Dzisiejsza sesja Rady Miasta Bydgoszczy zwołana została w trybie nadzwyczajnym na wniosek prezydenta Bydgoszczy Rafała Bruskiego. Celem jej było wsparcie 160 tys. bydgoszczan, którzy podpisali się pod inicjatywą obywatelską utworzenia w Bydgoszczy uniwersytetu medycznego. Wybrany przez prezydenta sposób zwołania sesji oznacza, że zaproszeni na obrady ministrowie nauki i szkolnictwa wyższego oraz zdrowia, Jarosław Gowin i Konstanty Radziwiłł, o poniedziałkowych obradach dowiedzieli się przed minionym weekendem. Z ministerstw nadeszły noty o odmowie. Zaproszony na sesję rektor UMK również odmówił obecności, a jej powody przedstawił w rozesłanym mediom liście.
- Żałuję, że nie jest z nami obecny rektor UMK, prof. Andrzej Tretyn. Byłaby to najlepsza okazja do zaprezentowania swoich argumentów. Władze UMK zdają się nie dostrzegać faktu poparcia dla utworzenia uniwersytetu medycznego 160 tysięcy mieszkańców – stwierdził prezydent Bydgoszczy, przypominając, że 12 lat temu gdy włączano bydgoską Akademię Medyczną w struktury UMK dyskusji w ogóle nie było. Rafał Bruski podkreślił, że decyzja o włączeniu uczelni z jednego miasta do innej uczelni w innym mieście nie ma precedensu. – Gdzie w Polsce jest uczelnia w dwóch miastach? Takiej formuły nie ma w Polsce – stwierdził i uzasadnił, że nawet w jednym mieście czy to w Warszawie, Poznaniu czy Gdańsku uniwersytety medyczne nie łączą się z uniwersytetami bezprzymiotnikowymi, bo pozbawione to jest sensu. – Wierzę w uszanowanie woli 160 tysięcy bydgoszczan. Zdecyduje sejm, opiniować będzie rząd – podkreślił polityczny wymiar przyszłej decyzji.
Poseł Zbigniew Pawłowicz (PO), pełnomocnik Komitetu Obywatelskiego inicjatywy ustawodawczej utworzenia uniwersytetu medycznego zwrócił uwagę, że spór między Bydgoszczą a Toruniem idzie o najwyższą stawkę. – Powstanie uniwersytetu medycznego to dla miasta cel strategiczny – stwierdził i uzasadnił to następująco: trzy wydziały Collegium Medicum dodane do wszystkich wydziałów UMK w Toruniu tworzą największy uniwersytet w regionie. Gdyby w przyszłości te trzy wydziały weszły w związek uczelni wyższych w Bydgoszczy, razem z UKW i UTP, to taki zintegrowany uniwersytet byłby największy w województwie. – Mam nadzieję, że będzie to dobra zmiana dla Bydgoszczy i bydgoszczan – posłużył się parafrazą znanego już powiedzenia poseł Pawłowicz.
Dyskusja, jaka po tych wystąpieniach rozgorzała, miała trzy etapy: w pierwszym, w którym głos zabierali radni, było ostro, w drugim przemówili posłowie – było dyplomatycznie i polemicznie, w trzecim swoje uwagi i przemyślenia przedstawili głównie pracownicy naukowi związani z Collegium Medicum i było rzeczowo, krytycznie z jednej, optymistycznie z drugiej strony. Sporu nie było, wszyscy politycy byli za powołaniem samodzielnego uniwersytetu, a krytyka odnosiła się bardziej do intencji, wcześniejszych zaniedbań i braku wiarygodności, które zarzucali adwersarzom.
Marek Gralik (PiS) wytknął, że ze względu na sposób zwołania sesji i brak konsultacji nie udało się prezydentowi doprowadzić do starcia zwolenników i przeciwników utworzenia uniwersytetu. – Było oczywiste, że ten cel nie zostanie osiągnięty – stwierdził. Bogdan Dzakanowski podważył wiarygodność polityków PO, wypominając obecnemu na sesji posłowi Pawłowi Olszewskiemu, że w 2004 roku był radnym i wtedy, gdy powstało zagrożenie wcielenia Akademii Medycznej w struktury UMK twierdził, że zwoływanie sesji rady miasta i przeciwdziałanie temu nie ma sensu, bo jest za późno, a decyzja zapadła. – Dlaczego pan nie był u rektora, u ministrów, dlaczego ich pan nie przekonywał jak torunianie. Co pan zrobił, by powstał jeden duży uniwersytet? – zarzucał brak działania Rafałowi Bruskiemu Bogdan Dzakanowski.
