Konieczność powołania takiego związku łączącego Bydgoszcz i Toruń tłumaczy się jako jedyny sposób uzyskania milionów euro na tzw. unijną politykę miejską. Kolejną propozycją ministra Boniego jest, by władza w takim związku sprawowana była rotacyjnie: raz rządziłby Toruń, a potem przychodziłaby kolej na porządzenie przez Bydgoszcz.

Z komunikatów i oświadczeń naszych regionalnych polityków nie wynika, że jest już przesądzone, kto takie rządzenie by rozpoczął, gdyby związek partnerski między tymi miastami powstał. Doświadczenie ponad 20 lat reformowania naszego kraju uczy, że w każdych nowatorskich i reformatorskich pomysłach diabeł zawsze tkwi w szczegółach. Moim zdaniem, taki właśnie szczegół, taka istotna kwestia może dotyczyć właśnie tego, kto by te rządy rozpoczął. I wcale nie kieruje mną tutaj jakaś pokusa, a nawet pewność siebie sformułowana przez tow. Władysława Gomułkę, że raz zdobytej władzy nie oddamy nigdy! Piszę o tym jedynie w kontekście wypowiedzi posła Kosmy Złotowskiego, który zauważył przytomnie, że przecież ten, który będzie miał władzę jako drugi, będzie mógł unieważniać decyzje tego pierwszego.

Można przecież wyobrazić sobie sytuację, że jedno miasto na swe barki weźmie ciężar podziału milionów euro, które spłyną z Brukseli na nasze łaknące inwestycji miasta, a drugie miasto doglądać już tylko będzie, żeby “kasa” zgodnie z dokonanymi ustaleniami oraz prawem krajowym i unijnym została wydana. Osobiście jestem spokojny, po spostrzegawczej wypowiedzi posła Prawa i Sprawiedliwości, że nasi politycy potrafiliby tak pokierować negocjacjami, a właściwie partnerskimi rozmowami z bliskim naszemu miastu Toruniem, że nowa finansowa perspektywa unijna na lata 2013-2020, a zapewne i na dalsze lata zarysowałaby się dla naszego jednak pokrzywdzonego miasta w “minionej finansowej perspektywie unijnej” w kolorowych barwach tęczy.

Pomysł ministra Boniego od razu spodobał się najważniejszej politycznie osobie w regionie posłowi Tomaszowi Lenzowi, który nawet powiedział “Gazecie Wyborczej”, że “dla zachowania dobrej współpracy pomiędzy dwoma miastami rotacyjność powinna być do przyjęcia dla obu miast”. Identyczne pozytywne nastawienie do współpracy obu miast ma prezydent Torunia Michał Zaleski. W bydgoskich “Zbliżeniach” pochwalił ministerialny pomysł władzy naprzemiennej z takim przekonaniem, że widzowie do przyszłej rotacyjnej komitywy z prezydentem Bydgoszczy Rafałem Bruskim nie mogli mieć żadnych zastrzeżeń.

W tej sytuacji dziwić może brak entuzjazmu, który objawili dla propozycji swojego rządu najważniejsi bydgoscy politycy rządzącej partii, Paweł Olszewski i Rafał Bruski. Poseł Paweł Olszewski przywołanej wyżej “Gazecie Wyborczej” powiedział, że koncepcja rotacyjnej władzy w związku mu się nie podoba i że “w naszym regionie powinno być stosowane rozwiązanie takie jak w innych województwach: największe miasto stoi na czele związku. I do tego będziemy zmierzać na etapie prac legislacyjnych”, a Rafał Bruski dodał, że “znak równości nie powinien stanąć pomiędzy Bydgoszczą a Toruniem. Zwrócimy na to uwagę w fazie zapowiadanych konsultacji”.

Na takie konfrontacyjne dictum lider Platformy w regionie, poseł Lenz, przestrzegł, że “upór bydgoskich polityków może spowodować, że nasze miasta nie otrzymają dodatkowego wsparcia z Unii Europejskiej”. – Rozumiem lokalny patriotyzm. Ale nie jest potrzebne akcentowanie lokalnego patriotyzmu, jeśli będzie on służył burzeniu możliwości zdobycia milionów z Brukseli – skomentował słusznie toruński poseł również w “Gazecie Wyborczej”, która, jak zawsze, pokazała nam od kuchni wszelkie dylematy towarzyszące niełatwemu, jak się okazuje, procesowi wykuwania się pomyślności całego regionu w dialogu bydgosko-toruńskich polityków, a w szczególności pomyślności przyszłego związku komunalnego, łączącego Bydgoszcz i Toruń.

W tym stanie rzeczy pryncypialne stanowisko naszych, bydgoskich liderów partii rządzącej uznać należy za nieprzemyślane i lekkomyślne. Niebezpiecznie zabrzmiała też teza o “lokalnym patriotyzmie”, którą poseł Lenz sprytnie wychwycił. Nie należy zapominać, że przy dalszej eksploatacji takiego języka przez naszych liderów przewodniczącemu PO w Toruniu nie pozostanie nic innego, jak zasygnalizować ministrowi Boniemu o możliwości pojawienia się w dialogu bydgosko-toruńskim “języka nienawiści”. A gdyby coś takiego wykryto to nasza sprawa byłaby przegrana na starcie i wtedy trudno byłoby nawet pokładać nadzieje, że na etapie procesu legislacyjnego udałoby się ustanowić “największe miasto na czele związku komunalnego”.

Wtedy w oddolnym procesie negocjacji nieaktualne stałoby się odkrycie posła Złotowskiego dotyczące prerogatyw władzy, która może decyzje unieważniać. A przecież można by twórczo rozwinąć sens tego odkrycia i tak jego istotę przedłożyć Toruniowi: Bydgoszcz, tak jak Toruń, entuzjastycznie przyjmuje propozycję Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji o rotacyjnym bydgosko-toruńskim zarządzaniu. W ramach związku komunalnego łączącego Bydgoszcz i Toruń decyzji raz podjętych nie można zmienić, są one niezaskarżalne nawet do niezawisłych sądów, no i oczywiście rządzenie rozpoczyna Bydgoszcz. Wydaje się, że takie rozstrzygnięcie byłoby nawet dla przyszłej metropolii milowym krokiem naprzód na obecnym etapie twórczych poszukiwań ustrojowych, w którym związek bydgosko-toruński zostałby w oparciu o zaufanie pogłębiony.