Mam nadzieję, że Czytelnicy wybaczą mi ten osobisty ton. W rocznicę nadania praw miejskich Bydgoszczy warto jednak spojrzeć na miasto bardziej emocjonalnie. A ja naprawdę lubię Bydgoszcz.

Krew na bruku

Jeśli miałbym do dyspozycji maszynę umożliwiającą podróże w czasie, ale nie w przestrzeni, to wybrałbym lata międzywojnia. Pewnie w czasach kazimierzowskich, w dobie napoleońskiej, w kwitnącym pod pruskim zaborem Brombergu było piękniej i spokojniej. Ale jednak mnie najbardziej pasjonuje okres międzywojenny. Od przejęcia przez Jana Maciaszka władzy w mieście z rąk Hugo Wolffa, do dnia napaści hitlerowców na Polskę, kiedy to obudziły się demony w duszach niemieckich bydgoszczan.

Międzywojenna Bydgoszcz była ukoronowaniem wcześniejszej historii miasta pogranicza, jakim zazwyczaj było nasze miasto. Między Prusami, zaborem rosyjskim a Polską tętniło życie. Gwar międzywojennej ulicy był specyficzny, a tętno miasta ? oszałamiające. Nie bez powodu nazywano czasem Bydgoszcz ?Małym Berlinem?. Warto zobaczyć w Muzeum Okręgowym (dokładniej w Spichrzu przy ul. Grodzkiej) wystawę ?Od Starego Rynku do Placu Wolności. Spacer ulicami międzywojennej Bydgoszczy?, żeby poczuć ten specyficzny klimat miasta.

Uwielbiam zdjęcia międzywojennej Bydgoszczy, ówczesne pocztówki, wspomnienia mieszkańców (polecam rewelacyjne, choć chyba trochę zaniedbane Archiwum Historii Mówionej ?Pamięć bydgoszczan? prowadzone w internecie przez UKW). Wyłania się z nich obraz miasta, jakiego dzisiaj już nie ma w granicach Rzeczpospolitej. Może trochę w tę stronę idzie Gdańsk, może Warszawa, może Kraków. Bydgoszcz taka była przed wojną.

Jaka? Otwarta, radosna, bogacąca się, bez kompleksów. Tutaj robili wspólne interesy i wspólne potańcówki Polacy, Niemcy i Żydzi. Tutaj mieszkali wreszcie także Rosjanie, Tatarzy, Szwedzi. Katolicy, protestanci, żydzi, prawosławni. Prawdziwe miasto pogranicza, gdzie wszyscy czują się dobrze, bo są u siebie.

A potem nastąpiło kilka lat, po których z miasta zostały niektóre domy i wspomnienia nielicznych żywych mieszkańców.

Prawdziwa stolica

Bydgoszcz miała i pecha, i szczęście zarazem, że nie była nigdy utożsamiana z żadnym regionem geograficznym, choć jest przecież kujawskim miastem. W zależności od politycznych wiatrów była włączana do Pomorza (z silnym Gdańskiem), Wielkopolski (z mocnym Poznaniem). Jeśli była nie tylko faktycznym, ale i nominalnym liderem województwa, to albo samodzielnie, albo z Toruniem, co nigdy na dobre kazimierzowskiemu miastu nie wychodziło.

Bardzo wiele osób, które odwiedza Bydgoszcz po raz pierwszy mówi, że spodziewało się czegoś innego. Mniej interesującego, nudniejszego, bezbarwnego, mniejszego. Zresztą, wychodząc z dworca Bydgoszcz Główna można rzeczywiście mieć zaniżone oczekiwania. Oby prowadzona właśnie przebudowa ul. Dworcowej odmieniła tę wizytówkę miasta.

Bydgoszcz jest miastem ludzi spokojnych, przekonanych o tym, że ich miasto stanowi faktyczną stolicę regionu, czy się to komuś podoba, czy też nie. Wiele osób traktuje ten spokój jako oznakę słabości. Błędnie.

Testament
Mamy do wypełnienia wiele testamentów. Od marzeń Jana Maciaszka i honoru Leona Barciszewskiego do konsekwencji Andrzeja Szwalbego i wizjonerstwa Sebastiana Malinowskiego. Mamy z kogo być dumni i z kogo brać przykład.

Marzy mi się bydgoski metropolizm, choć wiem jak wiele środowisk histerycznie reaguje na wszelkie -izmy, nie wnikając w ich istotę.
Ja się czuję bydgoskim patriotą, choć to dla niektórych tak ?brzydki? wyraz. I kiedy młoda dziewczyna, przyjaciółka spod Bydgoszczy komentuje znaną animację ? symulację widoku Starego Rynku z odbudowaną Zachodnią Pierzeją ? ?Bydgoszcz kiedyś musiała być przecudowna!?, to się na chwilę wzruszam. Ale po chwili już się we mnie burzy krew i chcę krzyczeć: to zróbmy wreszcie tak, żeby było jak kiedyś! Żebyśmy byli wszyscy dumni z Bydgoszczy! Można zniszczyć miasto, ale nie można do końca zabić jego ducha. Wskrześmy go wspólnie. Jeśli nie dla nas, to dla naszych dzieci.