Pozycja Bydgoszczy, a w szczególności spadek z pierwszej dziesiątki miast do dziesiątki trzej, wywołuje duży niepokój, także co do jej przyszłości i szans rozwojowych. Rodzi się pytanie, co się stało i jak to się stało, że w czasie rządów przedstawiciela PO nastąpił drastyczny spadek zadowolenia mieszkańców ze swego miasta. Na pewno przyczynił się do tego wysoki wzrost kosztów utrzymania ? podwyżki cen biletów komunikacji miejskiej, podatków od nieruchomości, mieszkań komunalnych, śmieci, ścieków, opłat na targowiskach, opłat za parkingi zafundowany przez prezydenta Bruskiego. To najprostszy, a jednocześnie najbardziej bolesny dla mieszkańców skok na ich kieszeń.
Bez wątpienia przyczyną niezadowolenia jest też wzrost bezrobocia, a w wydaniu bydgoskim choćby upadek i likwidacja ZACHEM-u. Zmienił się wygląd miasta ? z kwitnącej dosłownie metropolii na rzadko już w Polsce spotykaną w tak dużych miastach zapyziałość z chwastami na klombach w centrum miasta. Upadła gwałtownie ranga miasta jako liczącego się w kraju ośrodka kultury. Zniknęły nie tylko popularne plenerowe koncerty, ale i wielkie wydarzenia sportowe o europejskiej i światowej randze. Gdzie się znalazły? Ano po sąsiedzku w Toruniu. Czy można to tłumaczyć brakiem pieniędzy? W o blisko połowę mniejszym od Bydgoszczy Toruniu pieniądze na kulturę, rozrywkę i rekreację jakoś są. My mamy dinozaury… i stary rollercoaster. W obliczu krachu finansów publicznych obietnice pozyskania wielkich pieniędzy z budżetu państwa na inwestycje kultury to mówiąc kolokwialnie tylko mydlenie oczu mieszkańcom.
Przyczyn niezadowolenia należy również upatrywać w sposobie sprawowania władzy przez obecnego prezydenta – w tym ukrycie się w zaciszu gabinetu za elektronicznymi zamkami, bez dialogu i budowania wizji miasta oraz w złamanych obietnicach wyborczych. A zapowiedzi (Bruskiego jako kandydata na prezydenta) przyszłych sukcesów były dla wielu porywające. Odbicie z rąk Marszałka bydgoskiego lotniska – skończyło się na pohukiwaniu.
Trasa S5 (mimo deklaracji samego premiera wspierającego ówczesnego kandydata na prezydenta) to perspektywa bardziej odległa niźli lot załogowy na Marsa. Miały być duże inwestycje w ramach partnerstwa publiczno?prywatnego. Z tymi inwestycjami stało się tak, jak z przyjaźnią polsko-radziecką, każdy o niej słyszał, tylko nikt jej nie widział.
Była zapowiedź wspaniałych czasów dla Polonii Bydgoszcz pod rządami przedwcześnie “skierowanego pod kapelusz” generała. Jak jest każdy, nie tylko kibic żużla, widzi. Obiecał Bruski sprowadzenie Tomasza Golloba do Bydgoszczy, prawie się udało, bo znany żużlowiec znalazł się w Toruniu, w końcu to naprawdę niedaleko.
Przykłady nieudacznictwa można mnożyć w nieskończoność. Bruski ma jednak sukces. Bruskiemu udało się skutecznie zabić bydgoskie marzenia. To duża sztuka oszukać 360 tysięcy ludzi… ale co z powiedzeniem bliskiego Bruskiemu klasyka, że prawdziwego mężczyznę poznajemy po tym nie jak zaczyna, a jak kończy?
Na negatywną ocenę Bydgoszczy przez jej mieszkańców mają też relacje z Toruniem, który bez wątpienia obecnie wykorzystuje swoją szansę. Tu rodzi się pytanie, czy wygrywanie Torunia w wyścigu z Bydgoszczą jest wynikiem siły zarządzających Toruniem, czy słabości obecnie zarządzających Bydgoszczą?
Można zapytać czy Bruski jest Prezydentem Bydgoszczy, czy raczej tylko szefem powiatowej organizacji partyjnej PO – w powiatowym wymiarze realizującym wcale nie powiatowe ambicje mieszkańców jednej z największych polskich metropolii. Bydgoszcz za jego rządów stała się miastem bez przemysłu i bez pomysłu…
Mariusz Krupa
Prezes Zarządu
Stowarzyszenie My Bydgoszczanie