Świta. Biorę psa staruszka na spacer. Jak zwykle, kulamy się nad Kanał. W powietrzu wyczuwam zmianę pory roku, to pewne. A nad Kanałem żadnych zmian. Szczerbate ocembrowanie brzegów z początków ubiegłego wieku już dawno ich nie broni ? zapadają się do wody. Koślawy, powyginany asfalt alejki starszej od węgla umożliwia koncertowe skręcenie stawu skokowego. Olbrzymia, nie do objęcia przez trzech ludzi srebrna topola dalej nie jest pomnikiem przyrody.
Zbieram psią kupę w chusteczkę higieniczną i wiem, że będzie mnie grzała w rękę jeszcze jakieś 200 m ? tyle mam do najbliższego kosza. Plastikowe worki rozkładają się sto lat, już dawno z nich nie korzystam.
Przy Wrocławskiej kierowcy zrobili sobie wesołe rondko do nawracania wokół olbrzymiego krzaka jaśminu. Skoro nikt tu nie zakłada prawdziwych trawników, to chyba mogli? Dzikie miejsca, od lat porośnięte przypadkowymi roślinami pozostawionymi samym sobie; krzewy o niepoprzycinanych gałęziach; śmietnik w wodzie przy śluzie; szczury piżmowe ucztujące z gołębiami; jesienne liście, które czasami sprząta się wiosną ? tak właśnie kończy marzenie Karola Wielkiego o wodnej sieci dróg w Europie. Bydgoszczanie lubią to miejsce i na swój sposób dbają o nie ? choćby zwracając uwagę tym właścicielom psów, którzy nie mają zamiaru sprzątnąć po zwierzaku. Ale Kanał potrzebuje innej pomocy ? kompleksowej.
Nieopisana była moja radość, kiedy wreszcie ustanowiono ?Rok Kanału Bydgoskiego?. Spodziewałam się pochylenia nad urodą i historycznym pochodzeniem tego miejsca. Tymczasem rewitalizacji poddano jeden fragment ? od Wrocławskiej do ronda Grunwaldzkiego i oczyszczono dno na odcinku od obwodnicy do śluzy ?Czyżkówko?. Reszty Kanału jakby nie było ? niewidzialna, przezroczysta, kłopotliwa pieniądzochłonna dziura, o której istnieniu władze miasta wolą zapomnieć.
Przyjdę tu jeszcze wiele razy tak, jak ci, którzy przyjeżdżają tu specjalnie biegać albo chodzić z kijkami. Od dziesięciu lat obserwuję, jak to miejsce walczy z czasem i ? przegrywa. Niewiele mogę ? czasem sprzątam po innych albo gonię dzieciaki, które łamią gałęzie, narażając się na słuchanie inwektyw (mój słownik jest o wiele bardziej tradycyjny).
Co pozostaje? Doświadczenie. Kłapouchy też dostał na urodziny dwa prezenty i z tej historii pamiętam dobrze, że ?naiwność jest to wyraz oznaczający dobrotliwą niewinność?. Więc już nie jestem dobrotliwie niewinna, jeśli chodzi o sprawę Kanału. Lepiej nie będzie.