Spiżowe zdanie przytoczone powyżej wypowiedziane zostało przez posła Platformy w ramach kampanii informacyjnej zatytułowanej “Skuteczni dla Torunia”, prowadzonej przez polityków PO, wyjaśniającej z jakiego powodu na miasto to spadło tyle dobrodziejstw w postaci przeprowadzanych licznych inwestycji infrastrukturalnych i komu to wszystko mieszkańcy Torunia zawdziączają. Trudno powiedzieć, czy poseł zdawał sobie sprawę, gdy na rok przed wyborami samorządowymi zdemaskował, kto tak naprawdę w swych czcigodnych dłoniach trzyma to całe finansowe władztwo i w jakim ambarasującym położeniu postawił wszystkich prezydentów, burmistrzów i w ogóle całą tę liczną brać samorządową, okupującą najprzeróżniejsze rady, komisje i zespoły, która kompletnie niesłusznie i niezasłużenie wyobraża sobie, że jest do czegoś potrzebna, a do prowadzenia inwestycji w szczególności.

Bo co racja w stwierdzeniu lidera PO w Kujawsko-Pomorskiem to racja. Przecież to nie prezydenci, choćby tak wielcy jak na przykład ten z Torunia, wysupłują ze swoich chudych samorządowych portfeli dobra, żeby nimi obsypywać gminną gawiedź, tylko powtórzmy to raz jeszcze, bez dwóch zdań: Zalewski bez parlamentarzystów PO mógłby sobie palcem w bucie pokiwać, natomiast nie budować w Toruniu drogi, mosty czy hale. I gdy w ramach kampanii informacyjnej Platformy wreszcie zostało to nam czarno na białym wyłuszczone, to i bydgoszczanie mogą z tej toruńskiej lekcji samorządności wyciągnąć lekcję i wiedzieć, czego się trzymać.

A z lekcji tej wynikają wnioski następujące: bajeczki zapisane w Konstytucji RP i ustawach, uchwalanych przez sejm można sobie spokojnie odłożyć na półkę. Te wszystkie okrągłe zdania o samorządności, o wspólnotach lokalnych i zaspokajaniu ich potrzeb to jest może i mądre, i takie europejsko górnolotne, ale o tym niech sobie plotą na przykład studenci na Wydziale Prawa Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. My w Bydgoszczy pomyślmy, co by tu zrobić, aby nasz prezydent Bruski na podobieństwo prezydenta Zalewskiego też okazał się mało przydatny i w ogóle niepotrzebny do realizacji inwestycji – no ale żeby było ich tyle i na taką skalę, co w Toruniu. Żeby i u nas mieszkańcy mogli stać się odbiorcami kampanii informacyjnej prowadzonej przez polityków Platformy pt. Skuteczni dla Bydgoszczy.

Wiemy już, że taką kampanię mogą przeprowadzić jedynie ci, którzy mają wpływ na pompowanie pieniędzy. Wiemy też, że nasi parlamentarzyści PO na taką kampanie pozwolić sobie nie mogą, bo mogłoby być i śmiesznie, i strasznie jednocześnie. Nie mogą, bo przecież nasi parlamentarzyści też liczyć potrafią i też wiedzą, że skoro pompowanie pieniędzy dla Torunia idzie w najlepsze, to choćby z obserwacji świata przyrody wiadomo, że jak się gdzieś coś pompuje, to w najbliższym otoczeniu ipso facto poziom pompowanych dóbr musi się obniżać.

W tej sytuacji jedyną nadzieję pokładać można w tym, żeby uzyskać wpływ na kierunek pompowania tych pieniędzy na inwestycję. Co by to trochę więcej można by i dla naszej Bydgoszczy popompować.

W tej materii najlepszą lekcję, jeśli chodzi o skuteczność pompowania dawał Bogusław Radziwiłł prostodusznemu Kmicicowi w “Potopie”: ?Rzeczpospolita to postaw czerwonego sukna, za które ciągną Szwedzi, Chmielnicki, Hiperborejczykowie, Tatarzy, elektor i kto żyw naokoło. A my z księciem wojewodą powiedzieliśmy sobie, że z tego sukna musi się i nam tyle zostać w ręku, aby na płaszcz wystarczyło; dlatego nie tylko nie przeszkadzamy ciągnąć, ale i sami ciągniemy.?

Z tego powodu w Bydgoszczy powinniśmy mieć swojego Radziwiłła. Bo czy o naprawieniu tego chorego ustroju jest z kim rozmawiać w tych populistycznych kampaniach informacyjnych?