W czerwcu tego roku zmarł w wieku 77 lat Andrzej Galantowicz – pianista i dyrygent, przez dwadzieścia lat związany z bydgoską operą, najpierw jako korepetytor solistów, potem asystent dyrygenta, a przez dziesięć lat jako dyrygent. Na emeryturze zaczął zgłębiać ekonomię i matematykę, a w końcu tworzyć własne teorie. Był przekonany, że zaproponowany przez niego system monetarny dokona przełomu na miarę kopernikańskiego.
Niektórzy widzieli w nim wyłącznie dziwaka i oryginała, inni uważali, że przewyższa otoczenie umysłem, talentami, skromnością. Przez ostatnich kilka lat ściśle związana z nim była grupa śpiewaków, którzy początkowo traktowali go jak nauczyciela, później mistrza, a w końcu przyjaciela i członka rodziny. Ich wspomnienia zostały podzielone na wątki tematyczne.
Proszę dzwonić. Numer w książce telefonicznej
- Pierwsza z nas wszystkich trafiłam do pana Andrzeja i pociągnęłam resztę – wyjaśnia Grażyna Nita. Śpiewaczka uczestniczyła w kursie wokalnym prowadzonym przez Andrzeja Orłowicza i od niego dowiedziała się o istnieniu Andrzeja Galantowicza. – Powiedział, że zna w Bydgoszczy kogoś, kto mi może dużo pomóc muzycznie.
Dostać się do Andrzeja Galantowicza nie było takie proste. Grażyna Nita została zarekomendowana przez Orłowicza, a ponieważ panowie znali się i szanowali, miała stosunkowo prostą drogę. Inni musieli najpierw dotrzeć, a potem zostać zaaprobowani przez pana Andrzeja.
- Trzeba się było poznać, wypić parę herbat, porozmawiać o różnych teoriach – Magdalena Polkowska-Szachnowska.
- Nie każdy, kto chciał, mógł przychodzić do niego. On dokonywał selekcji ? Grzegorz Szachnowski.
- Wielokrotnie w garderobie słyszałem opowieści o panu Andrzeju od Marcina Naruszewicza. Przyjmowałem to spokojnie do wiadomości do czasu, kiedy zobaczyłem, że Magda zaczyna coraz lepiej śpiewać i też uczy się u pana Andrzeja. Żeby dostać się do niego, musieliśmy użyć małego podstępu ? Dominik Sierzputowski.
- Nie otwierał obcym drzwi do mieszkania. A na drzwiach była karteczka z napisem: Proszę dzwonić. Numer w książce telefonicznej ? Magda.
- Poprosiłem Magdę o pomoc w dostaniu się do niego. Chciałem, żeby mnie przesłuchał i udzielił kilku wskazówek. Magda wtedy śpiewała razem z orkiestrą, którą dyryguję i wymyśliła podstęp. Powiedziała panu Andrzejowi, że ma śpiewać z orkiestrą, a tam jest taki Dominik, któremu przydałby się szlif z dyrygowania. Pan Andrzej posłuchał i stwierdził, że nie jest z moimi umiejętnościami aż tak źle. A Magda wtedy mówi: “To może, panie Andrzeju, Dominik, jeszcze zaśpiewa.” Zaśpiewałem, a na drugi dzień pan Andrzej powiedział Magdzie: “No, ładny głos, może przychodzić” – Dominik.
- U Magdy to się zaczęło od konkursu musicalowo-operetkowego im. Borowickiej w Krakowie. Było bardzo mało czasu, trzy tygodnie na przygotowanie repertuaru. Pojechaliśmy, żeby się sprawdzić. A tu Magda wygrała! – Grzegorz.
To musi być prawdziwe- Kiedy przychodziłam do niego przed konkursem, żeby poćwiczyć, pan Andrzej najpierw parzył herbatę, a potem puszczał mi nagrania i prosił, żebym analizowała występy różnych śpiewaczek albo porównywała różnice w wykonaniu tej samej arii. Potem zaczynaliśmy pracę. To były wspaniałe lekcje! – Magda.
- Obowiązywała hierarchia. W zależności od tego, kto się kiedy z panem Andrzejem zapoznał. Pierwszeństwo miała Grażyna. Następny był Marcin – Magda.
- Faktycznie, pan Andrzej podkreślał, że ja jestem pierwsza. Ale kiedy byłam z nim umówiona, a Magdzie lepiej ten termin pasował, dzwonił i prosił o zamianę, bo, jak tłumaczył, ona się do konkursu przygotowuje. Dzwonił też, kiedy przez kilka dni się nie pokazywałam. “Dobry wieczór, jak tam pani forma? Pani Grażyno, nie można tak długo nie śpiewać. No to co? To jutro?” – Grażyna.
- Nie pamiętam, żeby jakikolwiek pedagog w czasie studiów tak się skupiał na czyimś problemie – Magda.
