Podczas trzeciej debaty strategicznej nad aktualizacją Strategii Rozwoju Bydgoszczy do 2030 roku głos zabrali twórcy. Wydźwięk debaty był dość jednoznaczny. Nieporozumienie konsultacji społecznych polega na tym, że do głosu o kierunki rozwoju miasta ich organizatorzy dopuszczają niedouczonych i niekompetentnych mieszkańców. Kierunek rozwoju powinna narzucić światła arystokracja, najlepsi z najlepszych, czyli twórcy, ludzie kultury!
Prezydent Rafał Bruski postanowił zaktualizować uchwaloną przez radnych 4 lata temu Strategię Rozwoju Bydgoszczy do 2030 roku. Do strategii uwagi zgłosili już podczas dwóch odbytych spotkań młodzi mieszkańcy Bydgoszczy i seniorzy. W poniedziałek, 30 października, odbyło się trzecie z zaplanowanych spotkań konsultacyjnych. W debacie, której tematem wiodącym była „Twórczość”, część uczestników dyskusji, w naszym mieście niezwykle wpływowych i będących na piedestale, rzec można nawet mających największy wpływ na kulturę, sensowność i zasadność dyskutowania "ze zwykłymi ludźmi" co by tu w strategii zmienić, jakie sprawy uznać za ważne, nie tylko podważyli, ale uznali za bezsensowne. Stoi to w opozycji do stwierdzeń inicjatora konsultacji, że w ich ramach "rozpoczęliśmy kolejne działania związane z włączeniem mieszkańców miasta w dyskusję o przyszłości Bydgoszczy". Również w materiale zapowiadającym na stronie bydgoskiekonsultacje.pl jest zapowiedź, że "Proces aktualizacji Strategii realizowany będzie z udziałem mieszkańców. Chcemy, by na poszczególnych etapach prac, bydgoszczanie włączyli się w dyskusję nad przyszłością naszego miasta. Podczas konsultacji społecznych dotyczących Strategii Rozwoju Bydgoszczy, dla mieszkańców przygotowana zostanie ankieta oraz konferencje, spotkania, warsztaty i debaty strategiczne".
Przebieg trzeciego spotkania konsultacyjnego miał, jak dwa poprzednie, zaprogramowany przebieg. Punktem wyjścia do dyskusji było przedstawienie przez Andrzeja Szczepkowskiego, pracownika Wydziału Zintegrowanego Rozwoju Urzędu Miasta, wyników prowadzanych obecnie badań ankietowych. Szczepkowski omówił odpowiedzi 590 bydgoszczan, którzy wzięli udział w prowadzonych przez miasto badaniach ankietowych i odpowiedzieli na szereg pytań. W jednym z najważniejszych twórcy ankiety oczekiwali na przykład odpowiedzi na pytanie, jakie warunki musi spełniać Bydgoszcz, aby być idealnym miastem pod względem kultury. Organizatorzy konsultacji do każdej tematycznej debaty zapraszają ekspertów. W tej roli w dyskusji na temat kultury wystąpili: Marzena Matowska – dyrektor Miejskiego Centrum Kultury, dr Grzegorz Kaczmarek – społecznik, wykładowca UKW – Instytut Nauk Politycznych, prof. Marek Chamot – historyk, kulturoznawca, medioznawca, popularyzator historii i dziedzictwa kulturowego, publicysta i społecznik, pracownik naukowo-dydaktyczny WSG, Jacek Puzinowski z Fundacji „Brwi” i Remigiusz Zawadzki z Fundacji Sztuki ART-HOUSE.
Po omówieniu ankiet zebrani w salce w Łuczniczce, mogli je skomentować, zgłosić swoje postulaty, a po dyskusji odbyła się praca w grupach, których zadaniem było przedstawienie pożądanej wizji kultury i miasta w 2030 roku. O ile trzy z przedstawionych wizji opracowane zostały w formie katalogu różnych postulatów, kierowanych do redaktorów przyszłej strategii rozwoju Bydgoszczy, to wizja dr. Grzegorza Kaczmarka i dyrektor Marzeny Matowskiej, ze względu na fundamentalnie inny jej wymiar i ciężar gatunkowy, wywarła na uczestnikach wielkie wrażenie. Dr Grzegorz Kaczmarek stwierdził już na początku wystąpienia, że w przedstawieniu wizji kultury i miasta jej autorzy skupili się "na rzeczach zupełnie strategicznych", z których wyłania się ich koncepcja, czyli MIASTO OPARTE NA IDEI.
