Daremnie by szukać zdarzenia o podobnej formule. Wydaje się to być ewenementem. To, że aktor podróżuje po świecie i z pasją fotografuje inne kraje i kultury jest zjawiskiem spotykanym, zdaje się być dopełnieniem tego, co w tym zawodzie jest istotne i ważne, a mianowicie ciekawości świata i zachowań ludzi.

Mieczysław Franaszek od kilkudziesięciu już lat przemierza kontynenty z konsekwencją poznając nowe miejsca. Aparat fotograficzny stał się dla niego notatnikiem, dzięki któremu zapisuje swój dziennik podróży. Fotografie układa w cykle i prezentuje je na wystawach. Wczoraj w Galerii Autorskiej mieliśmy okazję zobaczyć coś szczególnego, autor zdjęć rozwinął swoją fotograficzną opowieść o Indiach w przygotowanym przez siebie quasi-spektaklu ?przed-pstryk?.

Podczas finisażu wystawy ?Poszukiwanie równowagi? zaprezentował półgodzinny ?autorski komentarz?. Czy było to dopełnienie, czy może uzupełnienie ekspozycji? W jakimś sensie tak, ale z pewnością stało się samodzielnym zdarzeniem artystycznym poszerzającym naszą świadomość kulturową. Rzecz dotyczyła poszukiwania Boga we współczesnym świecie. Bohater monodramu, dziennikarz pochodzenia żydowskiego zastanawia się nad właściwą dla siebie religią. Mieczysław Franaszek, który wcielił się w tę rolę głośno myśląc, rozważa ?przydatność? różnych duchowości. Swoją uwagę skupia w końcu na buddyzmie. Dlaczego? Bo egzystencjalny dylemat istnienia w tym systemie religijnym wymyka mu się jakby spod kontroli. Odkrywa wartości i obserwowane przedmioty, ale czy umie to zsynchronizować? Pragmatyczne nastawienie do rzeczywistości spotyka się tu z metafizycznym głodem. Pełna dylematów opowieść dziennikarza jest fascynującą, chwilami śmieszną refleksją, by w końcu stać się pytaniem granicznym o świadomość istnienia.

Z pewnością przedstawiony przez Mieczysława Franaszka quasi-spektakl był popisem aktorskim, ale co warte podkreślenia, stał się intrygującą formą artystycznego przekazu. Aktor ożywiając swoją przestrzeń ekspozycyjną, na którą złożyły się 62 fotogramy, sprawił że Indie i buddyzm przybliżone w taki sposób fascynują, czego najlepszym dowodem były długie entuzjastyczne rozmowy po tym zdarzeniu.