Groteska, farsa, parodia obrad - to najłagodniejsze określenia, jakie cisną się na usta po odsłuchaniu dyskusji, jaką bydgoscy radni przeprowadzili nad projektami uchwał przywracających nazwy bydgoskich ulic: Planu 6-letniego i Przodowników Pracy. Szkoda że nie żyje już Stanisław Bareja...
Andrzej Młyński nie jest prominentną postacią w bydgoskiej radzie miasta, w klubie radnych PiS też nie jest osobą pierwszoplanową. W dyskusji nad projektami uchwał autorstwa radnych PO i SLD, których przedmiotem było przywrócenie nazw ulic Planu 6-letniego oraz Przodowników Pracy w miejsce patronów ulic ustanowionych zarządzeniem zastępczym wojewody Mikołaja Bogdanowicza – Lecha Kaczyńskiego oraz Bernarda Śliwińskiego, zachował się inteligentnie i adekwatnie do sytuacji, która powstała na sesji.
Andrzej Młyński ukazał też coś ważnego. Pokazał, dlaczego nie możemy od bydgoskich polityków, od bydgoskiej elity wybranej w drodze demokratycznych wyborów wymagać, by w politycznej konfrontacji ze swoimi odpowiednikami z Torunia, mogli oni skutecznie zabiegać o interesy Bydgoszczy. Wskazał też na jedną z przyczyn wyjazdu młodych bydgoszczan z naszego miasta.
Oto kulminacyjny moment dyskusji nad projektem uchwały w sprawie zmiany nazwy ulicy Bernarda Śliwińskiego (przedwojennego prezydenta Bydgoszczy, uczestnika Powstania Wielkopolskiego) na... Przodowników Pracy (chodziło o uhonorowanie robotników w państwach komunistycznych, którzy w ramach współzawodnictwa pracy przekraczali normy przewidziane do wykonania, pierwowzorem byli radzieccy stachanowcy). Projekt omawiany był po przegłosowaniu nazwy przywracającej nazwę alei Planu 6-letniego alei Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
- Wpisując się w klimat śmieszności przy procedowaniu uchwały [zmieniającej nazwę ulicy z] Bernarda Śliwińskiego na Przodowników Pracy, chcę złożyć wniosek, aby ulica Bernarda Śliwińskiego na Przodowników Pracy, myślnik zrobić [i dopisać] "500% normy Bronisława Talara". Dziękuję bardzo! - zawnioskował Andrzej Młyński. - Bronisława Talara, z filmu "Dom" - uzupełnił wniosek Młyński tak, by był czytelny dla prowadzącego obrady.
- Aha - zorientował się przewodniczący Zbigniew Sobociński. - To jest pański wniosek formalny? - upewniał się przewodniczący bydgoskiej rady.
- Formalny wniosek! Tak! - z powagą i werwą potwierdził Młyński.
- Żeby tę uchwałę uzupełnić o poprawkę... - zawiesił głos Sobociński. - Nie miał więcej? - zastanawiał się przewodniczący Sobociński, a postawione pytanie dotyczyło najprawdopodobniej zgłoszonego przez Młyńskiego stopnia przekroczonej normy - 500%.
- Nie miał więcej! - dał się usłyszeć głos z sali radnego Bogdana Dzakanowskiego. Andrzej Młyński też potwierdził, że Bronisław Talar wyrobił 500% normy.
- Dobrze, jest wniosek formalny, aby ten projekt uchwały zmienić w swym brzmieniu, że następuje zmiana ulicy Bernarda Śliwińskiego na Przodowników Pracy imieniem Talara... Kogo? - upewniał się Sobociński. - Zaraz, moment. Jak pan radny mówił, jak nazywał się ten bohater filmowy? - Sobociński poprosił o powtórzenie wniosku.
- Bronisław Talar - powtórzył Młyński.
- ...i 500% normy - podchwycił Sobociński i w ten sposób przyjął zgłoszony wniosek, który zarówno wnoszący, jak przewodniczący rady uznali za "formalny".
- Proszę, głosujemy wniosek formalny. Kto jest za wprowadzeniem wniosku formalnego, który zmienia brzmienie projektu uchwały w tym zasadniczym brzmieniu. Proszę, głosujemy, kto jest za? - zwrócił się do radnych przewodniczący bydgoskiej rady Zbigniew Sobociński i włączył system liczący głosy.

Lech Zagłoba-Zygler i Zbigniew Sobociński. Fot. Jacek Nowacki
W trakcie przyjmowania głosów przez maszynę, przewodniczący Sobociński potwierdzał przedmiot przeprowadzanego głosowania. - Aby taki dopisek był. Bronisław Talar i 500% normy. Chyba tak. Ja nie pamiętam dokładnie tego filmu, Birkut, albo... Nie, no wniosek był prosty - odpowiadał na pytania i uwagi radnych zgłaszane z sali.
- Czy już skończyliśmy tryb głosowania? - zapytał Sobociński. - Proszę, wyniki. 15 głosów przeciw, nie ma głosu za - odczytał wyświetlone na tablicy wyniki głosowania Sobociński. Przewodniczący rady prawdopodobnie w tym momencie zorientował się, że aby uznać głosowanie za "ważne", głos powinno oddać co najmniej 16 radnych, bo tyle wynosi w bydgoskiej radzie quorum.
Dlaczego głos oddało tylko 15 radnych? Radni PiS, w tym Andrzej Młyński oraz niezrzeszony Bogdan Dzakanowski w głosowaniu nie wzięli udziału. Wszyscy obecni radni PO i SLD w liczbie 15 zgodnie wyrazili veto dla wniosku zgłoszonego przez pisowca!
Po nieprzyjęciu wniosku radni płynnie przeszli do dalszej dyskusji. Najpierw Alicja Witowska-Araszkiewicz (PO) wyjaśniła znaczenie głosu, który odda, głosując za projektem. Stwierdziła, że nie będzie to głos oddany przeciwko prezydentowi Śliwińskiemu, za prezydentury którego wybudowano łaźnię na Szwederowie. Witowska-Araszkiewicz obiecała, że w przyszłym roku zorganizuje w 100. rocznicę odzyskania niepodległości i 100. rocznicę Powstania Wielkopolskiego uroczystość w łaźni, podczas której podkreślone zostaną zasługi Bernarda Śliwińskiego dla Bydgoszczy.
W podobnym tonie i stylu przebiegała debata nad projektami przywrócenia nazw ulic Planu 6-letniego i Przodowników Pracy. Radni PiS bronili decyzji wojewody, podkreślając zasługi nowych patronów i obciach, jaki wywoła przywrócenie skompromitowanych nazw, a radni PO i SLD argumentowali, że mieszkańcy Bydgoszczy nie życzą sobie zmian nazw ulic, w szczególności ustanowienia prezydenta Lecha Kaczyńskiego jako patrona jednej z nich.
* * *
W Polsce odżyła ostatnio dyskusja, czy w naszym kraju skończył się komunizm. Padają różne argumenty i oskarżenia. Wydaje mi się, że specyficzna bydgoska debata na ten temat mogłaby zainspirować polskiego reżysera, scenarzystę filmowego Stanisława Bareję. Na jej kanwie mogłoby powstać kolejne wybitne dzieło filmowe, ukazujące komunizm w jego komicznej odsłonie. Ta debata mogłaby Bareję zainspirować, gdyby żył...
