Do auli Nova w budynku F Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego przy ulicy Chodkiewicza 30 na zaproszenie bydgoskiego Komitetu Obrony Demokracji przyjechał redaktor naczelny "Gazety Wyborczej" Adam Michnik.

Na spotkanie pod hasłem "Co z tą Polską” przyszło około 200 zwolenników poglądów red. Adama Michnika. By stać się jego uczestnikiem trzeba było się u jego uczestników zarejestrować e-mailowo lub telefonicznie. Kiedyś kreator prezydentów, premierów, dzisiaj przyjechał do Bydgoszczy opisać i wyjaśnić, co się dzieje z krajem, w którym do władzy w wyniku demokratycznych wyborów doszła partia Jarosława Kaczyńskiego.

- Z Polską nie jest dobrze - taka diagnoza Adama Michnika dla nikogo w auli nie była zaskoczeniem, a i jej uzasadnienie też nie. Formacja Jarosława Kaczyńskiego łamie konstytucję, zlikwidowała Trybunał Konstytucyjny, upartyjniła służby specjalne, zmarginalizowała Polskę na arenie międzynarodowej. - Była stawiana za wzór. a dzisiaj to chory człowiek Europy - nie krył swojego rozczarowania Adam Michnik. Redaktor naczelny "Gazety Wyborczej" nie przeprowadził jakiejś finezyjnej analizy, jak doszło do takiej degradacji. Wskazał winnych tego stanu rzeczy. Winę należy przypisać środowisku Adama Michnika i Kościołowi. - Duda, Kaczyński wygrali z naszej winy, winy jego oponentów - stwierdził Michnik i przypomniał swoją tezę o tym, że Bronisław Komorowski może przegrać z Andrzejem Dudą tylko wtedy, gdyby pijany przejechał na pasach zakonnicę w ciąży.

W tej sytuacji mamy teraz czas walki o Polskę normalną, taką z trójpodziałem władzy i odpartyjnionym wymiarem sprawiedliwości. Adam Michnik jasno wskazał, co stanie się "z ludźmi Kaczyńskiego za to, co robią z Polską": jedni staną przed Trybunałem Stanu, inni przed zwykłymi sądami. Adam Michnik wyraził przekonanie, że wyrok w ich sprawie wyda "niezawisły sędzia". Teraz jednak czasy nie są  łatwe, bo Unią Europejską wstrząsnął Brexit, a w Europie rządzą tacy politycy jak Orban, Putin, Kaczyński, a w Ameryce Trump, polityk kompletnie nieodpowiedzialny.

Zdaniem Adama Michnika dalsza degradacja Polski po wyborach samorządowych  nie jest przesądzona.  - Jeśli potrafimy zmobilizować ludzi, którym dobro kraju leży na sercu, to nie uda się wyborów sfałszować. Trzeba będzie od domu sąsiada do domu chodzić i tłumaczyć ludziom prawdę. Trzeba mieć odwagę ludziom to mówić  -  wskazał redaktor naczelny "Gazety Wyborczej".

Adam Michnik nie jest zachwycony kondycją obecnej opozycji, ale jak stwierdził, nawet koślawa demokracja lepsza jest od dyktatury Kaczyńskiego. Dodał jednak, że opozycja nie ma teraz charyzmatycznych przywódców na miarę Lecha Wałęsy, Jacka Kuronia czy Donalda Tuska.

Autor książki "Kościół, lewica, dialog", która przed kilkudziesięciu laty wywarła duży wpływ, zwłaszcza na sposób postrzegania polskiego Kościoła przez środowiska lewicowej inteligencji,  wyraził rozczarowanie stanowiskiem polskich hierarchów. - Nasz Kościół jest podzielony - mówił Adam Michnik i jednocześnie wskazał, jak w sposób właściwy należy rozumieć "wartości chrześcijańskie", również w perspektywie przyszłego zbawienia. - Ci duchowni, którzy mówią o uchodźcach językiem Franciszka na pewno pójdą do nieba, jak będzie z ojcem biznesmenem, nie wiem - podzielił się wątpliwościami, co do oceny niejednoznacznych postaw duchownych w kontekście ich stosunku do przyjmowania uchodźców i imigrantów.

