Strajk wszystkich związkowców pracujących w Przewozach Regionalnych miał przede wszystkim na celu zmuszenie władz spółki do podwyższenia wynagrodzeń.
Wczoraj w godzinach południowych toczyły się negocjacje związkowców z zarządem spółki. Zarząd zaproponował podwyżki wysokości 130 zł. netto. Związkowcy uznali takie podwyżki za niewystarczające.

Przypominamy, że udziałowcem Przewozów Regionalnych jest marszałek Piotr Całbecki. Udziały marszałka wynoszą 5.8 %.
- Zadbaliśmy o to, żeby pasażerowie byli uprzedzeni o mającym się odbyć strajku – mówi bydgoszczy24 Bartosz Nowacki, dyrektor Departamentu Transportu Drogowego Urzędu Marszałkowskiego. – Oczywiście za niewywiązanie się z terminowych przewozów urząd wyegzekwuje od Przewozów Regionalnych kary umowne.

Jednym z zarzutów stawianym przez związkowców jest dopuszczenie przez urząd marszałkowski na rynek usług kolejowych firmy konkurencyjnej wobec Przewozów Regionalnych – Arrivy.

- Na rynku musi być konkurencja – wyjaśnia dyrektor Bartosz Nowacki. – Nie może tu być żadnego monopolu. Konkurencja jest korzystna dla klientów kolei.

Strajk udał się w stu procentach ? twierdzi Leszek Miętek, przewodniczący Związku Zawodowego Maszynistów Kolejowych. – Choć to porażka, że nie udało się dogadać przed strajkiem. Od trzech lat prowadzimy negocjacje. Ignorują nas właściciele spółki, marszałkowie. Nie mają strategii. Są destruktorami.

Dopytujemy o dalsze działania związkowców.
- Jeśli w negocjacje skutecznie nie włączą się marszałkowie, minister infrastruktury, parlamentarzyści i rozmowy nie zakończą się powodzeniem, to będzie strajk generalny ? mówi Leszek Miętek. – Od 11 lipca rozpoczniemy przygotowania do strajku. Pod koniec lipca, podkreślam, jeśli nie dojdziemy do porozumienia, będzie strajk generalny.