Nie było mnie na świecie, gdy doszło do wydarzeń marcowych w Bydgoszczy. Ale mogłem poczuć dzięki bydgoskim mediom grozę tamtych dni. Tytuły mówią same za siebie: ?Senator Rulewski uwięziony?, ?Polityk bydgoski uwięziony na Ukrainie?, ?Automajdan więzi na Ukrainie Jana Rulewskiego?.

Na Ukrainie trwa wojna. Zaanektowany Krym. Giną ludzie. Tam jest naprawdę groźnie. Dlatego informacja o uwięzieniu Jana Rulewskiego w hotelu w Odessie mogła wywołać coś więcej niż niepokój. Kiedy ma się do czynienia z agresorem, który nie przestrzega żadnych zasad, wszystko jest możliwe.

Zdziwiło mnie, że moja babcia, która mocno przeżywa każdą wiadomość o nieszczęściach, w ogóle się tym newsem nie przejęła. Uwięzienie Rulewskiego spłynęło po niej jak po kaczce. Zapytała, ile dni bohater bydgoskiego Marca był więziony. Sprawdziłem: kilka godzin. Był zamknięty w piwnicy czy w hotelowym pokoju? Nie był zamknięty. Rulewski nie mógł opuszczać hotelu, w którym zatrzymał się z innym senatorem. W ?Wyborczej? ukazała się dokładna relacja.

Rano wszystkie drzwi wyjściowe hotelu obstawili działacze automajdanu. ?Kiedy zeszliśmy na śniadanie, zaczęli do nas krzyczeć, że nas nie wypuszczą z hotelu, że osoby, z którymi chcemy się spotkać, to separatyści i wysłannicy Moskwy. Zadzwoniliśmy po policję, ale na razie policja ich stąd nie usunęła. Cały czas jesteśmy zablokowani w hotelu, nie wypuszczono nas nawet do sklepu, żebyśmy mogli sobie coś kupić do jedzenia? ? przez komórkę na bieżąco relacjonował wydarzenia senator Wcisła.

?Więźniowie? mieli stały kontakt ze światem zewnętrznym, a nawet mogli przyjmować gości. Jak doniosła ?Wyborcza?, w hotelu odwiedziły senatorów ukraińskie media, a także polski konsul oraz przedstawiciel OBWE.

Nie wiem, o co babci chodziło, gdy zapytała, czy wiadomo, w jakim stanie jest obecnie uzębienie Rulewskiego.