Zamknij
REKLAMA

Legenda Stonesów wiecznie żywa...

23:30, 07.10.2018 | Zbigniew Michalski
REKLAMA
Skomentuj
Fot. Roman Bosiacki

13 kwietnia 1967 roku narodził się mit założycielski czegoś potencjalnie "wiecznie żywego".  Występ Rolling Stonesów w warszawskiej Kongresowej (a dokładnie dwa koncerty, popołudniowy i wieczorny), to niewątpliwie największe wydarzenie w historii rock`n`rolla w Polsce. 5 października 2018 roku w bydgoskim klubie ElJazz wrocławska grupa Tumblin`Flash odważyła się z tą legendą zmierzyć i uczyniła to bardzo efektownie i stylowo...
 
                                                                       Big Beat Jazz Club stary i nowy
 
Muzycy Tumblin Flash (The Rolling Stones Tribute Band) przyjechali do Bydgoszczy już po raz drugi w tym roku. Za pierwszym razem byli jedną z atrakcji głośnego zlotu harleyowców. Teraz przybyli na zaproszenie Big Beat Jazz Clubu, który przez prawie 4 lata właśnie w ElJazzie przypominał na różne sposoby muzykę z ery rock`n`rolla i big beatu. Czynione to było głównie siłami bydgoskich muzyków z lat 60. i 70., z małą pomocą kolegów, czasami z dużo młodszych roczników. 2018 okazał się z kilku powodów rokiem szczególnym. Po pierwsze, pod koniec marca gościliśmy warszawską grupę Big Bit z niezapomnianym The Beatles` Show. Naturalnym więc marzeniem było postawienie takiego stonesowskiego kontrapunktu. Marek Koszczyński i przyjaciele byli idealnym dążeniem. Tumblin` Flash bowiem to jedyny, klasowy zespół w Polsce grający tylko i wyłącznie repertuar The Rolling Stones. Nie udało się uczynić tego 13 kwietnia 2017 roku, dokładnie 50 lat po. Wypadło więc przy każdej innej, dogodnej okazji!

Gorąco dziękujemy publiczności (nie tylko bydgoskiej!) za wierne uczestnictwo w naszych 20 klubowych wieczorach z muzyką Elvisa, Ricky Nelsona, Shadowsów, Animalsów, B.B.Kinga, Breakoutów, Czerwonych Gitar, Czerwono-Czarnych, Niebiesko-Czarnych, Johna Lennona, Beatlesów i właśnie Stonesów. Dziękuję Andrzejowi Sieradzkiemu i Andrzejowi Filipiakowi za zgodę na reaktywowanie wraz z nimi tej tradycji kultowego Big Beat Jazz Clubu z lat 1964-1969. Ta nowa era z lat 2015-2018 też się skończy, ale żar rock`n`rollowy w naszych sercach ciągle płonie, a Paul Mc Cartney 3 grudnia 2018 roku w Krakowie na pewno podładuje nam akumulatory.

Dziękujemy bardzo Józkowi Eliaszowi za przyjęcie nas pod swój eljazzowy dach. Osobne podziękowania dla Pani Kingi Eliasz za nieocenioną pomoc w promocji i organizacji koncertu w dniu 5 października 2018 roku. Pamiętamy o pełnej zaangażowania pracy Pana Rafała i innych pracowników klubu przy sprzedaży biletów. Radiu "PiK", a szczególnie Zdzisławowi Pająkowi za konkurs radiowy promujący koncert. Dziękuję sklepom i akademikom, które zezwoliły na reklamę imprezy. Uznanie dla fachowej pracy Mirka Cichego nagłaśniającego koncert, Michała Gęsikowskiego odpowiedzialnego za multimedia, Piotra Wiejaka rejestrującego występ oraz Romana Bosiackiego autora części zdjęć.
 
