Najlepiej rozpocząć ją od Domu Kultury Bydgoskiej Spółdzielni Mieszkaniowej ?Arka? przy ul. Konopnickiej 24 A. Ten azyl kultury, a szczególnie poezji (od 1996 roku odbywają się tam comiesięczne biesiady literackie zwane Arkami Poezji) swą architekturą domu ze spadzistym dachem wyraźnie kontrastuje z betonowymi pudełkami bloków (uniformizm kubiczny). Jest pozostałością starego Szwederowa, które do 1920 roku było gminą podmiejską o charakterze półwioski. W Arce funkcjonuje od 2010 roku Izba Pamięci Marszałka Józefa Piłsudskiego, dostępna w poniedziałek 10-18.00, wtorek-środa 14-18.00, choć na wszelki wypadek lepiej wcześniej zamówić wizytę telefonicznie (52-348720 lub 600535579). Izbę urządziło Towarzystwo Miłośników Miasta Bydgoszczy; posiada ona wiele oryginalnych eksponatów, w tym filmy z epoki.

Zabudowę nowego Szwederowa przytłacza monotonia kubistycznych bloków mieszkalnych, ostatnio trochę podbarwionych. Kubistyczne są też najnowsze pawilony handlowo-usługowe, szczycące się tym, że mają 100-procentowe wykorzystanie powierzchni użytkowej. A ono jest właśnie największe w trywialnym prostopadłościanie. Dla sukcesu handlowego nieważna jest również fasada, jej bogactwo i uroda. I tak XX i XXI wiek, redukując mądrość do techniki, nauki i ekonomii, oderwanych z kolei od religii, filozofii, moralności i estetyki zbanalizowały architekturę i budownictwo. Nic też dziwnego, że coraz częściej wzbudzają zainteresowanie ostańce starej zabudowy Szwederowa. Ta podmiejska miejscowość (Vorort) rozwinęła się na przełomie XIX-XX wieku równocześnie z intensywnym rozwojem bydgoskiego przemysłu. Była aż do 1920 roku, kiedy wcielono ją do miasta, gminą podmiejską, z wyjątkiem wbitego w jej środek klina bydgoskiego wzdłuż obecnych ulic ks. I. Skorupki i króla S. Leszczyńskiego. Leżąc na geograficznych Kujawach przyciągała polskich Kujawiaków szukających pracy (ok. 51 procent zasiedlenia) w rosnącym z roku na rok mieście na dole. W latach 1870-1910 wytyczono, dość chaotycznie zresztą, ulice, które przybysze ze wsi zabudowywali miłymi swej mentalności domkami parterowymi ze spadzistymi dachami. Na zapleczu hodowano świnki i kurki. Węzłem tych, biegnących głównie do pracy, czyli ku bydgoskiemu śródmieściu, traktów jest fenomenalne skrzyżowanie sześciu ulic: Podgórnej, Na Wzgórze Dąbrowskiego, Orlej, ks. Ignacego Skorupki, Króla Stanisława Leszczyńskiego, Ugory. Fenomenem jest również fakt, że na tym skrzyżowaniu mimo braku ronda i przy wyraźnej pochyłości, rzadko dochodzi do kolizji.

