Z Bogną Derkowską-Kostkowską, historykiem sztuki, szefową Pracowni Dziedzictwa Kulturowego Kujawsko-Pomorskiego Centrum Kultury, autorką książki o Józefie Święcickim i Bydgoszczy jego czasów, rozmawia Ewa Starosta.
- Sprechen Sie Deutsch?
- Nicht so viel.
- Mówić może nie, ale za to dużo pani z pewnością czyta. Zbierając materiały do książki, musiała pani przejrzeć mnóstwo dokumentów z czasów zaboru pruskiego, a więc pisanych po niemiecku. I to gotykiem!
- Na szczęście załapałam się w Liceum Plastycznym na nauczycielkę, która uznała, że jak ktoś mieszka w Bydgoszczy, powinien wiedzieć, jak wyglądają litery alfabetu gotyckiego i nas wtajemniczyła.
- Pani praca trochę przypomina dziennikarstwo śledcze.
- Dzieje Bydgoszczy to ciągle mało spenetrowana dziedzina.
- To znaczy, że do śmierci ma pani co robić.
- I jeszcze dużo zostanie dla innych. Pracuję w zespole, który drąży różne tematy niczym kropla skałę i ciągle wiemy, że prawie nic nie wiemy.
- W jaki sposób prowadzi się śledztwo dotyczące osoby, która zmarła 104 lata temu? W katalogu archiwum nie ma przecież hasła „Święcicki”.
- Nie ma też hasła „Budowniczowie”. Natomiast znajdują się w Archiwum Państwowym dokumenty budowlane bydgoskiego magistratu. Teczek, które trzeba przerzucić, są tysiące.
- Oprócz dokumentów są do przejrzenia gazety z XIX i początków XX wieku.
- To punkt wyjścia do szukania danych związanych z biografią. Znana była na przykład informacja, że Święcicki zmarł w 1913 roku, ale bez dokładnej daty. Dlatego trzeba było przejrzeć kartka po kartce „Bromberger Zeitung”, żeby poszukać nekrologu. Zaczęłam od stycznia i kiedy doszłam do listopada, to znalazłam.
- I teraz już wiadomo, że Józef Święcicki zmarł 2 listopada.
- To pomogło w ustaleniu daty urodzin. W nekrologu był podany wiek zmarłego. Można było więc zacząć żmudne przeglądanie akt parafialnych, żeby sprawdzić, czy przypadkiem nie urodził się w Bydgoszczy.
- Dzięki pani poszukiwaniom wiemy, że był rodowitym bydgoszczaninem. A jak pani się dowiedziała, że jego biologiczny ojciec był szewcem, pił jak szewc i zapił się na śmierć?
- W dokumencie chrztu Józefa Święcickiego są wpisane imiona rodziców, więc zaczęłam czytać starsze księgi parafialne. Najpierw wychwyciłam jego rodzeństwo, potem zaczęłam szukać daty ślubu rodziców i w końcu natrafiłam też na akt zgonu ojca. Kapłan skrupulatnie odnotował przyczynę śmierci Franciszka Święcickiego - delirium.
- Nie mają lekkiego życia rodziny pijaków.
- Matka Święcickiego musiała być energiczną kobietą, bo zabrała dzieci z najmłodszym Józefem i wyprowadziła się. Żyła w separacji z mężem.
- To chyba była rzadkość w tamtych czasach.
- Tak, ale zdarzały się takie przypadki. W księgach adresowych trafia się czasem przy nazwiskach niektórych pań na adnotację „separacja”.
- Matka Święcickiego udanie wyszła drugi raz za mąż. Nim ukazała się o książka o Józefie Święcickim napisała pani artykuł o Antonim Hoffmanie.
- Zbierając materiały na temat Święcickiego, dotarłam do informacji o jego ojczymie. A jeśli się zna Marka Romaniuka, od czasu do czasu trzeba obowiązkowo coś napisać do „Kroniki Bydgoskiej”.
- Święcicki stawiał pierwsze kroki pod okiem Hoffmana.
- Hoffman budował domy bardzo podobne do siebie, niemal identyczne. Posługiwał się schematem, projektując fasady. Był zachowawczy stylistycznie, a Święcickiego charakteryzowała twórcza inwencja. Pod swoimi projektami używał na początku podwójnego nazwiska - Święcicki Hoffman - dopóki nie zdobył wymaganych uprawnień.
- Obecnie chwalimy się najokazalszymi budynkami autorstwa Święcickiego. A co on radził zwiedzać w Bydgoszczy w swoim przewodniku po mieście z 1907 roku?
