W marszu, który wyruszył z placu Wolności ze sporym opóźnieniem, wzięło udział raptem 14 (czternaście!) młodych i bardzo młodych ludzi. Z zaklejonymi ustami przeszli na ul. Mostową rozdając ulotki, w których napisali: “Milczę, by zwrócić Twoją uwagę, że lesbijki, geje, osoby biseksualne i osoby transpłciowe w milczeniu znoszą homofobię, np. pobicia, wyzwyska, dyskryminację i pogardę”.
Tym razem nawet nie doszło do wyzwisk, choć kilkunastoosobowa grupa mężczyzn przykuła zdecydowanie większą uwagę policji niż sam marsz. – Byliśmy przygotowani nie na fizyczną konfrontację, ale na przedstawienie innego poglądu na sprawy seksualności. Normalna rodzina, to chłopak i dziewczyna, do tego chcieliśmy przekonywać, ale okazało się, że nie było kogo. Trudno prowadzić dyskusję z dziećmi, które zostały haniebnie wykorzystane przez organizatorów dzisiejszego marszu – komentował jeden z przeciwników Marszu Milczenia.
Sami organizatorzy przyczyn porażki frekwencyjnej upatrują w… mentalności bydgoszczan. – W Bydgoszczy bardzo ciężko jest coś zorganizować. Tutaj ludzie nie garną się do marszy czy w ogóle działalności obywatelskiej – utyskiwał jeden z przedstawicieli Stowarzyszenia Lambda Bydgoszcz, organizatora marszu.