Janusz Śniadek przybył na konferencję prasową po zakończeniu spotkania ze studentami Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego. Był usatysfakcjonowany dyskusją, którą nazwał bardzo ciekawą, jaką właśnie odbył z młodymi ludźmi. Padły podczas niej pytania, związane z niedawnym upadkiem ZACHEM-u.
Goszczący w Bydgoszczy parlamentarzysta odwołał się do konferencji Prawa i Sprawiedliwości z cyklu ?Alternatywa?, która poprzedniego dnia odbyła się w budynku Sejmu, a nosiła tytuł ?Praca, gospodarka, przemysł?. Padły wówczas słowa i tezy bardzo dobrze pasujące do sytuacji w Bydgoszczy. Mówiono o ochronie przemysłu, o potrzebie ochrony miejsc pracy. – Taniej jest subsydiować miejsca pracy w zakładach znajdujących się w kłopotach niż tworzyć miejsca pracy na nowo ? oświadczył poseł Śniadek.
Poparł go natychmiast gospodarz, stwierdzając, że prawdziwość tych słów łatwo wykazać na przykładzie przemysłu stoczniowego. Rząd polski ugiął się pod naciskiem, nawet nie Komisji Europejskiej, ale unijnej komisarz ds. konkurencji Neelie Kroes, i uznał, że polskim stoczniom nie należy pomagać. – W tym samym czasie jednak francuskie stocznie i niemieckie stocznie były subsydiowane i one ten kryzys przetrwały. A u nas w Szczecinie budujemy teraz Biedronkę na terenie stoczni, mówiąc, że oto odradza się stocznia w Szczecinie – zakpił poseł Kosma Złotowski.
Gość uznał postępowanie ze stoczniami za znakomity przykład niedbania o własny przemysł. Niemcy wynegocjowały z Unią Europejską możliwość dotowania stoczni położonych na terenie b. NRD, rząd polski nawet takiej próby nie podjął. – Nie ma żadnego powodu, żebyśmy byli traktowani inaczej. Można to było zrobić, ale tego nie zrobiono. To wygląda na oddanie rynku innym krajom ? ocenił były przewodniczący NSZZ ?Solidarność.
Jako działacz związkowy Janusz Śniadek surowo odniósł się do kwestii braku dialogu społecznego w naszym kraju. Jest to, jego zdaniem, podstawowa bariera rozwoju naszej gospodarki.
Poseł Prawa i Sprawiedliwości odpowiadał następnie na pytania dziennikarzy. Jedno z nich brzmiało: Co sądzi o zapowiedzi gorącej wiosny, o której mówił jego następca Piotr Duda?
- Wszelkie akcje protestacyjne są odruchem desperacji, wynikającej z braku dialogu. Nawet najbardziej buńczuczne zapowiedzi przywódców nie wywołają reakcji, jeżeli nie ma rzeczywistych powodów do wzburzenia. Związki zawodowe to nie wojsko, gdzie można rozkazywać. Zapowiedzi przywódców są pochodną nastojów. Ludzie będą protestować, dopóki się będą czuli okłamywani i oszukiwani – odpowiedział były przewodniczący NSZZ ?Solidarność.