- Pan Andrzej potrafił każdego dowartościować. Nigdy nie powiedział, że coś jest złe albo beznadziejne. Jak widział, że coś nie wychodzi, potrafił wieczorem do domu zadzwonić: “Wie pani co, ja myślę, a może by pani jeszcze tak spróbowała to zaśpiewać.” Cały czas myślał o naszych problemach – Grażyna.
- Uważał, że zadaniem każdego człowieka jest samodoskonalenie się, przy czym każdy czyni to we właściwym dla siebie tempie – Dominik.
- Z panem Andrzejem lekcja nie trwała 45 minut, ale dwie, trzy godziny – Grażyna.
- Ja bym to nazwał kursami mistrzowskimi – Grzegorz.
- I to wieloletnimi – Magda.
- Pan Andrzej dawał to, czego w szkole się człowiek nie nauczył. Inne spojrzenie na muzykę – Grzegorz.
- Oprócz tematów muzycznych były tematy okołomuzyczne, które się przekładały na wykonanie danego utworu – Grażyna.
- Szukał prawdy w nas samych. Wielokrotnie pytałem pana Andrzeja, jak mam coś zaśpiewać. Jak ma brzmieć ten dźwięk: “tak czy tak”? Odpowiadał: “ani tak, ani tak. To musi być prawdziwe. To musi być pana własne. To nawet nie musi być ładne, musi być prawdziwe” – Dominik.
- Wtedy odbiorcy to się będzie podobało, bo to będzie prawdziwe – Grażyna.
- Opanowanie partii operowej jest bardzo pracochłonne, czasochłonne i trudne. Pan Andrzej potrafił zrobić to w taki sposób, że myśmy nie wiedzieli, kiedy to się stało ? Dominik.
- Nawet trudne fragmenty okazywały się proste – Magda.
- Mówię, panie Andrzeju, tu jest takie miejsce, że ciągle nie mogę złapać tego dźwięku, ciągle nie wiem jak tutaj wejść. “Proszę w ogóle tak nie myśleć! Pani Grażyno, ja pani tak zagram, że pani wejdzie.” I jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, tak było ? Grażyna.
- Jak przygotowywałam z nim różne partie, dyrygenci zwykle nie mieli uwag muzycznych – Magda.
- To było nie tylko muzyczne, ale i mentalne przygotowanie. On dodawał pewności siebie – Grażyna.
Cała matematyka jest kłamstwem
- Chciał przebić się ze swoją teorią systemu monetarnego. To miało być jak przewrót kopernikański. Pisał do wszystkich, Balcerowicza, Belki, korespondował też z innymi ludźmi. Ponieważ pieniądz przestał być wymienialny na złoto, inflacja była jego zdaniem tworem sztucznym. To było według niego oszustwo, nabijanie ludzi w butelkę. Pewnie historia przyzna mu rację – Grzegorz.
- My nie byliśmy w stanie tego zrozumieć – Dominik.
- Uważał, że jednym z nielicznych fizyków, który jest w stanie zrozumieć jego teorię jest prof. Jacyna-Onyszkiewicz z Poznania – Grzegorz.
- Uwielbiał matematykę – Magda.
- Muzyka to matematyka – Grzegorz.
- Niby tak, ale jak mnie szykował na konkurs, mówił: “Pani Magdo, w muzyce dwa plus dwa może być każdą inną liczbą niż cztery” – Magda.
- Mnie powiedział, że cała matematyka jest kłamstwem. “Jak pan podzieli cztery przez dwa, to ile to jest?” Mówię, dwa. A on: “nie, dwa i dwa”. Co się stało z tym drugim dwa? – Dominik.
- No właśnie – Grażyna.
- Dlatego uważał, że matematyk przyzwyczajony do konwencjonalnego myślenia nie zrozumie jego wzorów dopóki nie otrzyma wytłumaczenia – Dominik.
- Twierdził, że gdyby wprowadzono jego system, wywrócono by świat finansowy do góry nogami – Grzegorz.
- Do końca życia pracował nad swoimi wzorami. Chciał je tak uprościć, żeby jak mówił, można było przedszkolakowi powiesić je na nosie ? Magda.
Można być szczęśliwym w najtrudniejszych warunkach
- Pod koniec lat 80. zaszył się w domu – Grzegorz.
- Miał ogromny szacunek do drugiego człowieka i poczucie sprawiedliwości. Nie chciał się zgodzić z pewnymi rzeczami – Grażyna.
- Usunął się w cień. Miał swój świat. Nie wiem, czy to była choroba, czy nie była – Grzegorz.
- A może on był całkowicie zdrowy? On nas uczył życia i uczył nas prawdziwych wartości. Pokazywał, że pozbawionym tego wszystkiego, o co większość społeczeństwa zabiega, można być szczęśliwym. W sytuacji, która nam wydawała się trudna, był szczęśliwy. Niczego więcej nie potrzebował ? Dominik.
