Ogonki do biletomatów formują się głównie przed początkiem nowego miesiąca. Sama wielokrotnie czekałam w takiej kolejce tylko po to, aby od zdenerwowanych ?kolejkowiczów? dowiedzieć się, że automat nie działa, zacina się lub co gorsza, właśnie połknął komuś ?stówę?.
- Próbowałam skorzystać z automatu pod rondem Jagiellonów i niestety, maszyna połknęła mój banknot. Zostałam bez biletu i bez pieniędzy. Oczywiście zgłosiłam sprawę Zarządowi Dróg i na szczęście odzyskałam pieniądze, ale kosztowało mnie to nerwy i czas. Teraz już nie ryzykuję i zawsze doładowuję kartę w kioskach, wolę nie ryzykować korzystania z samoobsługowych automatów ? mówi pani Agata.
Podobnych przypadków jest wciąż sporo. Automaty zamiast działać sprawnie i ułatwiać mieszkańcom korzystanie z karty miejskiej coraz częściej zawodzą. Oczywiście Bydgoską Kartę Miejską można także doładować w kioskach i salonikach prasowych. Tu jednak rodzi się pytanie. Po co miasto wydało tyle pieniędzy na coś, co nie spełnia dobrze swojej funkcji i notorycznie się psuje bądź nie przyjmuje określonych banknotów?
Jest akurat początek miesiąca, biorę więc swoją kartę miejską, aby za pomocą samoobsługowego automatu zakodować na niej bilet. Biletomat numer jeden ? pod rondem Jagiellonów. Wkładam kartę, wybieram rodzaj biletu, przechodzę do płatności ? i tu zaczynają się schody. Automat nie przyjmuje stuzłotowego banknotu i automatycznie przerywa transakcję. Powtarzam czynność jeszcze raz z tym samym efektem.
- Musi pani rozmienić pieniądze, ten automat w ogóle banknotów o takim nominale nie przyjmuje ? mówi ktoś z formującej się za mną kolejki. Wychodzę wiec z kolejki i próbuję rozmienić pieniądze w jednym z okolicznych sklepików ? niestety bez skutku. Podobnie w kilku innych. – Na początku miesiąca wszyscy płacą ?grubymi?, a poza tym wszyscy chcą drobne do tego automatu. Pracuję tutaj i widzę, jak często ludzie się denerwują przez tę niby nowoczesną maszynę. Nie rozmieniam, bo nie mam, niestety ? mówi sprzedawczyni ze sklepu spożywczego pod rondem Jagiellonów.
Automat numer dwa: ulica Focha nieopodal Opery. Sytuacja podobna jak w przypadku poprzedniego automatu, biletomat nie chce przyjąć banknotu. W końcu, w drodze do trzeciego biletomatu przy placu Kościeleckich udaje mi się rozmienić pieniądze. Z nadzieją przystępuję do transakcji, wkładam kartę i… automat się zawiesza. Wyjmuję kartę, wkładam jeszcze raz… i nic, nie można odczytać danych.
I tak, licząc w myślach do dziecięciu, aby się uspokoić, wędruję do najbliższego kiosku, w którym mieści się punkt Bydgoskiej Karty Miejskiej i spokojnie kupuję bilet. I nie wiem, czy w przyszłym miesiącu skorzystam z biletomatu, bo mam już dość przygód na jakiś czas. Tak jak ja robi coraz więcej bydgoszczan. Ludzie tracą zaufanie do maszynerii, która notorycznie zawodzi i trudno im się dziwić.
Na temat awaryjnych biletomatów mogą wypowiedzieć się także kioskarze, którzy obsługują automaty Bydgoskiej Karty Miejskiej. Często trafiają do nich sfrustrowani klienci, którym nie udało się dokonać transakcji przy pomocy samoobsługowej maszyny.
- Automaty te są bardzo awaryjne, ustawicznie zdarza się, że przychodzą do nas ludzie, którym biletomat źle zakodował bilet lub ?połknął? pieniądze. Niestety, ja nie mogę z tym nic zrobić. Biletomat, który mam w kiosku działa na podobnej zasadzie, również często się zawiesza, jednak ja mogę urządzenie to zresetować i pracować na nim dalej. Osoba, która doładowuje kartę w samoobsługowym automacie takiej możliwości niestety nie ma ? mówi Janusz Smolak z kiosku przy Nowym Rynku.
- Słyszałam, że w ogóle nie spełniają swojej funkcji, chciałam się nauczyć z nich korzystać, ale teraz widzę, że to zupełnie bez sensu. Nie ma co ufać tym maszynom ? mówi jedna z posiadaczek karty miejskiej, która przyszła doładować ją w kiosku przy Nowym Rynku. Sprzedawca podkreśla również, że często osoby, którym automat źle zakodował bilet mają niewielkie pole manewru. Z tak zakodowaną kartą kioskarz może już niewiele zrobić i jedyny ratunek pozostaje w biurze obsługi klienta Bydgoskiej Karty Miejskiej.
