowla pod Włocławkiem. Zwierzęta w kale i krwi

13:07, 09.10.2017 | G.S.
REKLAMA
Skomentuj
40 psów i kotów, większość skrajnie zaniedbanych, przetrzymywano w kurniku i w kotłowni. Fot. Pogotowie dla Zwierząt

Pogotowie dla Zwierząt i policja zlikwidowali pod Włocławkiem fabrykę zwierząt. W strasznych warunkach przebywało tam 40 psów i kotów. 

Pogotowie dla Zwierząt wspólnie z Fundacją „SOS Dalmatyńczykom”, włocławską grupą „Kundelkowisko” i policją likwidowało tę pseudohodowlę przez 2 dni. 40 psów i kotów, większość skrajnie zaniedbanych, przetrzymywano w  kurniku i w kotłowni.  

Jak relacjonują przedstawiciele Pogotowia dla Zwierząt, w drewnianym kurniku na trzech poziomach egzystowały psy. Zwierzęta siedziały skulone w kale, moczu i krwi.

- Ich pazury były powyginane na boki i przerośnięte. Wystraszone czekały na najgorsze - relacjonują przedstawiciele Pogotowia dla Zwierząt. - Siedziały w ciemności, bo pomieszczenia z desek i betonu nie miały okien. Miejsca gdzie żyły - zasłonięte były płytami i zabite gwoździami. Aby uwolnić psy, należało szpadlem wyłamać część desek, bo w ogóle nie było otworów, aby psiaki mogły opuścić to miejsce. Uwięzione psy to kundelki: dorosłe i szczeniaki. Część była w typie rasy: pinczer, szpic. Uwalnianie ich z niewoli było trudne, bo zdziczałe psy bardzo bały się człowieka, uciekały po pomieszczeniach. Musieliśmy wyrywać poszczególne deski, aby je powyciągać z zapełnionych odchodami zakamarków. Trwało to kilka godzin.

Kilkanaście kotów trzymano w ciemnej kotłowni. Były w dramatycznym stanie, chore i zdziczałe. Znaleziono też zwierzęta martwe. 

"Wszystkie koty i psy trafiły do przychodni weterynaryjnej we Włocławku, gdzie udzielono im specjalistycznej pomocy. Aby dokonać szczegółowych badań i leczenia ściągnięto w nocy dodatkowych lekarzy. Koszty ratowania życia i zdrowia tych zwierząt wyniosły ponad 4000 zł" - informuje Pogotowie dla Zwierząt.

Kto zgotował zwierzętom ten los? Według Pogotowia dla Zwierząt to 46-letnia kobieta, właściciela posesji. Członkowie organizacji piszą o niej:  - "Na razie nie została przesłuchana przez policję. Na pewno hodowała psy od kilkunastu miesięcy. Wystawiała je na portalu w opcji „za darmo” ale jak się ktoś próbował dodzwonić, to słyszał iż trzeba zapłacić kilkaset złotych. Sprawca nie przyznaje się do winy. Twierdzi, iż część zwierząt nabył kilka tygodni przed interwencją od mieszkanki jednej z miejscowości pod Częstochową. Kobieta mieszkała w bardzo ładnym domu i miała warunki, aby trzymać wszystkie psy i koty w domu. Jednak zwyciężyła chęć zysku kosztem dobrostanu zwierząt. Kobieta jest wystraszona interwencją policji i Pogotowia dla Zwierząt. Mieszka w małej wiosce i boi się rozgłosu. Zapewne dlatego nie przyjechała na posesję podczas interwencji, gdy zabierano jej psy. Być może bała się iż zostanie zatrzymana przez funkcjonariuszy."

(G.S.)
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (0)

Brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

© bydgoszcz24.pl | Prawa zastrzeżone | 2017