Ulicą Ugory, obok kościoła pw. Matki Boskiej Nieustającej Pomocy (neobarokowy, według projektu S. Cybichowskiego z lat 1926-1928, w zamyśle miał być drewniany, wybudowano murowany, lecz pozostał przysadzisty kształt kościoła drewnianego, bowiem konstrukcja drewniana nie toleruje wysokich ścian) dochodzimy między szafami bloków do owego skrzyżowania sześciu ulic (kto ma czas i siły może ulicą Na Wzgórze Dąbrowskiego wspiąć się na plateau, na którym znajduje się fundament spalonej 18 listopada 1956 roku zagłuszarki zagranicznych audycji radiowych oraz skąd roztacza się znakomity widok na Bydgoszcz), a następnie do ulicy Terasy, schodzącej z południowego stoku polodowcowej Pradoliny Bydgosko-Eberswaldzkiej (Wisła-Odra), skąd wkraczamy na Nowy Rynek, wytyczony w 1835 roku. Na pierzei rynku pod nr. 8 dwutraktowy quasi-pałac, zbudo­wany w 1830 r. w stylu empirowym. W sieni deko­racja stiukowa, klatka schodowa (w tylnym trak­cie) z drewnianą balustradą tralkową. Dziesięcioosiowa elewacja frontowa o bogatej ornamentacji. W latach 1849-1953 mieściła się tutaj sie­dziba Królewskiej Dyrekcji Kolei Wschodniej. Pod nr. 10 dwutraktowy, dwupiętrowy dom późnoklasycystyczny z poł. XIX w. o siedmioosiowej elewacji frontowej. W podwórzu posesji nr 3 (pierzeja pn.) wznosi się baszta, zbudowana na planie zbliżonym do owalu, z kilkoma otworami strzelniczymi, uwieńczona stożkowo oraz fragmenty obwarowań miejskich z 1484. Wzniesione z cegły, w części z kamienia, dotrwały w niezmienionej postaci do wojen szwedzkich. Później włączono je częściowo w zabudowę mieszkalną, konserwowane w latach 1948-1949. Dalsze fragmenty murów miejskich (konserwowanych w l. 1946 -1947 i 1960) wznoszą się u zbiegu z ul. Jana Kazimierza, poniżej poziomu dwupasmowej (przebudowanej w l. 1975-1976) ul. Wały Jagiellońskie (d. Różanej) usytuowanej równolegle do nich.

Po prawej eklektyczna wieża Sądu Okręgowego (1905-1906), w kompleksie którego znajduje się areszt śledczy, przez którego środek przechodzi 18. południk. Zwiedzanie raczej niemożliwe (choć gdyby ktoś się uparł…), ale historia dramatyczna, m.in. z uwagi na miejsce wykonywania wyroków śmierci.

Wzrok za to przyciąga konny pomnik monarchy, który nigdy w Bydgoszczy nie był, Kazimierza III Wielkiego, dawcy praw miejskich dla Bydgoszczy, co się dokonało 17 kwietnia 1346 roku w Brześciu Kujawskim. Jest to interesująca figura udatnie kojarząca, tak bardzo pożądany przez szeroką publiczność realizm z ekspresyjnym postmodernizmem. Znajdująca się w tle południowa pierzeja ulicy Pod Blankami niestety została popsuta przez postmodernistyczne pudełka, niektóre o trywialnych rozwiązaniach katalogowych. Są one oczywiście za wysokie jak na średniowieczną imitację, ale cóż, dziki kapitalizm wymaga pełnego wykorzystania placu, stąd na przykład absurdalne wieżowce na Manhattanie. Czy wina to inwestorów czy architektów? A może też urzędu konserwatora zabytków (kto pełnił wówczas tę funkcję? kto?)? Szkoda, bo ta ściana XIX-wiecznych kamienic, nadbudowanych na późnośredniowiecznych piwnicach, mogłaby zostać pieczołowicie zrekonstruowana i byłaby sztandarem bydgoskiej starówki tym bardziej, że niemal przez cały dzień oświetlana jest przez słońce, a także widzą ją goście przejeżdżający Wałami Jagiellońskimi. Co wrażliwsi, jeśli nie odwracają wzroku, to przynajmniej go nie zatrzymują.

Przesmykiem, na którego 30-metrowej długości mieszczą się aż trzy bary, docieramy na ulicę Długą 37, gdzie na ścianie Hotelu Ratuszowy podziwiamy znak 18. południka wbiegającego w ten gmach (objaśnienia w trzech językach) autorstwa Bogdana Kowalskiego. W hotelu tym aż trzy pokoje (nr 207, 208 i 307) opatrzone są tabliczkami “Pod 18 południkiem”, a ich goście otrzymują z tej okazji specjalne certyfikaty. Każdego 18. każdego miesiąca obowiązuje 18-procentowa zniżka w restauracji hotelowej, ale tylko za konsumpcję przy stoliku, który stoi wprost na osiemnastce. Oprócz zniżki ? certyfikat.

Przed hotelem, pod nogami, uliczna galeria podpisów osobistości wyjątkowo dla Bydgoszczy zasłużonych. Osiemnastka przechodzi przez fascimile podpisu posła Janusza Zemke. Czy ufunduje on mosiężną linię południka w poprzek ulicy?
Zawsze w tym miejscu podczas comiesięcznych kiermaszy, mających ożywić ulicę Długą, w średniowieczu najbardziej handlowy trakt miasta, Bractwo 18 Południka rozprowadza za 1,80 zł certyfikat przekroczenia – na wschód lub na zachód ? tegoż południka, z wypisaną godziną owego przekroczenia, oczywiście o 12 minut późniejszą od wskazanej przez zegarki /czas środkowoeuropejski/.

