Zbigniew Ziobro nawiązywał do niedzielnych Marszy dla Życia i Rodziny, które odbywały się w całej Polsce, także w Bydgoszczy. – Mamy gotowe rozwiązania: realne zasiłki, ulgi podatkowe, wydłużenie urlopów macierzyńskich nawet dwu i trzykrotnie przy drugim i trzecim dziecku. Chcemy także zwiększyć pomoc dla pracodawców, co w oczywisty sposób napędzi gospodarkę – tłumaczył. – Zgodnie z planami rządu, w roku 2040 będzie 10 milionów Polaków mniej niż dzisiaj. Ten proces zapaści demograficznej jest zły i niebezpieczny pod każdym względem. Dlaczego Polki w Wielkiej Brytanii rodzą dwa razy więcej dzieci, niż ich koleżanki, które zostały w Polsce? To świadoma polityka tego rządu. Solidarna Polska na jednym z pierwszych miejsc stawia politykę prorodzinną. 1 września organizujemy w Warszawie manifestację w obronie rodziny. Będziemy naciskać na rząd, a w przyszłości – jeśli Pan Bóg pozwoli sami lub w koalicji z Prawem i Sprawiedliwością – będziemy prowadzić prawdziwą politykę prorodzinną – zapowiedział.

Europoseł mówił także o wolności słowa, głównie w kontekście Telewizji Trwam. – W Brukseli zorganizujemy “wysłuchanie publiczne” dotyczące wolności słowa i wolności mediów w Polsce. Po 20 latach znów musimy się dopominać o wolne media. Pamiętajmy, że jeśli nie ma wolnych mediów, to mamy fasadę demokracji. Będziemy w Brukseli dopomagać się, by Donald Tusk i Bronisław Komorowski wzięli pod uwagę, że dwa miliony Polaków chce oglądać Telewizję Trwam. Jedyną telewizję, która uczy patriotyzmu i broni chrześcijańskiej tożsamości – mówił.

Spora część wystąpienia Zbigniewa Ziobro poświęcona była krytyce Donalda Tuska. – Miał ogromne szczęście, bo przejął władzę, kiedy wszystkie wskaźniki rosły, a z Unii płynęły miliony euro. I co zrobił? Możemy sprawdzić, czy zgodnie z obietnicami każdemu z nas żyje się lepiej, czy Polacy wracają z emigracji. Jest dokładnie odwrotnie, niż obiecywał Donald Tusk – mówił szef Solidarnej Polski.

Po przemówieniu jedna z uczestniczek zadała pytanie, co różni partię Ziobry od Prawa i Sprawiedliwości oraz czy Zbigniew Ziobro nie powinien złożyć mandatu po odejściu z PiS. – Nie widzę powodu, by rezygnować z mandatu, bo sobie na niego zapracowałem! – powiedział stanowczo. – W Polsce nie głosuje się na partie, ale na osoby. Ponad 335 tysięcy wyborców oddało na mnie głos, myślałem, że to sprawi tak po ludzku przyjemność prezesowi. A w poniedziałek po wyborach Jarosław Kaczyński powiedział na konferencji prasowej, żeby Ziobro uczył się osiem godzin dziennie języków, bo nic innego mu nie wychodzi. Najważniejsza jest Polska, a nie Ziobro czy Kaczyński. Jestem tym, który w kilkunastoosobowej grupie zakładał Prawo i Sprawiedliwość. Mało tego: zastawiłem wówczas cały swój majątek, żeby zapłacić za kampanię wyborczą w 2001 roku. Wierzyłem w sukces, kiedy nie wszystkie sondaże były dla nas pozytywne. Byłem jednym z tych, którzy na pierwszym froncie walczyli o ideały Prawa i Sprawiedliwości. Po szóstych przegranych wyborach chciałem, żebyśmy w pokorze porozmawiali o błędach, jakie popełniliśmy. Uznałem, że jestem wiceprezesem partii i mam moralny obowiązek powiedzieć to, czego inni się boją. Jarosław Kaczyński wybrał konflikt. Zamiast rozmawiać, zdecydował się na wyrzucenie nas – tłumaczył Ziobro. – Wiecie państwo, co różni Jarosława Kaczyńskiego od Victora Orbana? Orban od lat 90. pracuje dokładnie z tymi samymi ludźmi. Ujazdowski, Zalewski, Dorn – mam wyliczać wszystkich, których Jarosław Kaczyński wyrzucił z partii? – mówił Ziobro.

Według Zbigniewa Ziobro, jego partia znacząco różni się programowo od partii Jarosława Kaczyńskiego. – Różni nas stosunek do kierunku rozwoju kraju. PiS chce elektrowni atomowych, my uważamy, że Polski nie stać na kupowanie technologii nuklearnych. My stawiamy na gaz łupkowy i węgiel, bo to tańsza energia. Poważne różnice są także w widzeniu polityki zagranicznej. Uważamy, że Europa poszła za daleko w tworzeniu struktury federacyjnej, my jesteśmy zwolennikami “Europy Ojczyzn”. Jarosław Kaczyński jest głównym architektem po polskiej stronie Traktatu Lizbońskiego. On go negocjował jednoosobowo i w efekcie Polska straciła nie tylko prawo weta, ale siła polskiego głosu w porównaniu do Niemiec zmniejszyła się o 50 procent. Jarosław Kaczyński do dzisiaj broni Traktatu Lizbońskiego. Uważamy, że kiedy tylko nadarzy się okazja, trzeba zrobić krok wstecz – mówił Ziobro.