Andrzej Baranowski zajmuje ważne i pracochłonne stanowisku w Urzędzie Wojewódzkim w Bydgoszczy, jest mianowicie jego dyrektorem generalnym. Nikt jednak nie przyjmuje do wiadomości, iż ten człowiek wyjątkowo ciężko haruje. Ciągle są mu wrzucane na barki nowe zadania i obowiązki.
Pozbawiony krztyny zrozumienia musi być Rafał Bruski, skoro, gdy był wojewodą, zadbał nie tylko o to, żeby Baranowski wykonywał uciążliwą pracę dyrektora generalnego, ale dodatkowo powierzył mu funkcję koordynatora Wydziału Środowiska, Rolnictwa i Rozwoju Wsi. I biedaczyna zasuwa teraz na dwóch etatach w Kujawsko-Pomorskim Urzędzie Wojewódzkim.
Nie może jednak odpocząć po opuszczeniu budynku przy ul Jagiellońskiej. Tak się nieszczęśliwie dla niego składa, że szefostwa wszystkich bydgoskich instytucji składają się wyłącznie z sadystów. Baranowskiego upatrzyli na ofiarę tortur dręczyciele z Bydgoskiej Szkoły Wyższej, więc podpierając się nosem ze zmęczenia, pędzi na ulicę Unii Lubelskiej, by dzielić się swoją wiedzą ze studentami.
Również poza Bydgoszczą znajdują się instytucje, które umyśliły sobie, żeby właśnie Baranowskiego umordować dodatkowymi zadaniami. Takie na przykład Starostwo Powiatowe w Żninie nie znalazło innej niż on osoby do przeprowadzenia szkolenia na temat ?Kompetentny urzędnik?.
Wieść o tym, że dyrektor generalny K-P UW nie potrafi odmówić i łatwo obciążyć go wykonywaniem nowych zleceń, musiała obiec kraj, a na pewno dotarła do województwa wielkopolskiego, bo oto Wyższa Szkoła Biznesu w Pile wrzuciła mu na głowę wykłady z zakresu legislacji, prawodawstwa i ochrony środowiska. To akurat łatwo wytłumaczyć, bo na terenie Wielkopolski nie ma ludzi, którzy potrafiliby sobie poradzić z takim trudnym zadaniem.
Najłatwiejszą ofiarą niecnych zamysłów, sprowadzających się do wywołania skrajnego wycieńczenia, jest Baranowski w swoim mateczniku. W budynku Kujawsko -Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego ma siedzibę Samorządowe Kolegium Odwoławcze. Tam też pracują ludzie pozbawieni serca. Zatrudnili Baranowskiego jako pozaetatowego członka kolegium. Nie dość na tym. Urząd Statystyczny, który także mieści się w gmachu K-PUW, zlecił pracującemu po sąsiedzku dyrektorowi generalnemu opiniowanie danych statystycznych.
Strach pomyśleć, że w budynkach zajmowanych przez Urząd Wojewódzki w Bydgoszczy znajdują się jeszcze 23 inne organizacje i instytucje, m.in. Kuratorium Oświaty, Urząd Żeglugi Śródlądowej, Wojewódzki Inspektorat Farmaceutyczny, które na razie jeszcze niczego Baranowskiemu nie zleciły, ale to wcale nie oznacza, że tego prędzej czy później nie uczynią. Już teraz trudno zastać dyrektora generalnego w jego gabinecie, a na audiencje trzeba się umawiać z dużym wyprzedzeniem. Ta sytuacja, zważywszy na to, że Andrzej Baranowski ogniskuje na sobie aktywność bydgoskich i pozabydgoskich sadystów, może ulec dalszemu pogorszeniu.
Żadną pociechą nie jest fakt, że za wszystkie dodatkowe czynności Andrzej Baranowski jest dobrze albo nawet bardzo dobrze wynagradzany. To w żadnej mierze nie rekompensuje wysiłku związanego z koniecznością ciągłego biegania z jednego miejsca pracy do drugiego. Możemy jedynie zaapelować do wszystkich, którzy tylko czyhają na to, żeby zaprządz dyrektora generalnego do kolejnej roboty: – Miejcie litość! To najbardziej zapracowana osoba w Bydgoszczy, bezlitośnie żyłowany urzędnik.