                                                                        Wrocławscy Stonesi
 
Marek Koszczyński, lider polskich Rolling Stonesów, w rozmowie poprzedzającej koncert, wspominał jak to wraz z perkusistą Przemkiem Kotylem grał w latach 2012-2014 we wrocławskiej grupie o... bardzo odważnej nazwie! Coś się po tym czasie jakby wypaliło, a chyba najbardziej wokalista i trzeba było rozpocząć myślenie, co dalej! To właśnie Przemek zaproponował, abyśmy grali kawałki Stonesów, ja przystałem i tak to poszło... Przemek polecił również bardzo dobrego wokalistę Kubę Giernatowskiego, z którym grał wcześniej na różnych klubowych jamach we Wrocławiu... Skład kapeli uzupełnili Łukasz Kotyl w roli gitarzysty rytmicznego oraz Bartek Żurawski, pogrywający na basie. Pierwszy koncert zagrali w styczniu 2015 roku w pobliskim Dzierżoniowie, co można i dzisiaj zobaczyć, korzystając z internetowych dobrodziejstw. Również entuzjazm publiczności! Podobnie było w tym roku w warmińskim Gietrzwałdzie na imprezie "Dzień Rolling Stonesów", korespondującej z tegorocznym koncertem Stonesów na Stadionie Narodowym (gdzie cała grupa Tumblin`Flash podglądała swoich mistrzów). ...w sumie zagraliśmy dotąd około 60 koncertów, na razie tylko w Polsce...

Kiedy w czerwcu tego roku zadzwoniłem do Marka, aby zaprosić grupę do ElJazzu, momentalnie wyraził ochotę. Kiedy jeszcze dowiedział się o tej naszej bydgoskiej atencji do muzyki lat 60. oczekiwanie na październikowy koncert stało się obustronne!
 
                                                          Chłodne mury, ogniste rytmy, gorąca publiczność
 
Na zewnątrz gorące jesienne słońce, co niektórzy z przechodniów w "przeproszonych" T-Shirtach, ale w dużej sali klubowej zupełnie inna pora roku! Jednak od godziny 20.00 nie tylko "piecyki" na estradzie spowodowały, że z minuty na minutę było coraz cieplej. Chuchanie plus gorące serca fanów rock`n`rolla zrobiły swoje. Najpierw przez ponad 20 minut wspomnienia z Warszawy z roku 1967. Na ekranie PKF, czyli Polska Kronika Filmowa i te gorące sceny z udziałem tysięcy młodych ludzi spod Pałacu Kultury, Mick Jagger, biegający po scenie Kongresowej, szeregi milicjantów i ORMO, czyli bijącego serca partii! Przede wszystkim jednak ci dwudziestolatkowie A.D. 1967 na widowni, fruwające marynary i odręczny plakat z napisem "Viva Stone".

Andrzej Sieradzki, jedyny z nas, który był na tym mitycznym koncercie, opowiedział po raz kolejny te niezapomniane emocje...bilety czekały w kasie, ale gwarancja ich otrzymania wcale nie była gwarantowana, a najtrudniejszym było samo dotarcie do tych kas!...siedziałem w 38 rzędzie, a bilet niczym relikwię przechowuję do dzisiaj!
Jeszcze tylko "Last Time" na naszym ekranie, po nim "I Wanna Be Your Man" (słynny muzyczny prezent Lennona-McCartneya dla rzekomo wrogich Stonesów!) w autorskim beatlesowskim wykonaniu. Po nim publiczność rozpoczyna skandowanie: Tumblin` Flash! Tumblin` Flash! Tumblin` Flash! i na estradę poprzez szpaler około 150 fanów wbiegają nasi polscy Stonesi, czyli Marek, Kuba, Łukasz i gościnnie Mikołaj!
 
