Decyzja resortu infrastruktury oznacza, że budowa kolejnego odcinka S5 – drogi strategicznej z punktu widzenia rozwoju Bydgoszczy – zaczyna przybierać bardziej realne kształty. Przypomnijmy, że już kilkakrotnie była ona powodem licznych kontrowersji i protestów m. in. samorządowców i parlamentarzystów. Krótko przed wyborami media ujawniły, że inwestycja spadła na ministerialną listę projektów rezerwowych i może być realizowana dopiero po roku 2020 lub nawet 2026.
Ostatnie rozstrzygnięcia stwarzają szanse, że nastąpi to znacznie wcześniej. Jak poinformował bydgoszcz24.pl rzecznik bydgoskiego Oddziału GDDKiA Tomasz Okoński, na przełomie grudnia i stycznia drogowcy planują ogłoszenie długo oczekiwanych przetargów na projekty budowlane. Będzie ich siedem – tyle na ile odcinków podzielono budowę przyszłej drogi. – To nasz pomysł, którego zastosowanie oznacza wiele korzyści – wyjaśnił Okoński. – Dzieląc budowę na mniejsze odcinki będzie nam łatwiej uzgadniać szczegóły projektowe z lokalnymi samorządami, a potem realizować samą inwestycję. Jeśli roboty na którymś z odcinków trzeba byłoby wstrzymać, na przykład z powodu odkryć archeologicznych, na pozostałych będą mogły toczyć się dalej.
Rzecznik nie ujawnił, ile pieniędzy GDDKiA zamierza przeznaczyć na dokumentację, ani jaką formę mają mieć przetargi. Powiedział jednak, że według szacunków drogowców przygotowanie projektów powinno potrwać od 1,5 roku do 2 lat. Kolejnym krokiem będzie wystąpienie o pozwolenie budowlane.
Ważność dokumentacji wynosi 3 lata, z czego wynika, że budowa S5 musiałaby się zacząć przed rokiem 2017. Na przeszkodzie inwestycji może jednak stanąć brak pieniędzy. Umieszczenie projektu na liście rezerwowej oznacza, że jego realizacja będzie uzależniona od środków pochodzących z UE (w przeciwieństwie do inwestycji priorytetowych, które gwarantuje Skarb Państwa). Tymczasem nowy unijny budżet pozostaje wciąż nieznany, a sytuację pogarsza kryzys finansowy rozlewający się na kolejne kraje Wspólnoty.