W poniedziałek o godzinie 12.00 związkowcy spotkali się z władzami spółki Przewozy Regionalne na rozmowach “ostatniej szansy”. Domagali się przede wszystkim podwyżek płac. – U nas po wielu latach pracy zarabia się 1000 zł. – mówi bydgoszczy24 rozgoryczony pracownik Przewozów Regionalnych, zastrzegający sobie anonimowość.
Rozmowy związkowców z władzami spółki zakończyły się fiaskiem. Strony nie doszły do porozumienia. – Nie mamy innego wyjścia – mówi Waldemar Bogatkowski, rzecznik powstałego przy bydgoskich Przewozach Regionalnych Komitetu Strajkowego. – W godzinach 7.00 – 9.00 powstrzymamy się od pracy.
Dopytujemy, co się będzie działo z pasażerami będącymi w trasie w godzinach strajku? – Pociągi będą dojeżdżały do większych stacji – dopowiada Waldemar Bogatkowski. – Będą się zatrzymywały w Toruniu, Włocławku, Aleksandrowie Kujawskim, Kowalewie i kilku innych stacjach.
- Powodem strajku nie są tylko płace – wyjaśnia Henryk Grymel, przewodniczący Sekcji Krajowej Kolejarzy NSZZ “Solidarność. – Idzie także o ogólną, fatalną sytuację spółki. Marszałkowie źle zarządzają spółkami. W sposób nieodpowiedzialny dopuszczają konkurencyjne firmy wobec swoich Przewozów Regionalnych.
Nie udało się nam porozmawiać z rzecznikiem prasowy marszałka Piotra Całbeckiego, Beatą Krzemińską. Do rozmowy o sytuacji Przewozów Regionalnych z panią rzecznik wrócimy.