Pod nr. 4 przy ul. Króla Stefana Batorego znakomite, prowadzone przez młodych ludzi, Biuro Turystyki Visite, które ma w ofercie oprowadzanie w strojach historycznych po tajemniczych zakamarkach Bydgoszczy. Jest to jedyne w grodzie nad Brdą i Wisłą biuro turystyki przyjazdowej i wewnątrzmiejskiej. Pod nr. 1 legendarna Kawiarnia Artystyczna Węgliszek, biorąca swoją nazwę od legendarnego diablika, wycierającego bydgoskie kominy – Węgliszka.

Ulicą Batorego wkraczamy na Stary Rynek, przez który lekkim skosem przebiega nasza osiemnastka. Jej dokładny przebieg jest w stanie określić sympatyczna obsługa Bydgoskiego Centrum Informacji (ul. Króla Stefana Batorego 2), w którym można nabyć certyfikat pobytu na 18. południku oraz wybić 5-kilowym młotem pamiątkową monetę, sygnowaną przez Bractwo 18. Południka oraz Polskie Towarzystwo Numizmatyczne. Podczas zaplanowanej renowacji płyty rynkowej przewiduje się trwałe oznaczenie przebiegu południka.

Rynek, jak to rynek w miastach o średniowiecznym rodowodzie, ale później zachwianym rozwoju. Stary, klasyczny układ urbanistyczny, lecz XIX-wieczna, eklektyczna i modernistyczna, niezbyt ciekawa, bo odzwierciedlająca gusty i możliwości ówczesnych prowincjonalnych inwestorów, głównie Niemców i Żydów zabudowa. Najciekawszą, będącą aż do 1940 roku niekwestionowaną ikoną Bydgoszczy, zachodnią pierzeję, w szale budowy nowego świata zburzyli (sic! skąd my to znamy?) Niemcy, zamierzając wystawić tam ratusz w stylu faszystowskiego funkcjonalizmu. Klęski na absurdalnie rozciągniętych frontach II wojny światowej nie pozwoliły na realizację tego zamiaru i oczom przechodniów od ponad siedemdziesięciu lat ukazuje się fasada byłego kolegium jezuickiego z dobudowaną doń na początku XX- wieku wieżą ustępową (Abortenturm) oraz trawnikiem, na którym jeszcze do niedawna wyrastały pieczarki. Pamięć historyczna wraz z wyobraźnią odbudowują ową przepyszną pierzeję z kościołem pw. św. Ignacego Logoli w centrum, ale ze strąconymi w roku Wiosny Ludów, czyli w 1848 roku barokowymi wieżami. Turystom oczywiście podobałaby się winda na jedną z owych dwóch wież o wysokości 60 metrów, z której mogliby podziwiać widok zielonego miasta oraz kreślić palcem po tym widoku przebieg 18. południka. Całej Bydgoszczy podobałyby się te wieże, bo Stare Miasto potrzebuje dominanty wysokościowej, jaką mają też stare, acz znacznie mniejsze polskie miasta na Podolu, jak Buczacz czy Kołomyja. Tam nawet z daleka widać, gdzie jest rynek. Z mansardy kamienicy nr 15 na wschodniej pierzei rynkowej o godz.13.13 i 21.13 wyłania się czarnoksiężnik Jan Twardowski w oparach dymu i muzyki kosmicznej (rzeźba Juliusza Kędziory). Osobom pobożnym warto przypomnieć, że ów mag w ostatniej chwili nawrócił się, dzięki odmawianiu Godzinek do Najświętszej Maryi Panny. Diabeł wypuścił go ze swych szponów i szczęsny nieszczęśnik znalazł się na Księżycu, jakby w czyśćcu.

Jedynym starorynkowym obiektem o bardziej wysublimowanej estetyce jest późnobarokowy, z lat 1774-1778 gmach Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej (nr 24), wybudowany dla pruskiej Deputacji Kameralnej (prowincjonalne ogniwo władzy rządowej). Zwraca uwagę dziewięcioosiowa elewacja frontowa o płaskich pilastrach z jońskimi kapitelami. Przed gmachem do 1851 r. stał kamienny pręgierz, który w 1948 roku zastąpiła kamienna studzienka ?Dzieci bawiące się z gęsią? z 1909 dłuta Karola Kowalczewskiego. Do 1940 roku ten urokliwy wodopój stał przed apteką Pod Złotym Orłem, ale kiedy Niemcy burzyli zachodnią pierzeję rynku, to go rozebrali.

