Wkrótce ukaże się kolejny tom ?Kroniki Bydgoskiej?, a w nim tekst ?E- Bydgoszcz?, który powinien zawstydzić włodarzy miasta. Jego autor, dr Jacek Lindner, jest medioznawcą, pracownikiem naukowym Wyższej Szkoły Gospodarki.
- Żadna ze stron internetowych nie stanowi racjonalnego i atrakcyjnego prezentowania walorów grodu nad Brdą ? stwierdza dr Lindner w swoim artykule.
Żadna. Nawet oficjalna strona miasta. Internetowa strona Bydgoszczy została przez bydgoskiego prasoznawcę oceniona bardzo nisko. Martwi go, że przyjęła ona formułę miejskiego biuletynu, który używany jest głównie w celach propagandowych. To, że nie promuje miasta, to tylko jeden z zarzutów dr. Lindnera. Nie ma w niej życia, obce są jej problemy mieszkańców.
- Od początku istnienia tej strony nie zdarzyło się ? a autor wchodzi na nią kilka razy w ciągu tygodnia ? aby strona zainicjowała jakąś ankietę, dyskusję społeczną bądź pomoc poszkodowanym obywatelom. A nie są to wymagania wygórowane, bo takie akcje prowadziło i prowadzi wiele innych stron samorządowych ? pisze bydgoski medioznawca w artykule ?E-Bydgoszcz? . To właśnie dlatego miejska strona nie stała się forum wymiany myśli pomiędzy prezydentem, radą a mieszkańcami.
Jacka Lindnera rozbawił chyba link ?zdjęcia prezydenta do pobrania?, bo stwierdził: – Jaki prezydent Rafał jest ładny, szczególnie w szarfie z flagą miasta.
Krytycznie ocenił autor artykułu strony największych bydgoskich przedsiębiorstw, które nie wykazują patriotyzmu lokalnego. Natomiast pochwalił stronę Adama Sowy, gdyż internauta może dowiedzieć się z niej nie tylko o firmie i jej produktach, ale również czegoś o Bydgoszczy.
– Internet nie stanowi więc nad Brdą miejsca aktywnego i skutecznego dialogu pomiędzy poszczególnymi grupami społecznymi (ze szczególnym uwzględnieniem relacji na linii władza-społeczeństwo). Nie wypracowano też skutecznych i atrakcyjnych metod promocji Bydgoszczy ? napisał na zakończenie dr Jacek Lindner.