Czwartkowe południe. Przy płocie Komendy Wojewódzkiej Policji zatrzymują się przechodnie. Po drugiej stronie parkanu, ubrany po czubek głowy w bezpieczny kombinezon mężczyzna symuluje ucieczkę. Zatrzymuje go policyjny owczarek niemiecki. Kiedy podbiega policjant-opiekun, uciekający rzuca się na niego. Pies w ciągu paru sekund sprowadza napastnika na ziemię. To jedno z ćwiczeń, jakie regularnie przechodzą czworonożni współpracownicy policji. – Wirus jest młodym, dwuletnim psem obronnym. Służy przy zabezpieczaniu imprez masowych, podczas patroli, pościgów – mówi jego opiekun, młodszy aspirant Artur Rolnicki.
Kiedy Wirus już odpoczywa, na trawnik przy komendzie wpadają dwa rozbrykane terriery. Ich uwagę przykuwają cztery samochody ustawione w rzędzie. – Wyszkolony pies potrafi bardzo szybko wyczuć zapach nie tylko fizycznie obecnego w samochodzie narkotyku, ale zaalarmuje opiekuna nawet wówczas, gdy w samochodzie przebywał ktoś je zażywający. Człowiek tego nie czuje, ale zapach jest bardzo trwały – mówi aspirant Włodzimierz Marcinkowski.
Łatka nazywają tutaj “postrachem Żnina”. – To doskonale wyszkolony pies, szukający narkotyków, znajdzie wszystko – mówi z dumą młodszy aspirant Krzysztof Furmaniuk, jego opiekun. I faktycznie – wystarczyło parę chwil, by Łatek radośnie wskoczył pod otwartą maskę jednego z samochodów. Opiekun bez trudu odnalazł podejrzaną torebkę. – Wyszkolony pies potrafi zapamiętać i odnaleźć około tysiąca zapachów środków narkotycznych. Człowiek może się pomylić, może mieć słabszy dzień – pies zawsze znajdzie to, czego szuka. Ważne jest to, żeby możliwie najlepiej poznać i rozumieć zachowania psa, który chce nam coś zakomunikować – opowiada opiekun Łatka.
Policjanci śmieją się, że w niektórych środowiskach pokutuje plotka o tym, że psy do poszukiwań narkotyków są nimi odurzane, by lepiej szukały. – To bzdura. Psy oczywiście znają i potrafią rozpoznać zapachy narkotyków, ale absolutnie nie znają ich smaku czy działania. Nie mogą czuć głodu narkotycznego. Pies musi być radosny, musi się bawić, żeby był skuteczny – zdradza aspirant sztabowy Marcin Szczepański, który ma pod opieką Szuję, także teriera wykrywającego narkotyki.
Bydgoscy policjanci mają do dyspozycji łącznie osiemnaście psów. – Siedem patrolowo-tropiących, trzy patrolowe, pięć do wykrywania narkotyków, dwa znajdują środki wybuchowe a jeden – zwłoki – opowiada Włodzimierz Marcinkowski. Szkolenie trwa około pół roku i biorą w nim udział zarówno pies, jak i jego opiekun. – To związek na dobre i na złe – mówi Artur Rolnicki. – Pies ma tylko jednego opiekuna, to coś więcej niż tylko praca. Jesteśmy z psami zawsze, kiedy tego wymagają okoliczności. Nieraz się zdarza, że pies jest chory i trzeba prawie zamieszkać w komendzie – dodaje.
Niektóre psy mieszkają u swoich opiekunów, ale nie wszyscy mogą zapewnić im odpowiednie warunki. Pozostałe zwierzęta na stałe przebywają w Komendzie Wojewódzkiej Policji. – Psy do służby wymagają naprawdę dobrych warunków. Tutaj mają możliwość wybiegania się, regularnych ćwiczeń, są pod całodobową opieką weterynaryjną. Oczywiście mają także zapewnioną odpowiednią, pełnowartościową karmę. Te psy muszą być w doskonałej kondycji, nie tylko fizycznej – mówi Włodzimierz Marcinkowski.
Co roku odbywają się ogólnopolskie zawody psów policyjnych. Bydgoscy policjanci mają więc możliwość regularnego porównania umiejętności swoich podopiecznych z innymi psami. – Może zabrzmi to jak chwalenie się, ale fakty są takie, że mamy na służbie mistrza Polski w wyszukiwaniu materiałów wybuchowych, a w pozostałych kategoriach, co roku też jesteśmy w ścisłej czołówce – twierdzi Włodzimierz Marcinkowski.
Psy służą w policji tak długo, jak na to pozwolą opiekunowie i weterynarz. Granicą jest stan zdrowia. Przeważnie po zakończeniu służby trafiają do swoich dotychczasowych opiekunów. – Człowiek wiąże się z psem do emerytury… – dodaje aspirant Rolnicki.