Odpowiadając na jedno z kolejnych pytań stwierdził dość jasno, że Jarosław Kaczyński nie wygrałby wyborów, gdyby nie doszło do bliskiej kooperacji politycznej między "częścią Episkopatu, biznesmenem Rydzykiem i większością kleru". Michnik określił te relacje jako niekorzystne dla Kościoła. - Oni myślą, że Jarosław Kaczyński toruje im drogę do władzy - mówił Michnik i te kalkulacje biskupów uznał za błędne, i że "józefinizm" w Polsce będzie różnić się od tego z czasów monarchii habsburskiej. - Jarosław Kaczyński nie wypuści z ręki milimetra władzy - stwierdził Michnik i dodał, że przekonamy się o tym, śledząc postępy w uchwalaniu nowego prawa aborcyjnego. Zdaniem Michnika, po tym jak w sejmie ostał się już tylko jeden projekt, ten zaostrzający prawo aborcyjne, Jarosław Kaczyński wpadł w pułapkę i dalej będzie sprawę "przewlekał, kombinował i kręcił".

Podczas dwugodzinnego spotkania tylko raz Adam Michnik spotkał się z reakcją - pytaniem, które mogłoby sugerować, że jego autor nie wychował się na "Gazecie Wyborczej", czy rzeczywiście uważa "kulawą demokrację za ustrój lepszy od bezgrzesznej dyktatury" i że "lewica to Hitler". Adam Michnik przyznał, że zna i takie zakwalifikowanie Hitlera, ale - jego zdaniem - ani Hitler, ani Stalin z lewicą nie mieli nic wspólnego, bo lewica oznacza równość, prawa człowieka i tolerancję.

Odpowiadając na pytanie posła Michała Stasińskiego zaprzeczył, by po rozczarowaniu opozycją po debacie sejmowej nad projektami dotyczącymi aborcji publicyści "Gazety Wyborczej" mieli promować poglądy partii "Razem". - Nie mam takiego zamiaru - powiedział i zasugerował, że takie obserwacje mogą wynikać z pozytywnej oceny młodzieńczej bezkompromisowości. - W ich wieku też byłem lewakiem - stwierdził, odnosząc się w ten sposób do działań aktywistów "Razem". Adam Michnik swoje polityczne credo określił tak: - Jestem skrajnie prawicowym socjaldemokratą - powiedział. Takim stwierdzeniem, które wywołało i śmiech, i oklaski Adam Michnik wyraźnie nawiązał do myśli Leszka Kołakowskiego zawartej w słynnym minieseju "Jak być konserwatywno-liberalnym socjalistą?", gdy ten wziął rozbrat z rewolucyjnym marksizmem.

Spotkanie z Adamem Michnikiem było znakomicie przyjęte przez publiczność. Wywody, bon moty, dowcipy, wywoływały salwy śmiechu i oklaski. Słuchający Adama Michnika byli głównie jego rówieśnikami. Wielu z nich to byli działacze Unii Demokratycznej, później Unii Wolności, lewicowej bydgoskiej inteligencji, obecnych działaczy Komitetu Obrony Demokracji, przedstawicieli organizacji pozarządowych, nauczycieli akademickich. Była też mocna reprezentacja z bydgoskiego ratusza z prezydentem Rafałem Bruskim na czele. Przedstawicieli młodego pokolenia na sali było niewielu. Jednym z nich był prowadzący spotkanie red. Remigiusz Jaskot z bydgoskiej  "Gazety Wyborczej". - Dziękuję za spotkanie i optymizm. Optymizmu nam dzisiaj brakuje - powiedział na zakończenie spotkania red. Jaskot.