Na środku rynku stoi pomnik Walki i Męczeństwa Ziemi Bydgoskiej, odsłonięty 5 września 1969 roku w 30. rocznicę pierwszych egzekucji dokonanych przez Niemców. Przez podest monumentu autorstwa Franciszka Masiaka przechodzi 18. południk.

Mając po prawej ręce starożytną aptekę Pod Złotym Orłem wciskamy się w, zbiegającą ku Brdzie, ulicę Księdza Tadeusza Malczewskiego, aby oczyma wyobraźni ujrzeć 18. południk, ślizgający się wzdłuż zachodniej fasady Pałacu Biskupiego.
Ulicą Grodzką wkraczamy na ulicę Mostową, a tam przed spichrzami, w granitowej niszy możemy zapoznać się z miniaturową makietą Bydgoszczy z XVII wieku, najświetniejszego w dziejach miasta. Wędrujemy mostem Jerzego Sulimy-Kamińskiego, widząc po obydwu stronach ikony Bydgoszczy: po lewej ? wyspę Świętej Barbary, patronki flisaków, a po prawej kontrowersyjnego, z racji cyrkowo-błyszczącej sylwetki, wykonanego przez Juliana Kędziorę, Przechodzącego przez rzekę (fotografia z tą figurą w tle stała się kultową pamiątką z Bydgoszczy). Figura linoskoczka nawiązuje do średniowiecznych rozgrywek ulicznych, kiedy między wieżą kościoła a ratusza rozpinano linę i? emocji było co niemiara. W dzisiejszej Bydgoszczy takich emocji przysparza żużel. Jeśli ktoś jednak ma gust bardziej wyrafinowany to dobrze, aby zszedł po schodkach w kierunku wschodnim (cały czas idziemy po osi południe-północ) na nabrzeże Brdy zwane Starym Portem i tam zachwycił się urokliwymi, pełnymi sex appealu i dostojności matron – sylwetkami Trzech Gracji. A jeśli spojrzy na południe, to można ujrzeć fenomenalną w swym eklektyzmie i uchwyceniu kolejnych epok panoramę budowli z różnych okresów, zatopionych oczywiście – jak wszystko, co w zielonym mieście Bydgoszczy – w zieleni, począwszy od mitycznych spichlerzy zbożowych (XVIII-XIX), trzech z pięciu, pozostałych po pożarze 6 lutego 1960 roku, poprzez neomanierystyczny Pałacyk Lloyda (1886), neogotycki gmach byłego gimnazjum realnego, a obecnie Wyższego Seminarium Duchownego Diecezji Bydgoskiej, a skończywszy na spichlerzowym ze szkła i aluminium gmachu Banku Rozwoju Eksportu. Tak zharmonizowanej kompozycji urbanistyczno-architektonicznej, choć powstała ona raczej spontanicznie, bez planu (z wyjątkiem BRE), ze świecą szukać. Krajowi znawcy przedmiotu traktują tę panoramę, a szczególnie ów duet starych i nowych spichlerzy zbożowych, jako prawdziwą ikonę Bydgoszczy. I to jak dotąd jedyną godną ogólnopolskiego forum urbanistycznego. I fotografują ją właśnie przez piersi i biodra owych Trzech Gracji, ekspresyjnie wyniosłych, dominujących wręcz z tej oto pozycji fotograficznej.

Po obrocie o 180 stopni, czyli na północ, pod numerem 5 widzimy tablicę upamiętniająca siedzibę Zarządu Regionu Bydgoskiego NSZZ ?Solidarność? w latach 1980-1981. To tu miała miejsce wielotysięczna manifestacja społeczeństwa, oburzonego brutalnym atakiem na działaczy związkowych 19 marca 1981 roku w sali Wojewódzkiej Rady Narodowej.
Skwer placu Teatralnego z majaczącą w wyobraźni sylwetką eklektycznego, jednego z piękniejszych w swojej epoce, w tym regionie oczywiście, Teatru Miejskiego (1895-1896, projekt Christiana Hansa Seelinga, 800 miejsc) i fragment ulicy Marszałka Ferdynanda Focha, wciąż przez starszych, ale nie najstarszych bydgoszczan, zwanej Armii Czerwonej.

