- To co w tej chwili się stało w Miejskich Zakładach Komunikacyjnych, to powiem szczerze, cała załoga dosłownie, w przenośni, osłupiała – rozpoczął konferencję prasową Andrzej Arndt, szef zakładowego Związku Zawodowego Pracowników Komunikacji Miejskiej w RP. W ten sposób skomentował desygnowanie na prezesa miejskiej spółki przez prezydenta Bydgoszczy Rafała Bruskiego, odwołanego za “zachwianie relacji międzyludzkich? w urzędzie miasta zastępcę prezydenta Bydgoszczy Łukasza Niedźwieckiego.

Andrzej Arndt poinformował, że 1100-osobowa załoga jest zbulwersowana faktem, że Paweł Czyrny, który złożył rezygnację z funkcji prezesa MZK w związku z niezaakceptowaniem narzuconych przez prezydenta niższych stawek za wozokilometr w roku 2016 ma być zastąpiony przez odwołanego za złe relacje z pracownikami urzędu, a jednocześnie akceptującego nową finansową ofertę prezydenta Bydgoszczy dla MZK.

- Chcieliśmy przekazać panu Niedźwieckiemu, gdy był wiceprezydentem, żeby nie zabierać ludziom pieniędzy, że Zarząd Dróg nie pomaga nam w usprawnianiu komunikacji, ale utrudnia. W ogóle nie chce rozmawiać. Warunki finansowe na rok 2016 są takie, by zdyskredytować naszą spółkę. Teraz on ma zostać prezesem MZK – mówił Marek Napierała, przewodniczący zakładowej “Solidarności” i dodał, że pracownicy MZK są zbulwersowani faktem, ze odchodzi prezes, który chciał negocjować niekorzystne dla zakładu warunki finansowe i w jego miejsce desygnowany jest ten, kto je chciał narzucić.

- Mamy dobrą atmosferę w MZK – nawiązał do powodów odwołania wiceprezydenta Niedźwieckiego przewodniczący Arndt. – W świadczeniu usług dla mieszkańców taka atmosfera jest korzystna – dodał.

- Załoga zdecydowała, że nie może być tak, że będzie kolesiostwo, kumoterstwo i amatorszczyzna. Bo tak jak były organizowane linie i czasy przejazdu to jest amatorszczyzna. Załoga powiedziała temu “stop”. Albo komunikacja będzie funkcjonowała normalnie, albo za pół roku przestanie funkcjonować. Jeżeli to kumoterstwo nie zostanie przerwane, jutro komunikacja może nie wyjechać. Załoga twierdzi, że przy tej sytuacji, stanowisku prezydenta nie ma innej możliwości. I jutro rano pracownicy zdecydują, czy wyjadą – argumentował Arndt, dodając, że pracownicy boją się, że za pół MZK będzie w takim dołku finansowym jak siedem lat temu. – Wtedy przyjdzie prezes Niedźwiecki, powie: dziękuję, ja się nie nadaję i sobie pójdzie, a my przez kolejne siedem lat będziemy wychodzić z dołka. Nie możemy do tego dopuścić – tłumaczył Arndt, dodając, że dzisiaj rano zaledwie jeden kierowca odmówił umieszczenia w autobusie kartki z napisem: “protest”.

W tej sytuacji związkowcy przedstawili ultimatum, które skierowali do prezydenta Bruskiego. – Czekamy do godz. 17. Czy odwoła Niedźwieckiego i przywróci Czyrnego. Jeżeli nie będzie informacji z drugiej strony, jedziemy do ludzi i mówimy, jak jest. Nasza rola wtedy się kończy, bo nie jesteśmy w stanie z panem Bruskim się dogadać co do powrotu Czyrnego. I wtedy załoga zdecyduje – poinformował Napierała, dając do zrozumienia, że związki z względu na niewyczerpanie przewidzianej prawem procedury, nie mogą proklamować strajku. – Mamy nadzieję, że prezydent decyzję zmieni – zakończył Napierała.