                                                                    Rock`n`rollowej uczty część pierwsza
 
Riffy do "Jumpin`Jack Flash" spowodowały, że publiczność momentalnie rzucona została na głęboką wodę. To przecież jeden ze stonesowskich znaków rozpoznawczych, powstały w 1968 roku kawałek, uwielbiany jest przez publiczność na całym świecie. Zaraz po nim "Tumblin`Dice" z 1972 roku (ulubiona kompozycja Marka Koszczyńskiego i inspiracja przy wyborze nazwy grupy). Tuż po "You Got Me Rocking" 22 lata młodsza kompozycja z albumu "Voodo Lounge". Wrocławscy muzycy prezentowali się stylowo. Marek Koszczyński w charakterystycznym stroju à la Keith Richards, pozostali bez wyraźnych stylizacji, ale moim skromnym męskim okiem, była to taka gustowna mieszanka luzu i scenicznej elegancji. Kuba Giernatowski w roli frontmana nie udawał wcale Micka Jaggera, biegającego po scenie, może również dlatego, że prawie nie rozstawał się z gitarą. Mocny, rockowy wokal, sprawny w różnych rejestrach, dobrze brzmiący zarówno z dodatkiem rockowych riffów, jak i w balladowych momentach. Wokalista z wystarczającą charyzmą, aby panować nad rockową widownią. Dużo skromniejszy w estradowym wyrazie Łukasz Kotyl (brat Przemka, pomysłodawcy tej stonesowskiej kapeli), w obecnym składzie jako basista. Za zestawem bębnów tamtego październikowego wieczoru Mikołaj Lisowski, doskonały zastępca Maćka Sokalskiego, którego ważne sprawy życiowe zatrzymały tego dnia we Wrocławiu.
Estradowy i warsztatowy kunszt każdego z wymienionych powodował, że nasz elektroakustyk Mirek Cichy nikogo nie musiał... wyciszać, a spokojnie, z czystym sumieniem nagłaśniać! Kolejny utwór to "Doom and Gloom", z tej XXI-wiecznej już części dorobku Micka, Keitha, Charliego Wattsa i Rona Wooda. Po nim, 30 lat starszy, ale nadal jary utwór "Start Me Up" z albumu "Tatoo You".

Publiczność już mocno rozgrzana, eljazzowy "namiot" dochuchany, więc jak to na koncercie w przerwach tradycyjny "koncert życzeń",
zagrajcie "You Better Move On", zagrajcie "Tell Me", a zagrajcie "Time Is On My Side", na co Kuba z miłym uśmiechem: Będą, będą stare numery!
Za chwilę wybrzmiał "Sway" z tego "rozporkowego" albumu "Sticky Fingers" i ponownie 31-letni skok w przyszłość i "Don`t Stop" z mocnym rockowym przybiciem, kawał przeboju przecież. Jeszcze "You Can`t Always Get What You Want" z jakże ważnego "Let It Bleed" z 1969 roku i przed przerwą jeden z tych rockowych hiciorów wszechczasów o tej pani, paniach z knajpy w Memphis, przesiąkniętych ginem, bluesami i nie tylko! Wiadomo "Honky Tonk Woman" lub jak kto woli z artystów więcej wrażeń, to śpiewa "Honky Tonk Women"!
 
                                                                 Następna lekcja z historii The Rolling Stones
 
 Po 20 minutach przerwy, w których znalazł się czas na minikonkurs wiedzy o między innymi powiązaniach repertuarowych The Rolling Stones i wczesnych Czerwonych Gitar, lekko odchudzoną na parę minut publiczność, rozbawiał z ekranu Benny Hill, w roli Micka Jaggera oczywiście!!!
Grupa Tumblin` Flash, wywołana ponownie skandowaniem, przystąpiła do kolejnej lekcji z historii ich idoli, a zarazem do ciężkiej estradowej pracy, której finał był jeszcze odległy. Już wkrótce nawet nieliczni niedowiarkowie przekonali się, że tego wieczoru zaliczą prawdziwy show w najlepszym gatunku! Poszły konie po betonie, rzec by można, bo właśnie "Wild Horses" otworzyło kolejny worek z muzycznymi prezentami. Po tej spokojnej, choć bardzo sugestywnej pieśni z 1971 roku, trzy energiczne hity z lat 1965-1967 "Let`s Spend The Night Together", "Get Off My Cloud" i "I`m Free". Eksplozja energii, ale i chemii pomiędzy grupą a publicznością nastąpiła w czasie "Paint It Black", kiedy Kuba, frontman, widząc zaangażowanie wokalne Leszka Agacińskiego (nasz super ex-Temperament) i siedzącego obok Waldka Warmińskiego (ex-Widok na Bluesa) podbiegł z mikrofonem i to właśnie nasi koledzy zrobili chórek, zbierając gromkie brawa całej publiczności! Chwila oddechu w utworach "Sweet Virginia" i "Angie" przedzielonych dynamicznym "Ruby Tuesday". Za moment "Under My Thumb", który zawsze porywa widownię, również tę 51 lat temu w warszawskiej Kongresowej.
 