Po prawej stronie widzimy kościół Klarysek, a właściwie kościół pw. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. To jeden z najbardziej charakterystycznych obiektów Bydgoszczy. Jednonawowa gotycko-renesansowa świątynia została wzniesiona pomiędzy 1582 a 1618 rokiem. Z oryginalnego wyposażenia zachowało się niewiele, gdyż po kasacji zakonu Świętej Klary, który opiekował się świątynią, Niemcy wykorzystali ów budynek jako magazyn oraz remizę strażacką. Na chórze świątyni urządzili wystawę pamiątek bydgoskich, które stały się później zaczątkiem Muzeum Miejskiego. Mimo to warto zajrzeć do wnętrza świątyni, aby zobaczyć XVII-wieczny drewniany strop kasetonowy, na którym namalowano 112 rozet kwiatowych. Ze smukłej gotyckiej wieży kościoła zwieńczonej barokowym hełmem trzy razy dziennie rozlega się hejnał bydgoski autorstwa Konrada Pałubickiego.

Ulicami Emila Warmińskiego, Dworcową, Henryka Sienkiewicza, Bolesława Chrobrego, Wileńską, Mazowiecką, Józefa Sowińskiego, Hetmańską, Stanisława Żółkiewskiego, Rycerską przemierzamy obszar Nowego Miasta, zaplanowanego i wybudowanego na przełomie XIX i XX wieku przez Niemców, władających wówczas Bydgoszczą. Jest to urokliwa, zwarta zabudowa eklektyczna o charakterze wielkomiejskim, naśladującym nieco stolicę ówczesnych Prus. To za jej sprawą do Bydgoszczy przylgnął, niezbyt w kręgach narodowców polskich admirowany, przydomek Małego Berlina (Klein Berlin). Wyobraźnia, w tym także słuchowa, podsuwa o zmroku widok pełzających ogników gazowych latarń oraz odgłos kroków nocnego stróża, zaś w dzień – rytmiczny stukot końskich kopyt, ciągnących ambulans pocztowy, wóz z chlebem, czy wreszcie kistę na śmieci, do której śmieciarze wrzucają odpadki załadowane w wiklinowe, cuchnące na odległość kosze, napełnione widłami z podwórkowych śmietników. Nowe Miasto bydgoskie zastygło w zasadzie w niezmienionym kształcie od czasu swego uformowania i właśnie ono tworzy ową specialité de la maison bydgostiensis. To ona po dziś dzień nadaje Bydgoszczy oblicze dostojnego, środkowoeuropejskiego miasta z gęstą zabudową pierzejową i z? tramwajami.

Północna, długo przez słońce oświetlana, pierzeja ul. Marszałka Ferdynanda Focha to paradne eklektyczne fasady kamienic 2, 4, 10 i 12. Pod nr 18-20, z charakterystycznym wykuszem, w latach 1945-2000 mieściła się redakcja Ilustrowanego Kuriera Polskiego (1945-2003) – gazety najpierw Stronnictwa Pracy, a potem Stronnictwa Demokratycznego, zlikwidowanej przez system komercyjny, który po przemianach ostatniej dekady XX wieku zagnieździł się w głowach wydawców i dziennikarzy. Każdy chciał wtedy na gwałt zarobić, a wiadomo, że na gazecie i to jeszcze lokalnej, kokosów się nie zrobi. Szkoda IKP-a, bo był mądrze drobnomieszczański, nawet w czasach szalejącej komuny, wyważony dziennik. A Bydgoszcz wciąż potrzebuje bydgoskiej gazety, takiej aż do bólu zatroskanej o to miasto.
18. południk przechodzi przez pub ?Text? i właśnie w nim grupy młodzieży urządzają swoje osiemnastki (nowomodna uroczystość z okazji 18. urodzin). Zanim skręcimy w prawo, ujrzymy, podobny do kilku tortów, choć w zamyśle miała to być trójkątna koniczynka (może z lotu ptaka tak się prezentuje) monumentalny gmach Opery Nova. Zaczęto go wznosić w końcu 1973 roku według projektu Jerzego Chmiela. Ślimaczącą się inwestycję wstrzymał kryzys ostatnich dwóch dekad XX wieku i o mało co nie zostałaby ona przerwana na zawsze, bowiem wizytująca go w 1990 roku minister kultury i sztuki Izabela Cywińska, tknięta amokiem wolnorynkowości orzekła, że lepiej urządzić tu fabrykę papieru toaletowego niż dokończyć budowę opery. Nikt nie posłuchał tej sugestii nowo nawróconej na liberalną wiarę pani minister i budowę dokończono, urządzając jeszcze w trakcie robót od 1994 roku jedyne w Polsce festiwale operowe, które urosły dziś do rangi najpoważniejszego w skali kraju corocznego wydarzenia w tej dziedzinie sztuki. W jednym z operowych kręgów zagościły dwie sale kongresowe.

