Jak wiadomo, Kujawsko-Pomorski Związek Piłki Nożnej za sprawą osobistego zaangażowania jego prezesa Eugeniusza Nowaka uzyskał od centrali i samego Grzegorza Laty zapewnienie, że Bydgoszcz będzie organizatorem meczu reprezentacji Polski. Nie żeby tam jakiegoś ważnego spotkania z cyklu rozgrywek o coś, ale towarzyskiego, takiego jednak, na którym na własne oczy miejscowa publika mogłaby zobaczyć, z jaką finezją np. gwiazdy Borussii Dortmund kopią piłkę. I ku satysfakcji bydgoskich kibiców pragnienie to się zrealizowało. Polski Związek Piłki Nożnej, będący samodzielnym i niezależnym od rządu stowarzyszeniem, przyznał naszemu nierozpieszczanemu przez czynniki wyższe miastu organizację tego międzynarodowego widowiska sportowego, a upoważniony do jego zorganizowania został Kujawsko-Pomorski Związek Piłki Nożnej i CWZS “Zawisza” jako dysponent stadionu.

W tej sytuacji wydawać by się mogło, że nie ma już takiej siły, która mogłaby pokrzyżować przeprowadzenie meczu, skoro za jego organizację zabrał się podmiot, mający w tej sprawie decyzyjny monopol. Okazuje się, że nic bardziej mylnego.

Otóż, KTOŚ inny zadecydował, że mecz w Bydgoszczy nie zostanie rozegrany. Portal Onet.pl 23 sierpnia br. poinformował, że ?rozegranie meczu w Bydgoszczy stanęło pod znakiem zapytania wskutek żądania przez szefów TVP zmiany miejsca jego rozegrania, a nawet jego zablokowania przez wojewodę na wniosek policji, która nie wyda zgody na przeprowadzenie spotkania ze względów bezpieczeństwa.? O takim scenariuszu poinformowaliśmy Czytelników 24 sierpnia br., o czym można przeczytać: TUTAJ.
Wówczas pominęliśmy informację, uznając ją za mało przekonywającą, że cyt. za Onet.pl: “Coraz głośniej słyszy się głosy, iż premier nie chcąc dopuścić do powtórki zeszłorocznych zdarzeń, na źle kojarzącym się wszystkim sympatykom piłkarstwa w Polsce stadionem w Bydgoszczy, nakaże podległemu sobie wojewodzie wydanie odmownej decyzji rozegrania tam meczu z RPA. Policja i straż pożarna po standardowych oględzinach obiektu zaopiniuje zapewne, że nie spełnia on warunków bezpiecznego przeprowadzenia zawodów.”

Okazuje się jednak dzisiaj, jak bardzo wszyscy byli naiwni, łącznie z Kujawsko-Pomorskim Związkiem Piłki Nożnej, który przystąpił do organizowania meczu. Bo jakby nie patrzeć, wszystko potoczyło się dokładnie tak, jak zostało objawione na ogólnopolskim portalu. Już choćby z tego powodu nikt nie powinien się skarżyć, że decyzja Pani Wojewody była zaskakująca.

W tym kontekście jeszcze większą naiwnością i śmiesznością grzeszy wystąpienie pana prezydenta Rafała Bruskiego, który Panią Wojewodę zasypał miażdżącą kontrargumentacją oraz pytaniami. Lepiej na tym tle wypadł przewodniczący Rady Miasta p. Roman Jasiakiewicz, który Panią Wojewodę “uprzejmie prosił o ponowne przeanalizowanie”, zdając sobie zapewne sprawę, że akty władcze mogą być podejmowane de iure, ale i de facto.
O tym, że takie rozróżnienie aktów władzy jest istotne i ważne, widać po otrzeźwieniu, jakie następuje w Kujawsko-Pomorskim Związku Piłki Nożnej. Na stronie internetowej związku przeczytać można, że “Prezes Eugeniusz Nowak natychmiast o tym fakcie (zakazie wojewody – przyp. red) poinformował władze PZPN, które przyjęły to ze smutkiem. Okręgowy związek otrzymał już dokumenty, które legły u podstaw tej decyzji. Postanowiono zatem odwołać się od niej do ministra spraw wewnętrznych. Jednakowoż zarząd PZPN na swoim posiedzeniu postanowił, że mecz Polska ? RPA zostanie rozegrany w Warszawie.”

Trudno zakładać, aby nasz okręgowy związek wytrwał w tej stanowczej woli odwołania się. Wszak działania de facto szans nie mają żadnych, centrala w Warszawie ze smutkiem wskazała Stadion Narodowy na miejsce meczu, działania prawne natomiast odwoływać by się musiały do argumentów de iure, co mogłoby być znowuż naiwne w naszym “demokratycznym państwie prawnym”.

I tak o Bydgoszczy było ostatnio bardzo głośno. Tak bardzo, że pan prezydent Chmara, odpowiadający przecież za promocję Bydgoszczy, powinien czym prędzej porażkę przekuć w sukces. Bo trzymanie się standardów de iure może być i dla niego niebezpieczne. Dostrzeżmy przecież, że całą krytykę zaistniałej sytuacji wojewoda z godnością przyjęła na siebie, co oznacza oczywiście, że dopuszcza się ujadanie na miecz, ale nie rękę. Gdyby przecież nasz Kujawsko-Pomorski Związek Piłki Nożnej zaskarżył decyzję wojewody o zakazie, to zaskarżenie to nie trafiłoby do nikogo innego, jak do samego Ministra Spraw Wewnętrznych! Myślę, że tej drogi testować związek się nie odważy, zwłaszcza w sytuacji, gdy lada dzień nastanie nowy prezes ogólnokrajowy, a w związku toczy się kampania wyborcza i bardzo prawdopodobne, a właściwie pewne, że wyjdzie z niej zwycięsko osoba, której rządząca partia pobłogosławi.

Dlatego decyzja Wojewody Kujawsko-Pomorskiego, zakazująca rozegranie towarzyskiego meczu piłkarskiego, pokazała nam, jak na doświadczalnym poligonie, że władza może być skuteczna. Pokazała to de facto! A prawo? Zamiast prawa obowiązywać w tej sprawie będzie niefajne milczenie.