- Chwalił się Gdańską, proponował spacer w rejon Wieży Ciśnień. Za warty obejrzenia uważał gmach Dyrekcji Kolei. Spacer obejmował całe miasto. Oczywiście, Święcicki zachęcał też do złożenia wizyty w bydgoskich lokalach, na przykład w kawiarni Wiedeńskiej, która mieściła się po sąsiedzku zaprojektowanego przez niego hotelu „Pod Orłem”. W swojej książce opisałam dokładnie, jak Święcicki oprowadzał po mieście, na podstawie jego przewodnika.
- Niestety, książki pt. „Bydgoszczanin i budowniczy. O Józefie Święcickim, architekturze i Bydgoszczy 1859-1913” nie ma w księgarniach. Miłośnicy najsłynniejszego bydgoskiego budowniczego nie wiedzą, ani gdzie ją można nabyć, ani czy ich stać na jej kupienie.
- Książkę za 39 zł można kupić na przykład w Kujawsko-Pomorskim Centrum Kultury na pl. Kościeleckich czy w Bydgoskim Centrum Informacji przy Niedźwiedzia.

- Zakres pani zainteresowań jest bardzo szeroki: portrety z początków XX wieku, bydgoscy budowniczowie, zieleń miejska, kawiarnie bydgoskie sprzed stulecia.
- Wszystko, co wiąże się z Bydgoszczą końca XIX wieku i początku XX, kiedy następuje niesamowity rozwój miasta, jest ogromnie frapujące. Nie można zawęzić badań do osiągnięć jednej osoby, bo ona nie żyła w próżni, ale w konkretnym otoczeniu. Trzeba odtworzyć tę nieistniejącą już rzeczywistość, cegiełka za cegiełką, bo jedno wynika z drugiego. Nie opisuję w książce życia i dokonań Święcickiego, ale także Bydgoszcz czasów Święcickiego i architekturę przełomu XIX i XX wieku w naszym mieście.
- Bydgoszcz jest unikatowa pod względem zabytków industrialnych.
- Nie ulega wątpliwości. Uważam, że trasę TeH2O można by jeszcze wzbogacić.
- O co?
- Na pewno o „Kabel” z 1920 roku, o „Pasamon” (od 1924 roku niezmieniony w zasadzie zakres produkcji), o kilka obiektów związanych z żeglugą.
- Zabudowa ulic bydgoskich z przełomu XIX i XX wieku też jest jedyna w swoim rodzaju. Mieliśmy szczęście do utalentowanych budowniczych i, używając współczesnego określenia, „architektów miasta”.
- Oni byli przez magistrat zatrudniani z konkursu, na jedną kadencją.
- Carl Meyer, o którym niedawno pisaliśmy, pracował dwie kadencje, aż do emerytury.
- Ale był bardzo dobry! Zresztą wszyscy bydgoscy radcy budowlani byli naprawdę dobrzy, poczynając od XIX wieku aż do wybuchu II wojny światowej.
- Chyba to nie przypadek, że Bydgoszcz była nazywana małym Berlinem.
- Wiele wzorców napływało do Bydgoszczy z Berlina. Stolice zawsze oddziałują, a nasze miasto pod zaborem pruskim pozostawało bardzo długo. Mieliśmy wtedy tak dużo połączeń kolejowych z Berlinem, że wymiana trwała cały czas.
- Lepsze niż teraz z Warszawą?
- Zdecydowanie! Nie mamy tylu połączeń z Warszawą, co z Berlinem w czasach Święcickiego. Czerpano stamtąd nie tylko wzory architektoniczne, naśladowano też styl życia. Jakby tak popatrzeć, to mieliśmy w Bydgoszczy wszystko: i dobry teatr, i bardzo dobre koncerty, i dużo zieleni oraz urzędów, i bardzo dużo lokali gastronomicznych, od bardzo ekskluzywnych po zwykłe bary. Istniały kompleksy restauracyjno-ogrodowo-rozrywkowe, takie typowo rewiowe, na wysokim poziomie, i takie dla niewiele zarabiających mieszkańców. Jedni jedli zupę z żółwia, inni kaszankę, ale zabawa była.
- Gdyby Józef Święcicki zobaczył dzisiejszą Bydgoszcz, co by go ucieszyło, a co załamało?
- Na pewno załamałyby go nieszczęsne reklamy.
- A od strony architektonicznej? Pewnie nowe spichrze by mu się nie spodobały.
- Sądzę, że mogłyby mu się spodobać. Był przecież świadkiem pojawiania się nowych stylów. Zdawał sobie sprawę, że architektura to żywa tkanka, a stylistyka jest odzwierciedleniem czasów. Załamać by go mogła jakość, brak wpasowania niektórych form do istniejących układów przestrzennych, przeskalowanie, z jakim mamy do czynienia przy okazji budowy na pl. Kościeleckich. Nie jestem przeciwniczką nowoczesnej architektury, ale wkraczając w dawną zabudowę musi zachowywać skalę i uwzględniać kontekst.