Skręcamy na zachód w prawo, w ulicę Emila Warmińskiego, nazwaną tak dla uhonorowania energicznego działacza narodowego (1981-1909) przełomu wieków, lekarza z zawodu. W kamienicy nr 11 w latach 1906-1920 mieścił się Dom Polski, co upamiętnia tablica ufundowana w 1936 roku przez Towarzystwo Śpiewacze ?Halka?, zniszczona oczywiście przez hitlerowskich Niemców, a powtórzona w 1958 roku. Naprzeciw – zespół spółek energetycznych z monopolityczną ENEA, godny zauważenia chociażby dlatego, że tam zbudowano pierwszą elektrownię w Bydgoszczy.

Skręcamy w ulicę Dworcową, ciesząca się od 2011 roku nowym trotuarem z płyt granitowych, co natychmiast ożywiło ruch i zwiększyło obroty tutejszych lokali handlowych i usługowych. Warto odwiedzić urokliwe bydgoskie podwórka z charakterystycznymi szajerkami. Pod nr 62 działa nawet Podwórko z Kulturą, taki wolny i na wolnym powietrzu salon artystyczny. Kamienica ta, będąca siedzibą unikatowego w skali całego świata Bractwa Inflanckiego oznakowana jest zielono-żółtym szyldem Pod 18. Południkiem, podobnie zresztą jak Pierogarnia w pasażu kamienicy przy ul. Dworcowej 37. Szyldy te, których w Bydgoszczy jest już szesnaście, wyrabia Zakład Fotograficzny Jar-Fox przy ul. Henryka Sienkiewicza 16, również opatrzony takim szyldem.

Przy ulicy Sienkiewicza na szczególną uwagę zasługuje pod numerem 3, świetnie dostrojony do architektury dzielnicy pawilon handlowy Hurtostalu z wyrobami metalowymi i pochodnymi. Każdemu kto poszukuje czegoś do remontu czy majsterkowania mówi się: idź na Sienkiewicza! i od razu wiadomo, o co chodzi. Wszystkim architektom i architektkom, bo kobiety, choć często bez wyobraźni przestrzennej i w tej dziedzinie zaczynają dominować, należy polecić zwizytowanie owego obiektu. Tak wprowadza się nowoczesność w starość! W 1996 roku według projektu Grzegorza Wdowiaka przebudowano budynek magazynowy z 1904 roku.

Za Jar-Foxem skręcamy w ulicę Króla Bolesława Chrobrego, mając po prawej ręce pod nr 18 interesującą narożną kamienicę w stylu neomanieryzmu rodem z Niderlandów, w której mieszkał i tworzył bydgoski poeta i malarz Kazimierz Jułga (1935-2002), a w której urodził się niżej podpisany. W ogóle ulice tę można nazwać ulicą malarzy, bowiem pod nr. 8 mieszka plastyk miejski, a pod nr. 24 Inga Iwińska i Marek Iwiński. Cała trójka artystów jest wielce obiecująca, a Marek Iwiński jest autorem jednego z lepszych w świecie portretów Jana Pawła II, obrazu znajdującego się w sali sesyjnej Rady Miejskiej Bydgoszczy, bowiem papież w 1999 roku został Honorowym Obywatelem Bydgoszczy, którą 4 maja raczył odwiedzić.

