Ubóstwo to nie tylko subiektywne poczucie biedy, ale także termin ekonomiczny. Od połowy lat dziewięćdziesiątych Główny Urząd Statystyczny regularnie przedstawia dane dotyczące zasięgu ubóstwa ekonomicznego. W tych analizach przyjmuje się, że gospodarstwo domowe ? czyli wszystkie osoby wchodzące w jego skład ? uznaje się za ubogie, jeżeli poziom jego wydatków jest niższy od wartości przyjętej za granicę ubóstwa. Tą granicą jest połowa wysokości średnich wydatków ogółu gospodarstw domowych.
W tym kontekście mowa jest jednak o ubóstwie relatywnym. Poziom minimum egzystencji oblicza Instytut Pracy i Spraw Socjalnych i wyznacza w ten sposób granicę ubóstwa skrajnego. Co to znaczy w praktyce? Nie są znane jeszcze dane za ubiegły rok, ale w 2010 r. granicą skrajnego ubóstwa jednoosobowego gospodarstwa domowego była kwota 466 zł. W przypadku gospodarstwa czteroosobowego (dwie osoby dorosłe i dwójka dzieci do 14 lat) skrajne ubóstwo zaczynało się poniżej kwoty 1257 zł. Jeśli chodzi o ubóstwo relatywne, to zaczynało się ono odpowiednio poniżej 665 zł i 1795 zł. Wówczas ? w 2010 roku ? w Polsce w skrajnym ubóstwie żyło 5,7 procenta gospodarstw domowych, a ubóstwie relatywnym ? 17,1 proc.
I tak można byłoby teoretyzować bez końca, ale lepiej spojrzeć na problem przez pryzmat człowieka.
Adam
Jadłodajnia ?Caritasu? znajduje się przy Drukarskiej 6. Uliczka brudna, szara, z odrapanymi, osmolonymi budynkami, śmierdząca uryną i wymiocinami. Dosiadam się do stolika pana Adama. ? Nie wiem, jak się to nazywa, ale ten makaron z warzywami i sosem jest naprawdę dobry ? zachwala pan Adam, który powie później, że gdyby nie obiady przy Drukarskiej, musiałby przymierać głodem. A przecież na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że gdyby go modnie ostrzyc, lepiej ogolić, dać mu garnitur z krawatem ? wypisz-wymaluj dyrektor, biznesmen, ba, nawet minister jakiś. Kto wie, kim rzeczywiście mógłby zostać, gdyby nie alkohol. Przez wódkę stracił wszystko: dom, żonę, pracę, a przede wszystkim zdrowie. Wrak wątroby, zaniki pamięci. ? Na co komu potrzebny alkoholik trzeźwiejący dwunasty rok? ? rzuca nagle ze smutkiem pan Adam. Za flaszkę, dla flaszki, gotów byłby nawet duszę diabłu oddać. Nieraz całą wypłatę potrafił przepić.
? Za dobrych miałem rodziców. Mieszkaliśmy na Wilczaku. Za każdym razem, kiedy wracałem sponiewierany przez wódkę, spłukany co do grosza ? oni przyjmowali mnie pod dach, jak syna marnotrawnego… ? popadł pan Adam w smutne zamyślenie. Jeszcze kilka razy w trakcie wspólnej rozmowy powtórzy, że dziś jest szczęśliwy, że nie pije, że zabrał się za leczenie, że może zacząć na nowo urządzać swoje życie. Choćby za 300 zł miesięcznie. Tyle dostaje z MOP-su. No i te obiady przy Drukarskiej.
Siostra wita
W pierwszej kolejności stołówka obsługuje tych, którzy mają wykupione obiady przez MOPS. 100 posiłków. Albo zupa z wkładką, albo drugie danie ? sześć dni w tygodniu. O godz. 13.00 zaczyna się wydawanie 250 zup dla bezdomnych. ? Nie zawsze, a raczej rzadko kiedy jest wówczas cicho i spokojnie ? informuje kierownik placówki Piotr Lewandowski. ? Bijatyki, picie denaturatu po ubikacjach. Wezwania policji są na porządku dziennym. Czasem policjanci w ogóle na Drukarską nie docierają. Dzwonią i pytają: ? Czy już się tam u was uspokoiło, bo nie mamy patroli.
Po godzinie 13.00 na ulicy Koronowskiej 14, przed drzwiami Kuchni Dla Biednych prowadzonej przez siostry Albertynki, panuje cisza i spokój. Widać zakończyło się wydawanie posiłków. Ale nie jestem sam. Niemal równo ze mną dociera sympatyczna pani w średnim wieku. Pukamy do drzwi. Otwiera jedna z sióstr. Za chwilę dowiem się, że to siostra Wita, przełożona.
- Siostrzyczko, dostanę coś jeszcze? ? pyta kobieta. ? Niestety, nic już nie mam ? odpowiada siostra Wita.
Żadne inne zdanie nie przechodzi przez gardło siostrze Wicie z większym trudem niż to, że ?nie ma już nic do jedzenia?. Niedawno nawet bułkami czy chlebem nie mogła poratować głodnych, bo choć nie najstarszy, ale wysłużony samochód do wożenia towarów zupełnie odmówił posłuszeństwa. Gdyby z poznańskiej prowincji nie dostała wsparcia finansowego na naprawę, przyszło by jej czekać tylko na cud. Każdego dnia Kuchnia Dla Biednych wydaje 200 porcji.
? Któregoś dnia było już tak źle, że zrozpaczona wyszłam z klasztoru i ze złożonymi do modlitwy rękami szłam przed siebie błagając Boga, by na mojej drodze postawił mi kogoś, kto podzieli się z nami czymkolwiek do jedzenia. Kości na zupę od rzeźnika, poturbowane owoce, produkty niesprzedane w danym dniu w barach lub restauracjach, nadwyżka cebuli, ziemniaków, buraków czy innych warzyw od okolicznych rolników. Dla jednych balast ? dla mnie i dwustu ?moich? biedaków, byłoby skarbem! ? mówi siostra Wita, wierząc, że Bóg pomoże darczyńcom trafić na Koronowską.
Skrót artykułu za: “Ilustrowany Kurier Polski”. Nowy numer już w kioskach!