W czerwcu 2010 roku ukazał się w bydgoskim dodatku ?Gazety Wyborczej? artykuł zatytułowany ?Bydgoska Watergate – podsłuchy u wojewody?, w którym opisano fakt, rzekomego inwigilowania pracowników Urzędu Wojewódzkiego. Jego autor, Marcin Kowalski, stwierdził, że ?nielegalnie nagrano tysiące rozmów telefonicznych?, a było to możliwe, gdyż na polecenie ówczesnej dyrektor generalnej zakupiono nową centralę telefoniczną z modułem nagrywania.

W jego tekście znalazły się stwierdzenia, które byłą dyrektor generalną przedstawiały jako osobę odpowiedzialną za ten stan rzeczy: ?Tropy prowadzą do Aleksandry Plucińskiej (?) Aparatura nagrywająca została uruchomiona, kiedy Plucińska już wiedziała, że pożegna się ze stanowiskiem dyrektora. Trudno uwierzyć, że zbieżność dat jest przypadkowa. Czy chodziło jej o szukanie haków na wojewodę? – zastanawia się nasz informator. Rozmowy nagrywał szeregowy pracownik. Zeznał, że chciał tylko testować sprzęt. Zapewnił też, że jego zwierzchnicy wiedzieli, co robi. Informator: – Był w szoku, wziął winę na siebie. W jego tłumaczenia trudno uwierzyć.?

Aleksandra Plucińska wystąpiła z pozwem przeciwko Agorze Redakcja Gazety Wyborczej w Bydgoszczy i redaktorowi Marcinowi Kowalskiemu. Chciała przeprosin za publikacje nieprawdziwych informacji, naruszających jej dobra osobiste i odszkodowania.

Sprawą zajęła się również prokuratura, w związku z zawiadomieniem, które skierował do niej w lipcu 2010 roku ówczesny wojewoda kujawsko-pomorski, Rafał Bruski. W styczniu 2011 roku Prokuratura Okręgowa w Gdańsku zakończyła postępowanie decyzją o umorzeniu ?wobec stwierdzenia braku znamion czynu zabronionego?. W uzasadnieniu czytamy: ?W oparciu o całość zgromadzonego materiału dowodowego ustalono, iż nie doszło do bezprawnego podłączenia się do sieci telekomunikacyjnej, bądź obejścia szczególnego zabezpieczenia tej sieci. Centrala została legalnie zakupiona i zainstalowana. Zgodnie z jej specyfikacją został w niej legalnie zainstalowany moduł nagrywania.?

Gdańscy prokuratorzy stwierdzili, iż jeden z pracowników uruchomił w porozumieniu ze swoim przełożonym moduł nagrywania, w związku z fałszywymi alarmami o podłożeniu bomby w urzędzie. Nagrywane były połączenia z centralą, aby w razie kolejnego fałszywego alarmu dysponować nagraniem, które umożliwi policji zidentyfikowanie osoby destabilizującej pracę Urzędu Wojewódzkiego. Nie miało miejsca podsłuchiwanie wojewody, ani żadnych innych urzędników.

Podczas dzisiejszej rozprawy pełnomocnik pozwanego dociekał, kto podjął decyzję o zakupie nowej centrali telefonicznej. Aleksandra Plucińska wyjaśniła, że zapadła ona po naradzie osób odpowiedzialnych za funkcjonowanie urzędu, a sprawą przetargu zajął się następnie Zakład Obsługi oraz nadzorujący jego pracę Wydział Organizacyjno-Administracyjny.

? Jako urzędnik służby cywilnej jestem zobowiązana do rzetelnego, bezstronnego i apolitycznego działania, tymczasem przedstawiono mnie jako osobę sprzeniewierzającą się tym zasadom ? oświadczyła Plucińska. Najbardziej ją boli, że artykuł autorstwa Marcina Kowalskiego jest nadal dostępny w Internecie, a ona ciągle musi się tłumaczyć zwierzchnikom i kolegom z pracy, że treści w nim podane nie odpowiadają prawdzie.

Pełnomocnik powódki pytała dziennikarza, w jaki sposób weryfikował prawdziwość uzyskanych informacji, ale ten zasłaniał się tajemnicą dziennikarską. Można się więc było tylko dowiedzieć, że przeczytał wiele dokumentów i rozmawiał z wysoko postawionymi osobami w Urzędzie Wojewódzkim. Stwierdził kategorycznie, że nie sformułował w swoim tekście żadnej tezy wskazującej winę b. dyrektor generalnej, a takie stwierdzenie padło jedynie z ust jego informatora. ? Dopełniłem wszelkich standardów rzetelności dziennikarskiej ? oświadczył Marcin Kowalski.

W wystąpieniu końcowym jego pełnomocnik stwierdził, że tytuł artykułu, w którym znalazło się słowo ?Watergate? jest w pełni adekwatny do skandalicznych wydarzeń na terenie urzędu, gdzie dochodziło do bezprawnego podsłuchiwania rozmów.

Za dwa tygodnie poznamy wyrok w tej sprawie.