Przed nami plac Piastowski, istniejący w świadomości bydgoszczan jako targowisko o specjalności warzywno-owocowej. Na placu, od zachodniej strony, wznosi się trójnawowy neobarokowy kościół pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa. Został zbudowany w latach 1910-1912 z zastosowaniem najnowszej wówczas techniki budowlanej (żelbet), według projektu Fryderyka Oskara Hossfelda. Bazylikowy (środkowa nawa zdecydowanie mniejsza niż dwie boczne), z wydzieloną absydą, transeptem i kopułą. Wnętrze sklepione kolebkowo ma wyposażenie neobarokowe (zachwycające putta grające na różnych instrumentach). W ołtarzu głównym obraz Serca Pana Jezusa (1926, Marian Faczyński). Do nawy przylega wieża z baniastym hełmem, zwieńczona latarnią. Kościół został wzniesiony przez rząd pruski dla Niemców ? katolików, jako swego rodzaju odpowiedź na budowane równocześnie ze składek społeczeństwa polskiego, nowy kościół pw. Świętej Trójcy na Przedmieściu Poznańskim.

Po numerem 11 placu Piastowskiego, przy wlocie w ulicę Wileńską, bar Gryf, zwany, z racji położenia wprost na naszej magicznej linii, barem Pod 18. południkiem. Przebogata paleta piw, urokliwe starobydgoskie klimaty! Zielono-żółty szyld 18. południka. Ochłodzeni lub rozgrzani (właściwe podkreślić) chmielowym napojem możemy tu zakończyć południkową wędrówkę, choć dobrze też byłoby dotrzeć do byłego Dworca Towarowego przy ul. Rycerskiej, a nawet na ul. Rekreacyjną w Leśnym Parku Kultury i Wypoczynku (trzeba tylko znać dukty leśne biegnące od ul. Rynkowskiej na Jachcicach), gdzie 18. południk dwukrotnie, w otoczeniu sosnowych podbydgoskich lasów, tnie tenże trakt na odcinku niecałego jednego kilometra. Można więc tam dwukrotnie przekroczyć ową linię tak wyróżniającą Bydgoszcz spośród miast Europy i Afryki.

A więc idźmy dalej? Ulica Wileńska przypomina nie tylko utracone miasto, sercu miłe, czyli magiczne Wilno, ale czasy II wojny światowej, podczas której tyleśmy stracili. Pod nr. 4 tablica dokumentująca siedzibę sztabu Armii Krajowej, a pod nr. 6 miejsce zamieszkania Tadeusza Rejewskiego – światowej sławy kryptologa, który złamał kod niemieckiej maszyny szyfrującej Enigma, co walnie przyczyniło się do zwycięstwa aliantów.

Duch wojenny rzeczywiście wisi nad tą częścią miasta, bowiem ulice tu się gmatwają, nachodząc na siebie w kształt litery T. Dlaczego? Niemieccy urbaniści w ten sposób realizowali ówczesną doktrynę obronną polegającą na budowie takiego labiryntu miejskich traktów, aby można było prowadzić w nim skuteczne walki uliczne. Bydgoszcz nie miała być twierdzą, ale miała dać skuteczny odpór najeźdźcom. Całe szczęście, że podczas dwóch ubiegłowiecznych wojen światowych do tego nie doszło, dzięki czemu niemal bez naruszenia zachowała się ta wyjątkowa enklawa miejska.

A więc skręt w lewo ul. Mazowiecką (pod nr. 29 znana Fabryka Wyrobów Cukierniczych ?Jago?), potem skręt w prawo na ul. gen. Józefa Sowińskiego, aby po minięciu gmachu schroniska młodzieżowego, czyli byłej pruskiej szkoły elementarnej, potem Szkoły Podstawowej nr 2, pod kątem 90 stopni skręcić znów w lewo na paralelną do ul. Mazowieckiej, ul. Hetmańską. Idziemy w prawo ulicą Hetmana Stanisława Żółkiewskiego, aby po kilku metrach ulicy Bocianowo, dokumentującą nazwę całej tej dzielnicy, dotrzeć do ul. Rycerskiej.

Starając się podążać wzdłuż 18. południka, docieramy do nowo budowanej pętli tramwajowej u zbiegu ulic Zygmunta Augusta i Rycerskiej. A dalej – wiadukty drogowe nad liniami kolejowymi z Gdańska i Włocławka zdążającymi do nieodległego dworca kolejowego. Nasz południk zaś biegnie na północ pomiędzy cmentarzami parafii pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa po lewej oraz parafii farnej (katedralnej) zwanym Nowofarnym po prawej. Kto – jak się rzekło – odważny, ten ulicą Rynkowską dotrze do obwodnicy Parkowej, zwanej ulicą Rekreacyjną.