W październiku ubiegłego roku bydgoszczanie poddali bydgoskich strażników ciężkiej próbie. Za sprawą akcji referendalnej, której celem miało być zlikwidowanie Straży Miasta w Bydgoszczy przeżyli niepewność co do swej przyszłości. Wzmagana ona była niemal codziennie. Szeregowi strażnicy patrolujący ulice naszego miasta mogli naocznie przekonać się, z jakim entuzjazmem bydgoszczanie rzucili się do rozstawionych stolików, by złożyć podpis poparcia dla przeprowadzenia referendum.

Trudno powiedzieć, dlaczego organizatorom, młodym działaczom Kongresu Nowej Prawicy, nie udało się do referendum doprowadzić. Prawdopodobnie zawiodła organizacja w końcowej fazie akcji, bo na jej finiszu okazało się, że kilka tysięcy z wymaganych blisko 30 tys. podpisów zabrakło. Jednak widok zdeterminowanych obywateli naszego miasta publicznie, otwarcie i z wyjątkową pewnością siebie działających na rzecz likwidacji instytucji kojarzonej bardziej z bezmyślnymi represjami niż społeczną użytecznością musiał utkwić w pamięci miejskich decydentów, jak też i dowódców miejskiej formacji.

W każdym razie to, że postanowiono dogasić jeszcze tlący się po nieudanym referendum pożar, jest oczywiste. Już pierwsze posunięcie władz miasta, polegające na zorganizowaniu debaty w sali sesyjnej ratusza na temat funkcjonowania Straży Miejskiej, zakończyło się zgodnie ze scenariuszem. Na kilkadziesiąt osób zaproszonych do ratusza bodaj tylko dwóch młodych przedstawicieli Nowej Prawicy (organizatorów referendum) ujawniło się w debacie jako rzecznicy likwidacji tej formacji. Pozostali, a byli to głównie przedstawiciele służb prezydenta Bydgoszczy i głównych partii politycznych, albo działania strażników chwalili, albo zalecali co najwyżej korekty w ich funkcjonowaniu na zasadzie: są niezbędni, a detale można zawsze poprawiać, a nawet doskonalić.

Miesiąc temu opublikowane zostały wyniki Instytutu Badania Rynku i Opinii Publicznej Millward Brown SMG/KRC, który na zlecenie Urzędu Miasta Bydgoszczy zrealizował (we wrześniu ub. r.) badanie opinii społecznej mieszkańców miasta. Wyniki tych badań pokazują, że bydgoszczanom żyje się w mieście dobrze, a mają podstawy sądzić, że będzie niemal znakomicie. Upoważnia do tego przedstawiona opinia ponad połowy mieszkańców, którzy zauważają zmiany w funkcjonowaniu miasta w ciągu ostatnich dwóch lat. Wśród nich niemal wszyscy przyznają, że kierunek tych zmian jest pozytywny (80 proc. raczej zadowolonych i 15 proc. zdecydowanie zadowolonych). 95% aprobaty działań dla zmian, które zainicjowano dwa laty temu, czyli po wyborach samorządowych pokazuje, że Bydgoszcz jest bodaj pierwszym i niezwykle dla mieszkańców szczęśliwym miejscem na mapie kraju, w którym wyborcy dają aktualnie rządzącym niemal jednogłośną aprobatę.

Jednak poparcie 100% kusi. Co zrobić, aby mieć taką aprobatę? Trzeba samokrytycznie uznać, że nie wszystko chodzi jak w szwajcarskim zegarku i że jakieś mankamenty występują. Co zatem może być tą łyżka dziegciu, która psuje smak beczki miodu? Co jest piaskiem sypanym w tryby znakomicie układającej się przyszłości?

To dziury w jezdniach oraz chodnikach i właśnie mankamenty w funkcjonowaniu Straży Miejskiej – raportuje dla władz miasta Instytut Badania Rynku i Opinii Publicznej Millward Brown. Z dziurami każdy wie, jak jest. Zapóźnienia w budowie, remontowaniu sięgają dziesiątek lat, więc cudów nie ma: z próżnego i Salomon nie naleje. Trudno mieszkańcom w tej materii dać więcej, skoro możliwości, żeby im zabrać, po to, żeby usłać u ich stóp gładkie powierzchnie ulic i chodników, będą się przecież zmniejszać ze względu na wzrastające bezrobocie i biedę. Natomiast działania miejskich strażników można poprawić szybko, niemal od razu, zwłaszcza że ze Straży Miejskiej zadowolonych jest zaledwie ok. 30% mieszkańców.

W podobne tony uderzyła bydgoska “Gazeta Wyborcza”, która w artykule “Straż miejska chce ocieplić swój wizerunek. Polubimy ich?” postanowiła nawet zbadać, czy wszystkie rewelacje przekazywane bydgoskiemu społeczeństwu są prawdziwe. Okazuje się, że tak, co też w rozmowie z naszym portalem potwierdził kierownik Referatu Kontroli i Analiz Straży Miejskiej Jarosław Wolski.

Okazuje się, że każdy mieszkaniec Bydgoszczy może udać się do siedziby Straży Miasta i poddać się darmowemu badaniu na okoliczność występowania w jego krwi alkoholu. Strażnicy pomogą przy odpaleniu samochodu, gdy ten nie chce odpalić. Dyżurny ruchu kierować będzie do takiego potrzebującego najbliższy patrol. Samochody SM wyposażone zostały w klemy. Dyżurny może jednak odmówić szybkiego wykonania usługi odpalenia samochodu, gdyby wiązało się to z koniecznością przerwania interwencji.

Jeszcze bardziej wzmożona zostanie prewencyjna działalność strażników, polegająca na odbywaniu spotkań z młodzieżą i dziećmi w szkołach, uświadamiających zagrożenia, nastąpi intensyfikacja udziału strażników w akcjach społecznych typu Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy itd itp.

Dużą rolę we właściwej komunikacji strażników ze społeczeństwem będzie mieć nowo przyjęta do pracy w Straży Miejskiej osoba, która już jako specjalista ds. komunikacji społecznej zadba o poprawienie wizerunku strażników. Niewątpliwie do jej obowiązków należeć będzie zmiana postrzegania Straży egzekwującej jedynie mandaty za złe parkowanie i identyfikowanie na wideorejestratorach kierowców samochodów, przekraczających dozwoloną prędkość.

- Straże fotoradarów to tylko 15% naszej aktywności – zaświadcza kierownik Jarosław Wolski. W zeszłym roku strażnicy wykryli ponad 60 tys. wykroczeń, a z tej liczby bardzo duża liczba spraw dotyczy spożywania alkoholu w miejscach do tego niedozwolonych. Zresztą znaczna część aktywności strażników to działania podejmowane na skutek interwencji i zgłoszeń mieszkańców.

O tych wszystkich pozytywnych działaniach i eliminowaniu negatywnych poinformowani zostaniemy już wkrótce na tworzącej się stronie internetowej Straży Miejskiej. Ta, która jest teraz dostępna pod adresem www.strazmiejska.bydgoszcz.pl, jest zaledwie namiastką tej, która niedługo się pojawi. To tylko wymagany prawem biuletyn informacji publicznej.

W tej sytuacji interesujące będą kolejne badania opinii społecznej, czy podjęte działania pokazujące nowe i prawdziwe oblicze naszych strażników wystarczą do zmiany opinii tych 5% malkontentów. Czy jednak trzeba też będzie się zabrać z jeszcze większą intensywnością za dziury w ulicach i chodnikach?