Prezydent komentował taki głos stwierdzeniem, że po drugiej stronie Wisły wszyscy mówią jednym głosem, u nas musi dochodzić do rozliczeń. – Nie będę w tym uczestniczył – powiedział.
Stefan Pastuszewski (PiS) stwierdził, że dyskusja jest spóźniona. – Rok temu radna Szabelska proponowała stworzenie programu “Akademicka Bydgoszcz”. Pan to odrzucił, uzasadniając to brakiem kompetencji samorządu – zarzucił Bruskiemu Pastuszewski, stwierdzając, że akademickość należy traktować poważnie, a nie doraźnie.
Zaproszonych gości za “głosy radnych PiS po znakomitych wystąpieniach prezydenta i posła Pawłowicza” przeprosił Maciej Zegarski (PO). Używając metafory określił, że głos Marka Gralika winien być leczony antybiotykiem, a Bogdana Dzakanowskiego – amputacją. Rafał Piasecki (PiS) bronił kolegów z klubu: – Tyle pan myślał, że przez pięć lat nic pan nie wymyślił – wytknął Zegarskiemu Piasecki i argumentował, że zakładany przez prezydenta scenariusz skazany był na fiasko, bo trudno oczekiwać przyjazdu ministrów na dyskusję bez uzgodnienia, pięć dni przed terminem. – Apelujecie, by nie bić “politycznej piany”, a sami ją bijecie. Wciągnął nas pan i 160 tysięcy mieszkańców w ślepy zaułek – dowodził Piasecki.
Wtedy Monika Matowska (PO) zauważyła, że argumenty polityczne biorą górę nad merytorycznymi, a Jakub Mendry (SLD) przepraszał gości sesji za radnego Piaseckiego. – W Toruniu taka sytuacja byłaby nie do pomyślenia. Czy to już obrona podjętej decyzji politycznej, która zapadła? – pytał radnych PiS.
Prorektor ds. CM UMK prof. Jan Styczyński przypomniał, że głosowanie w sprawie poparcia utworzenia uniwersytetu wśród członków Rady Collegium Medicum UMK nie było jednoznaczne. 9 osób głosowało za, 5 przeciw, 2 wstrzymały się od głosu, a 3 nie wzięły w nim udziału. Natomiast w Toruniu Senat UMK głosował następująco: 37 osób poparło zachowanie integralności uniwersytetu, 5 było przeciw, a 6 wstrzymało się od głosu.
Poseł Tomasz Latos (PiS) stwierdził, że bydgoska rada nie dała ministrom nauki i zdrowia szansy wzięcia udziału w sesji. – Nie wiem jakie teraz są standardy, ale zapraszając ministrów w środę nie dano im szansy na udział. Z ramienia rządu projektem zajmować będzie się minister Aleksander Bobko. Dzisiaj jest za granicą. Poza tym 10 marca są wybory na rektora UMK i trwa tam kampania wyborcza. Dlaczego nie wytrzymano się do 10 marca? Nie rozumiem tego. Wręcz zmuszamy Toruń do twardego stanowiska – dowodził Latos. Parlamentarzysta PiS stwierdził, że 160 tysięcy podpisów poparcia dla uniwersytetu jest rezultatem frustracji bydgoszczan, wywołanej nie tylko sprawą uniwersytetu, ale również metropolii i dystrybucji środków unijnych na inwestycje. Za ten stan rzeczy odpowiedzialnością obarczył marszałka Piotra Całbeckiego. – Jeśli mówimy kto rządzi w sejmie, mówmy też kto rządzi w województwie. Mówicie, że mamy ponad 230 posłów, ale wy przez 8 lat razem z PSL-em mieliście więcej i co? Nie można było tego projektu przeprowadzić rok temu? – pytał Latos.
Dziekan Wydziału Lekarskiego CM UMK prof. Jacek Kubica powiedział, że inicjatywa dr. Pawłowicza przyniesie wiele dobrego dla uczelni niezależnie jak się zakończy. Apelował, by przy podejmowaniu decyzji kierować się rozwagą. Stwierdził, że CM UMK bardzo dynamicznie się rozwija, ale status uczelni jest delikatny jeśli weźmiemy pod uwagę rywalizację z UMK. – Collegium Medicum ma 3 wydziały i 22 kierunki. Wystarczy, że odejdą pojedyncze osoby, a trzeba będzie zamykać kierunki, a wydziały mogą tracić prawo do doktoryzowania – wskazał prof. Kubica. Przypomniał, że jeszcze niedawno przy najmniejszych dochodach spośród uczelni medycznych w Polsce CM UMK miało największy deficyt.