                                                                            Zadanie domowe
 
Już w czerwcu, kiedy umawialiśmy się z Markiem na ten jesienny koncert, poprosiłem o specjalny prezent w postaci 6 dodatkowych utworów z lat 60., na które nie tylko ja wyczekiwałem w sposób wyjątkowy. Jeden już odśpiewali, czyli "Paint It Black", teraz miała nastąpić cała pozostała piątka. Chwilę przed tym Kuba Giernatowski zrobił nam mały wykład z wywoływania gitarowego soundu à la Keith Richards, najpierw ten brudnawy wibrujący dźwięk, a za chwilę pierwsze akordy "I Wanna Be Your Man". Istne szaleństwo na sali i wszechogarniający śpiew publiczności, ciarki na plecach. Jakże smakowicie zabrzmiała ta beatlesowska kompozycja, podarowana Stonesom już w 1963 roku na ich drugi mały krążek! 100 procent cukru w cukrze, czyli rock`n`rolla w rock`n`rollu!!! Pod koniec utworu "poszedł" bodajże jakiś bezpiecznik. Kuby nie było słychać, ale cała sala śpiewała solidarnie za wokalistę, który bił brawo bydgoskiej publiczności. Krótka dosłownie awaria, a po niej kolejne załamanie, ale tym razem zgodnie z planem, bo mowa o  "19th Nervous Breakdown" z cudownego 1966 roku, a po nim "Last Time", dla mnie osobiście jeden z hymnów tamtej epoki lat 60., kawałek związany skojarzeniowo tak mocno z warszawską wizytą Briana Jonesa, Micka Jaggera, Keitha Richardsa, Billa Wymana i Charlie Wattsa! Ten swoisty koncert życzeń zakończył się utworem "Come On" z pierwszego singla The Rolling Stones, kompozycję jednego z rock`n`rollowych herosów Chucka Berry`ego, który jest w dużym stopniu "odpowiedzialny" za to niepowtarzalne gitarowe brzmienie grupy Micka,Keitha i przyjaciół. Trochę żałowałem, że 5 października 2018 roku nie usłyszałem "If You Need Me", ale zawsze lepszy drobniutki niedosyt niż przesyt...
 
                                                                          Finał i po...
 
Koncówka rock`n`rollowego show w wykonaniu wrocławskich Tumblin` Flash to prawdziwy The Rolling Stones sound. "Gimme Shelter", a po chwili superhit, dla niektórych największy rock`n`rollowy przebój wszechczasów, czyli "Satisfaction", przy którym 100 procent widowni szalało na stojąco! Boże, cóż za siła tej kompozycji i tej aranżacji, bo przecież początkowo to brzmieć miało... folkowo!!!

"Bóg dał mi wszystko, czego pragnąłem", rzec by można, a tak zresztą nazwano utwór z repertuaru Lenny Kravitza, który Stonesi włączyli do repertuaru w 2001 roku. Tumblin` Flash odegrał go i odśpiewał go z wielką rockową mocą. Muzycy gorąco podziękowali za entuzjastyczne przyjęcie i... wykonali mało przekonującą próbę pożegnania się z publicznością! Nie mogło być oczywiście inaczej i po huraganowych oklaskach i okrzykach pierwszy bis i to jaki! "Brown Sugar" z 1971 roku to przecież jakby stworzony do bisów, które... ciężko potem zakończyć! Tumblin` Flash i z tym sobie poradził, serwując na samo zakończenie słynne "Miss You" z albumu "Some Girls" z 1978 roku. Utwór z jednej strony wręcz kultowy, niecierpiany przez innych. Publiczność się jednak wykołysała w tym stonesowskim "disco", muzycy dali solowe popisy i wszyscy już zrozumieli, że spektakl dobiegł końca.

Grupa Tumblin`Flash dała z siebie wszystko, 3 godziny czystego rock`n`rolla w klubie nazywającym się ElJazz, ale przecież Brian Jones, kiedy rekrutował muzyków do grupy (jeszcze wtedy) The Rollin`Stones, a było to w maju 1962 roku, to swoje ogłoszenie zamieścił w piśmie "Jazz News"!!!

(Zbigniew Michalski)
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (0)

Brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

REKLAMA
© bydgoszcz24.pl | Prawa zastrzeżone