Również na forach internetowych można zaleźć całe rzesze niezadowolonych z takiej sytuacji internautów. Piszą, że automaty nie przyjmują gotówki, niemożliwa jest płatność kartą, a także że zakodowanie wcześniej zakupionego biletu przez internet za pomocą samoobsługowego biletomatu graniczy z cudem. Automaty mają też tendencję do ?pożerania? drobnych lub – co gorsza – banknotów. Z taką sytuacją spotkała się pani Hanna, która dzisiaj korzysta już tylko z doładowań karty w kiosku. – Odzyskałam pieniądze, ale straciłam na to tyle czasu, załatwiania i stresu, że teraz omijam już automaty z daleka. Sytuacja miała miejsce jakieś trzy miesiące temu pod rondem Jagiellonów. Chciałam wykupić sieciówkę na następny miesiąc i wszystko szło dobrze do momentu włożenia banknotu do biletomatu. Automat banknot przyjął i w tym momencie się zawiesił. Potem musiałam tłumaczyć całą sytuację w Biurze Obsługi Klienta i czekać na zwrot gotówki. Wolę już nie ryzykować takich przygód i innym też radzę korzystać z automatów obsługiwanych przez sprzedawców w kioskach ? mówi pani Hanna.
Już w 2011 roku Zarząd Dróg Miejskich i Komunikacji Publicznej zapewniał, że usuniecie awarii to tylko kwestia czasu i że automaty ?muszą dostosować się do systemu?. Czas jednak mija, a awarie jak były, tak są. Co na to wszystko ZDMiKP odpowiadający za automaty? Rzecznik tej instytucji, Krzysztof Kosiedowski na pytanie o awaryjność biletomatów nie chce odpowiedzieć. Według niego stronnicze jest stwierdzenie, iż automaty Bydgoskiej Karty Miejskiej są awaryjne, a bydgoszczanie skarżą się na ich działanie.
Kontaktuję się więc z Mennicą Polską, która jest operatorem biletomatów.
- Ze statystyk wynika, że awaryjność automatów w Bydgoszczy jest niska i wynosi około 0,1%. Oznacza to, że mniej więcej raz na 3-4 dni jeden z dziesięciu bydgoskich biletomatów dotyka usterka. Najczęściej dzieje się tak z powodu mechanicznego uszkodzenia np. zaklejenia wlotu gumą do żucia lub papierem, w wyniku czego nie można zapłacić za usługę. W Bydgoszczy jest czterech serwisantów, którzy usuwają zgłoszone usterki w czasie około godziny. Jedynie w przypadku Fordonu czas ten może się nieco wydłużyć ? wyjaśnia Mariusz Przybylski, rzecznik prasowy Mennicy Polskiej.
Co jednak z moją ?stówą?, której automaty nie chciały przyjąć?
- Biletomat nie przyjmie banknotu, który jest uszkodzony lub pogięty. Nie można również zapłacić np. stuzłotowym banknotem za bilet, którego koszt wyniósł mniej niż 50 zł – automaty nie wydają takiej dużej reszty. Maszyny te nie przyjmują także zniszczonego bilonu. W obiegu wciąż są pięciozłotówki z 1994 roku, które są po prostu zużyte i nasz automat, podobnie jak np. maszyna z napojami, takich monet nie przyjmie. Na takim poziomie ustalone są normy i nie możemy ich zmienić, ponieważ wówczas automaty przyjmowałyby wszystko co przypominałoby monety ? mówi rzecznik Mennicy Polskiej.
Błędna jest więc teoria, wedle której maszyny nie przyjmują banknotów ze względu na przepełnienie i zbyt rzadkie opróżnianie. Rzecznik Mennicy Polskiej podkreśla, że z reguły wina leży po stronie zużytych banknotów. Co jednak powinna zrobić osoba, którą biletomat zawiedzie i przyjmie gotówkę nie kodując równocześnie biletu na karcie?
- W takich sytuacjach mamy określone procedury. Klient składa reklamację do Biura Obsługi Klienta ZDMiKP i reklamacja ta następnie przekazywana jest do nas, a na jej rozpatrzenie mamy siedem dni. Chcemy również, aby nasi klienci nie musieli tracić czasu na załatwianie spraw związanych z reklamacją ? można złożyć ją więc telefonicznie oraz podać numer konta, na który kwota po rozpatrzeniu reklamacji wpłynie. Każdy automat w takim wypadku jest sprawdzany. Jeżeli kwota pieniędzy nie zgadza się z transakcjami, które są udokumentowane, wtedy wiemy, że nadwyżka wynika z błędu maszyny i możemy bez przeszkód zwrócić ją właścicielowi ? mówi Mariusz Przybylski.
Mimo zapewnień operatora o niewielkiej liczbie usterek (w maju do Zarządu Dróg Miejskich wpłynęło 13 reklamacji), problem wciąż istnieje. Osoby, którym maszyna nie chce przyjąć banknotu, reklamacji nie zgłaszają, a z głosów użytkowników Bydgoskiej Karty Miejskiej i kioskarzy wynika, że przypadków takich jest niemało. Tym, którzy nie chcą się denerwować biegając od automatu do automatu, pozostaje chyba tylko korzystanie z biletomatów obsługiwanych przez sprzedawców w specjalnych punktach i kioskach. Rodzi się jednak pytanie: czy instalacja samoobsługowych biletomatów była dobrym i opłacalnym pomysłem?
Cały artykuł w ostatnim: Ilustrowanym Kurierze Polskim