- Zawsze pamiętał o naszych imieninach i urodzinach ? Magda.
- I nie tylko. “Pani Grażyno, czy pani wie, że jutro jest rocznica ślubu Dominika i Kamili?” – Grażyna.
- Moim rodzicom opowiadałem o panu Andrzeju. Mieszkam daleko, nigdy go nie poznali, ale kiedy przyjeżdżałem, zawsze pytali: “A co u pana Andrzeja?” ? Dominik.
- Moi też ? Grażyna.
- No właśnie, stał się członkiem naszych rodzin – Grzegorz.
- Przychodziliśmy do niego ze swoimi problemami, a on nigdy nie narzekał, nigdy się nie skarżył, zawsze był uśmiechnięty – Grażyna.
- Żył naprawdę w ciężkich warunkach – Grzegorz.
- Miał bardzo skromną emeryturę – Magda.
- To też był powód jego zamknięcia przed światem. Czuł się oszukany przez ZUS. Pracując, dobrze zarabiał, płacił składki, a potem dostał ?artystyczną? emeryturę, czyli głodową – Grzegorz.
- W 2011 roku odcięto mu prąd, potem gaz – Magda.
- Były świeczki i radio na baterie – Grzegorz.
- Chcieliśmy zainstalować licznik na kartę. Pan Andrzej bardzo podziękował, ale się nie zgodził – Grażyna.
- Za lekcje nie brał od nas ani grosza. Uważał, że wiele dostał od życia i nie śmiałby dzieląc się swoją wiedzą i umiejętnościami brać za to pieniądze – Magda.
- Cennik za godzinę lekcji na tym poziomie wynosi od 100 zł w górę – Grzegorz.
- Robiliśmy zakupy. Zimą chłopcy worki z węglem nosili – Magda.
- Każdy był odpowiedzialny za coś innego. Na przykład Dominik był od tytoniu i akumulatorków ? Grzegorz.
- Chleb jadł tylko od Bigońskich – Grażyna.
- Masło – tylko osełkę górską. Zawsze mnie śmieszyło, gdy kupowałam ser żółty: Proszę 10 dkg sera Boryna. Możliwie cienko krojony. Trochę mnie denerwowało, że tam mam lecieć po chleb, tam po coś innego. Panu Andrzejowi nie było obojętne, co mu się przyniosło. Nie okazywał niezadowolenia, gdy ktoś przyniósł coś innego niż zwykł jadać, ale wiadomo było, że tego nie ruszy, chociaż był chudy jak patyk – Magda.
- To nie jest tak, że myśmy się panem Andrzejem opiekowali. On się chyba bardziej nami opiekował – Dominik.
- Obiady sam sobie gotował. Żadnych kurczaków. ?To, co ma pióra, niechaj fruwa?. Wielokrotnie jedliśmy u niego wyśmienitą pomidorową na wołowinie. Lane kluseczki do tego – Magda.
- A jak celebrował parzenie herbaty! Broń Boże z torebek! Robił cudowne mieszanki – Grażyna
- Zawsze nieparzyście: trzy, pięć albo siedem gatunków herbaty. Parzenie kawy też było rytuałem. Nie wiem, co to było, ale kawa smakowała u niego inaczej. Też robił mieszanki. No i świeżo mielona była w ręcznym młynku – Grzegorz.
Ostatnie miesiące
- Jesienią zeszłego roku na tyle opadł z sił, że już nie mógł wychodzić z domu – Magda.
- Zawsze brał udział w wyborach. Woziłem go, kiedy nie mógł chodzić. – Grzegorz.
- W wieczór przed śmiercią przywiozłam do niego panią Terenię Wądzińską. Wcześniej się jakoś nie składało. Pan Andrzej wspominał z nią osoby, które znali z dawnych lat. Jakby to dziwnie nie zabrzmiało, to był piękny wieczór – Grażyna.
- W tej samej kamienicy, co pan Andrzej, mieszka od roku albo dwóch Japonka Miyako Arishima, która na ostatnim konkursie chopinowskim weszła do II etapu. Czasem rozmawiali, dawał jej różne nuty. W dniu śmierci przyszła do jego mieszkania i trzy godziny grała i płakała. Pan Andrzej leżał już ubrany w drugim, łączonym pokoju – Magda.
Następnego dnia ukazał się nekrolog:
Z ogromnym żalem zawiadamiamy, że 2 czerwca 2015 roku, odszedł na zawsze Wspaniały Artysta, Wielki Przyjaciel śpiewaków
Pan ANDRZEJ GALANTOWICZ
R.I.P.
Magdalena Polkowska, Marcin Naruszewicz, Dominik Sierzputowski, Grzegorz Szachnowski, Grażyna Nita