Radny sejmiku województwa prof. Maciej Świątkowski przemawiał jako przewodniczący NSZZ “Solidarność” w CM UMK. Zarzucił rektorowi UMK, że od wiele już lat nie przeciwdziała temu, że CM UMK otrzymuje z ministerstwa najniższą dotację na jednego studenta: 15 tys. zł, podczas gdy inne uczelnie 20-25 tysięcy. – Co roku tracimy na tym 25 mln zł, a nikt z władz uczelni nie potrafi tego wyjaśnić. Błąd jest na poziomie ministerstwa, ale czy rektor UMK przeciwdziałał temu? – pytał prof. Świątkowski i dodał, że na tę niegospodarność nakłada się wiele błędnych decyzji dotyczących wykorzystania aparatury badawczej i sprzętu medycznego wielomilionowej wartości. Wskazał, że zadłużenie szpitala Jurasza jest dramatyczne. – Rektor UMK zastawił wszystkie budynki UMK i zaciągnął pożyczkę na 100 mln zł w Agencji Rozwoju Przemysłu. Co się stanie z budynkami, jeśli plan naprawy finansów się nie powiedzie? Staną się własnością ARP w Warszawie? – pytał Świątkowski.
Poseł Łukasz Schreiber (PiS) stwierdził, że dyskutujący omijają istotę problemu. – Mamy historycznie fatalną decyzję, a bez uprawiania polityki nie da się powołać uniwersytetu. Decyzja nie leży w rękach rządu czy większości parlamentarnej, a całego sejmu. Podziały w poszczególnych klubach będą zachodzić pionowo i poziomo. Żaden z klubów nie będzie mieć dyscypliny. Od 12 posłów bydgoskich i od 13 posłów toruńskich zależeć będzie wynik głosowania – powiedział Schreiber i wskazał dwie drogi postępowania. Zdobycie większości w sejmie będzie trudne, bo nawet w Bydgoszczy niektórzy utrudniają sukces dla celów politycznych. Drugim zadaniem będzie uzyskanie zgody senatu UMK, bo bez tej zgody skomplikowane stanie się odzyskanie własności budynków, które teraz pozostają w dyspozycji toruńskiego uniwersytetu.
Teresa Piotrowska (PO) pochwaliła analityczne wystąpienie posła Schreibera i zaapelowała o jedność bydgoskiego środowiska akademickiego, a także o pozytywną kampanię, “by innych posłów przekonywać pozytywnym przekazem”.
Prof. Małgorzata Tafil-Klawe, była prorektor ds. Collegium Medicum UMK oceniła, że z punktu widzenia naszej przyszłości zawsze lepsza jest samodzielność niż bycie częścią większego bytu. Nawiązując do słów prof. Jacka Kubicy stwierdziła, że jeśli w Toruniu powstałby przy UMK wydział lekarski to dobrze i jeśli ktoś z obecnych pracowników CM UMK tam chciałby pracować, to też dobrze. – Jesteśmy wolnymi ludźmi. A Bydgoszcz jest na tyle atrakcyjnym miastem, że i my będziemy w stanie ściągnąć innych naukowców. Mamy olbrzymi potencjał, a lęk jest złym doradcą. Jesteśmy dobrzy i uwierzmy, ze możemy przyszłość budować sami. Przy tym nam nie chodzi o zmianę szyldu, jeden na drugi, ale o uniwersytet medyczny. Relacje z innymi uczelniami – tak, ale na zasadzie partnerskiej, a nie podległości – przekonywała prof. Tafil-Klawe. W takim optymistycznym duchu wypowiedział się również prof. Wojciech Zegarski.
Głos w imieniu Samorządu Studenckiego CM UMK zabrał Piotr Niedźwiecki. Stwierdził, że to Collegium Medicum podnosi prestiż UMK, a nie odwrotnie. – Najbardziej obleganym przez absolwentów wydziałem UMK jest Wydział Lekarski – powiedział i ubolewał, że na uczelni studenci z dialogu na temat przyszłości są wyłączeni, a w studenckich relacjach bydgosko-toruńskich brakuje komunikacji i współpracy.
Debatę podsumował prezydent Rafał Bruski. Na zarzuty o niewłaściwe przygotowanie sesji odpowiadał, że decyzję o jej zwołaniu podjął w czasie weekendu, podczas którego minister Jarosław Gowin gościł w Toruniu. – Zauważyłem, że stoimy obok tego procesu – ujawnił i wyraził nadzieję, że po wyborach rektorów na uczelniach wrócimy do dyskusji. – O uniwersytet medyczny będę walczył jak matka, której zabrano dziecko do adopcji – wyjawił.
Na zakończenie obrad radni jednogłośnie, 24 głosami za, powołali zespół do spraw programu wsparcia Uniwersytetu Medycznego im. Ludwika Rydygiera w Bydgoszczy.