- Kto ma formułować wizję Bydgoszczy? Jaka jest wizja Bydgoszczy? Kto ma formułować tę wizję? Kto ma być twórcą wizji Bydgoszczy? - to nie jest pytanie retoryczne w warunkach realnej demokracji, którą w tej chwili mamy. I drugie pytanie: Czy Bydgoszcz chce być stolicą regionu, czy chce być metropolią, a nie prowincją - Grzegorz Kaczmarek sformułował na początku fundamentalne pytania, a odpowiedzi na nie uznał jako oczywiste.
- Nie ma alternatywy dla kultury jako tej siły napędowej i marki miasta. Nie ma metropolii, gdzie jej siłą napędową nie byłaby kultura - sformułował pierwszą tezę wizji dr Kaczmarek. - W przypadku miasta metropolitalnego kultura rozumiana jako leitmotiv nie tylko sfery kultury, ale przemysłów kreatywnych, kultury produkcji, kultury wzornictwa, kultury życia, kultury relacji międzyludzkich nie pozostawia alternatywy - dodał i po takim przedstawieniu wpływu kultury na rozwój miasta przeszedł do udzielenia odpowiedzi, kto ma formułować wizję Bydgoszczy i wizję kultury.
- Zgodziliśmy się z definicja, że niestety społeczeństwo polskie jest bardzo słabo wyedukowane nie tylko kulturalnie, politycznie, społecznie. To nie jest żaden kompleks, to pokazują wyniki badań porównawczych od wielu, wielu lat. Co gorzej, w wielu dziedzinach krzywa spada w dół - stwierdził dr Kaczmarek i przedstawił słuchaczom podstawowy dla rozpoczętego procesu konsultacji społecznych dylemat: - Co robimy? Robimy badania i pytamy tych niekompetentnych ludzi, o jakąś wizję kulturalnego miasta, czyli wizję strategii. To jest kompletne nieporozumienie - stwierdził dr Kaczmarek i wskazał, kto powinien sformułować wizję Bydgoszczy i wizję kultury.
- Czy mamy narzucić im tę wizję? Niestety tak. Dosyć bezczelnie na koniec powiem: tak, w tym gronie musimy wziąć na siebie ten obowiązek, że stanowimy arystokrację, nie elitę, arystokrację, tych najlepszych. To znaczy to grono, umownie nazywam gronem twórców, kreatorów, liderów. Zawsze tak było w historii. To grono musi wziąć na siebie odpowiedź na to pytanie. To grono musi zbudować wizję miasta, ale też wizję kultury. Jak będziemy pytać tych niedouczonych, niekompetentnych ludzi, to będziemy mieli to, co mamy - podsumował dr Kaczmarek konieczność sformułowania wizji Bydgoszczy przez twórców.
Wizję dr. Kaczmarka rozwinęła dyrektor Marzena Matowska. - To miasto, na które patrzymy strategicznie musi być miastem idei, czyli tego, co może nas połączyć, wspólnego celu, ale sformułowanego szeroko, takiego, w którym się w taki jakiś zdemokratyzowany sposób pomieścimy. Ale musimy wiedzieć, że to nie jest tak, że najpierw gospodarka, tam - służba zdrowia i te wszystkie potrzeby, a potem się jeszcze dorzuci ten kwiatek do kożucha - kulturę. Nie! Kultura to jest uprawa umysłu. Z kultury wyszły gospodarka, prawo i wszystkie inne dziedziny życia. Więc jeśli miasto nie postawi na ideę, bo kultura jest ideą, twórczość jest ideą, to tego miasta po prostu nie będzie. To będzie zlepek sektorów, w którym się kompletnie pogubimy, bo nic w tym mieście nie będzie nas łączyć - wskazała na fundament dla rozwoju miasta, czyli kulturę. Matowska dodała, że miasta metropolie w Polsce "zdiagnozowały się jako miasta kultury". - I to są miasta, w których dba się o podnoszenie jakości życia w każdej dziedzinie. Bo kultura to jest jakość życia, które musi przenikać wszystkie sektory. I wtedy dopiero, i tylko wtedy, między tymi sektorami powstanie synergia. Bez synergii to miasto nie istnieje - wyjaśniła zebranym dyrektor MCK-u przyczyny rozwoju i bogactwa miast, ale i zagrożeń dla ich podstaw egzystencji. - Bydgoszcz widzimy w 2030 roku jako miasto idei, czyli miasto kultury, w którym dba się o podnoszenie jakości życia w każdej dziedzinie - tą tezą dyrektor Matowska zakończyła podstawowy wywód odnoszący się do wizji Bydgoszczy i kultury.
