Po dziesięciu latach udało się w końcu rozwiązać śmierdzący problem na Bielawkach. Widok uciążliwej przez wiele lat dla mieszkańców nieruchomości jeszcze nie zachwyca, ale w porównaniu ze zdjęciami sprzed trzech lat, dobra zmiana na Kozietulskiego rzuca się w oczy.
- Ale spokój! Ludzie uśmiechnięci! Wreszcie mamy to za sobą! – cieszy się mieszkanka kamienicy przy ul. Kozietulskiego. Skończyło się ekstremalnie uciążliwe sąsiedztwo.
Tą sprawą zajmowaliśmy się przez trzy minione lata. Aż trudno uwierzyć, ale rzecz działa się na Bielawkach, w uchodzącej za najpiękniejszą dzielnicy Bydgoszczy. Mieszkańcy kamienicy przy ul. Kozietulskiego 16 latami żyli w smrodzie i strachu za sprawą osobnika, który mieszkał w sąsiedztwie.
W 2014 roku po raz pierwszy opublikowaliśmy tekst tej bulwersującej sprawie poświęcony. Z prośbą o ratunek zwrócili się do nas mieszkańcy kamienicy przy Kozietulskiego 18. Pukali do wszystkich drzwi. Nawet do ratusza zanieśli adresowane do prezydenta miasta pismo z prośbą o pilną interwencję. Nie było żadnej reakcji. Dopiero ciąg naszych publikacji (było ich w sumie osiem) pobudził urzędników do działania.
W sierpniu 2007 roku, prawie dziesięć lat temu, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego stwierdził, że budynek przy ul. Kozietulskiego 18 „znajduje się w stanie technicznym zagrażającym bezpieczeństwu życia i mienia” i wydał decyzję nakazującą właścicielowi jego całkowite opróżnienie i zabezpieczenie przed dostępem osób postronnych. Decyzji nadano rygor natychmiastowej wykonalności.
Lokatorzy opuścili dom, za wyjątkiem pana Marka. Powiatowy inspektor nadzoru budowlanego nie przejmował się tym, że jego decyzja z rygorem natychmiastowej wykonalności jest ignorowana, a dla mieszkańców sąsiedniej kamienicy zaczął się horror, z przerwami na odpoczynek, kiedy pan Marek trafiał za kraty. – Zawsze na początku po powrocie z więzienia mniej pije i mniej się awanturuje – zauważyli ludzie mieszkający przy Kozietulskiego.
Większym problemem niż awantury, zaczepki, pogróżki i wyzwiska był dla mieszkańców smród. Latem okien nie można było uchylać. Dom przy Kozietulskiego 16 był pozbawiony prądu, gazu, wody i kanalizacji , więc z ogrodu pan Marek, do którego z czasem wprowadziła się konkubina, zrobił wychodek i śmietnisko, a raz w roku spalał śmieci w gigantycznym ognisku.
Po naszej pierwszej publikacji („Śmierdzący problem ignorowany przez prezydenta Bruskiego” ), powiatowy inspektor nadzoru budowlanego wydał w październiku 2014 postanowienie o ukaranie mieszkającego w Częstochowie właściciela nieruchomości grzywną, ale czas płynął, a pan Marek nadal „uszczęśliwiał” mieszkańców kamienicy przy Kozietulskiego 18.
Wtedy przypomnieliśmy panu inspektorowi przepisy. Mówią one, że nadzór budowlany ma obowiązek wyegzekwowania na właścicielu nieruchomości opróżnienie budynku grożącego zawaleniem.
Wreszcie, po dziesięciu latach, ten obowiązek wypełnił. Komornik wyprowadził pana Marka z posesji przy Kozietulskiego 16. - Przyjechały dwa radiowozy, bo chyba przypuszczali, że pan Marek będzie się stawiał – opowiada mieszkanka sąsiedniej kamienicy. Nie stawiał się!
Dlaczego nie wyeksmitowano go dziesięć lat temu?