W kwietniu weszła w życie ustawa regulująca działalność placówek i osób, świadczących usługi opieki nad najmłodszymi dziećmi. Żłobki i kluby dziecięce nowo powstające muszą spełnić precyzyjnie określone wymogi i uzyskać wpis do rejestru prowadzonego w naszym przypadku przez prezydenta miasta. Taki wpis muszą uzyskać również osoby, które zechcą pracować jako opiekuni dzienni. Zwolnione są z tego obowiązku nianie.
Dotychczas właściciele klubów dziecięcych musieli zarejestrować działalność gospodarczą na ogólnych zasadach i spełnić niezbyt wygórowane wymogi sanitarne. Teraz ustawa zdecydowanie poszerzyła zakres koniecznych do spełnienia wymogów.
– Zainteresowanie rejestracją klubu dziecięcego jest spore, ale głównie chodzi o uzyskanie informacji. Jak dotychczas tylko jeden podmiot na poważnie rozpoczął procedurę rejestracji – mówi Regina Politowicz, dyrektor Wydziału Zdrowia, Świadczeń i Polityki Społecznej Urzędu Miasta. Jak mówi dyrektor Politowicz, najpoważniejszą przeszkodą w rejestracji są wymogi lokalowe i kadrowe. – Wielu zainteresowanych przychodzi do nas wprost z prośbą o pomoc w znalezieniu odpowiedniego lokalu. Zwróciliśmy się już do ADM o rozeznanie, czy w miejskich zasobach są odpowiednie lokale – dodaje Regina Politowicz. Lokal musi być na parterze i mieć dwa oddzielne wyjścia. W odróżnieniu od żłobka, w klubie dziecięcym można sprawować opiekę jedynie do pięciu godzin.Ile obecnie działa w Bydgoszczy klubów dziecięcych, nie wie nikt. – Dotychczas nie było żadnego wymogu rejestracji tego typu placówek. Wiemy, że kilkanaście funkcjonuje na terenie miasta, ale ile dokładnie – to będziemy wiedzieli tak naprawdę, dopiero za trzy lata, jak minie termin wyznaczony w ustawie i każdy klub dziecięcy będzie wpisany do rejestru – mówi dyrektor Wydziału Zdrowia.
Podobnie jak w całej Polsce, także w Bydgoszczy nikt nie jest zainteresowany pracą opiekuna dziennego. – Wynika to z ustawy, która jest wyjątkowo niejasna, jeśli chodzi o warunki i wymogi dotyczące opiekuna dziennego. Umowę z nim powinna zawrzeć gmina, ale nie wiadomo, jaka miałaby być procedura w przypadku choroby opiekuna, czy i ewentualnie kto miałby zapewnić mu wyżywienie. Na razie w Polsce nikt nie sprawdził jak miałoby to działać w praktyce – mówi Regina Politowicz.
Przedsiębiorcy prowadzący dotychczas kluby dziecięce nie chcą oficjalnie komentować ustawy. – To jest wprost spychanie całej branży do szarej strefy. Żeby prowadzić klub malucha dla kilku dzieci, musiałbym zainwestować w remont co najmniej kilkadziesiąt tysięcy złotych. Przy realnych cenach tego typu usług, inwestycja nigdy by się nie zwróciła. Nie wiem, co zrobię, albo zamknę interes, albo zejdę do szarej strefy. Jeśli rodzice są zadowoleni, to nie będzie im przeszkadzało, że zapłacą mniej, ale bez faktury – mówi prosząc o anonimowość jeden z właścicieli klubu dziecięcego.