Marzena Matowska jako istotną sprawę uznała też "podnoszenie kompetencji kulturowych" jako mających wpływ na kompetencje obywatelskie i demokratyczne. Podniesienie ich na wyższy poziom będzie miało pozytywny wpływ na kwestie rozpoznania potrzeb. - Ale nie potrzeb, jakiej imprezy byście państwo chcieli, tylko potrzeb, które ludzi konstytuują jako osobowości, jako rodziny. Jeżeli kultura nie stanie się priorytetem w rozwoju miasta, czyli nie będzie się miasto definiować przez kulturę jako ideę, i jeśli ta kultura, to coś co konstytuuje miasto nie będzie priorytetem w budżecie to nie będzie istniało miasto, po prostu - postawiła kropkę nad "i" dyrektor Matowska.
Dyrektor MCK podkreśliła, że musi się podnieść samoświadomość zarówno twórców kultury jak i jej odbiorców. Z tego powodu na debatę o kulturze stawiła się liczna delegacja pracowników MCK-u. Wynikało to z obawy o zmarginalizowanie spraw kultury. - Jeśli kultura będzie traktowana jak sektor, ten dodateczek, że najpierw gospodarka, to właśnie by nas nie było. My tak myśleliśmy. Bo my ciągle jesteśmy, czujemy, że my ciągle musimy o tę kulturę walczyć, że my musimy walczyć o siebie, bo nie czujemy, że jesteśmy ważni, po prostu. Musi się podnieść nasza samoświadomość, twórców i ludzi, którzy odbierają kulturę, żeby oni wiedzieli, że to jest, do cholery, konstytucyjne ich prawo. I jeśli ono będzie łamane w taki sposób, że kultura nie będzie priorytetem miasta, to będziemy miastem, które będzie łamać konstytucję - z pasją zakończyła przedstawianie wizji miasta i kultury dyr. Matowska.
Przedstawienie wizji przez dr. Grzegorza Kaczmarka i dyr. Marzenę Matowską przyćmiło szereg postulatów zgłoszonych przez innych dyskutantów. Do ich wystąpienia odniósł się wprost jedynie dr Marek Chamot, który nawiązując, jak sądzę, do podniesionej przez dyr. Matowską samoświadomości twórców i nawiązując do twórcy teorii klasy kreatywnej, amerykańskiego naukowca Richarda Floridy, zauważył, że Bydgoszcz ma dostatecznie dużo pod względem ilości klasy kreatywnej. - Mamy klasę kreatywną, ale co z tego dla miasta i tej klasy wynika? - postawił otwarte pytanie, stwierdzając, że klasa kreatywna nie nadaje w Bydgoszczy tonu. - Tu jest wielki znak zapytania, co z tym mamy zrobić! - zakończył wywód dr Chamot.
Debatę prowadził ekspert zewnętrzny, Jacek Dębczyński, prezes Zarządu Firmy RESPUBLIC, członek konsorcjum świadczącego usługi doradczo-eksperckie w procesie aktualizacji strategii. W podsumowaniu stwierdził, że - jak pokazują badania - dla biznesu, który ma wymiar dynamiczny i światowy, jako miasta atrakcyjne dla rozwoju wskazuje się te, które mają ciekawą "ofertę czasu wolnego", czyli mają ofertę dotyczącą kultury na wysokim poziomie.