– We wrześniu 2016 roku weszła w życie ustawa dekomunizacyjna, co oznacza, że do września tego roku samorządy mają czas na dokonanie dekomunizacji ulic.
- Nie tylko ulic. Na dokonanie dekomunizacji podległej im przestrzeni publicznej.
– Ale Pałac Kultury i Nauki nie zostanie zdekomunizowany i usunięty z powierzchni ziemi na mocy tej ustawy.
- Mówi się o Pałacu Kultury i Nauki, że to stempel Stalina pozostawiony w Polsce i trudno się z taką interpretacją nie zgodzić. Ale ustawa, o której rozmawiamy, nie przewiduje burzenia budowli.
– Wiele samorządów już podjęło uchwały zmieniające nazwy ulic.
- Od chwili wejścia w życie ustawy nastąpiło zdynamizowanie tego procesu. Do IPN napływa coraz więcej próśb o wydanie opinii, czy dane ulice podlegają dekomunizacji. Samorządy nie radziły sobie wcześniej z tym problemem.
– Jakie nazwy kojarzą się ze stalinizmem, było od dawna wiadomo. Nie zmieniano ich, żeby oszczędzić mieszkańcom kłopotów związanych z wymianą dokumentów. Dzięki ustawie dekomunizacyjnej zmiana nazwy ulicy nie wiąże się z koniecznością wyrobienia sobie nowego dowodu osobistego. Wszystkich dokumentów można będzie używać do momentu wygaśnięcia ważności.
- Obywatele nie ponoszą też żadnej opłaty za zmiany w księgach wieczystych, rejestrach i ewidencjach.
– Ale trochę zamętu będzie, na przykład musi nastąpić wymiana szyldów niektórych ulic.
- Nie przewiduję zamętu. Raczej tworzone jest wrażenie, że sprawa będzie wymagała jakiegoś bardzo głębokiego zaangażowania ze strony samorządów. Tymczasem zmiana nazw obejmie relatywnie niewielką liczbę ulic. Nie wiem dokładnie, ile jest łącznie wszystkich ulic w Bydgoszczy, ale dekomunizacja obejmie w sumie kilkanaście i jeden skwer.
– Czego dotyczą wątpliwości samorządowców?
- Problemy stwarzają na przykład daty wejścia Armii Czerwonej do poszczególnych miast.
– Chodzi o tak zwane wyzwolenie.
- Tak, absolutnie nie możemy używać tego sformułowania w odniesieniu do tego, co się stało w 1945 r. Polska nie została wówczas wyzwolona, tylko zniewolona przez nowego okupanta, tym razem sowieckiego. W związku z tym wszystkie daty wejść Armii Czerwonej do poszczególnych miast umieszczone w nazwach ulic, to nic innego jak gloryfikacja zaprowadzania w Polsce ustroju komunistycznego i jako takie podlegają w świetle ustawy dekomunizacji.
– Bydgoszcz uporała się z tą sprawą już dawno temu, zmieniając nazwę ulicy 24 Stycznia na 20 Stycznia – dzień powrotu Bydgoszczy do Macierzy.
- Część samorządów ciągle jednak boryka się z tym problemem.
– Dla wielu ludzi data wkroczenia wojska do ich miasta w 1945 roku, a pojawili się przecież wtedy również polscy żołnierze, oznaczała koniec okupacji i pewnie dlatego czują sentyment do tamtego dnia.
- Nie wolno nam jednak zapominać o ofiarach reżimu komunistycznego, który rozpoczął się na naszych ziemiach z chwilą opanowania ich przez Armię Czerwoną. Okupacja niemiecka, przekreślająca niepodległy byt państwa polskiego, równa się okupacji sowieckiej, która nie tylko nie przyniosła Polsce niepodległego bytu, ale oznaczała także zaprowadzenie władzy opierającej się na terrorze. Armia Czerwona, wchodząca na ziemie polskie razem z żołnierzami armii Berlinga, nie uznawała legalnych struktur Polskiego Państwa Podziemnego. Dzisiaj już bardzo dużo wiemy o tym, jak postępowano z przedstawicielami Polski Walczącej: słynny proces moskiewski z 1945 roku i późniejsza eksterminacja ? bo tak to należy nazwać ? niepodległościowego podziemia w Polsce, tych żołnierzy, którzy nigdy nie uznali nowej okupacji, jest ewidentnym dowodem na to, że to, co się stało w 1945 roku, żadnym wyzwoleniem Polaków (w sensie wybicia się na niepodległość po kilkuletniej okupacji niemieckiej) nie było.
– Wtedy ludzie nie mieli takiej wiedzy o popełnionych przez komunistyczny reżim zbrodniach, jaką mamy teraz.
- Pamiętajmy jednak, że wiedza o tym jak zachowywała się Armia Czerwona na ziemiach polskich wobec Polaków była powszechna: masowe gwałty, demontaż gospodarki, niszczenie narodowych zasobów materialnych, masowe grabieże, deptanie godności.
– ?Newsweek? protestuje przeciw usuwaniu nazwy Armia Ludowa, twierdząc, że tak jak AK, walczyła ona z niemieckim okupantem.
- Nie zapominajmy o podstawowej rzeczy: Gwardia Ludowa, później Armia Ludowa, to była zbrojna przybudówka PPR. A Polska Partia Robotnicza to nic innego jak agenturalny instrument Stalina, służący zawłaszczeniu władzy w Polsce w momencie wyparcia Niemców. Armia Ludowa nie była podporządkowana legalnym strukturom polskiej władzy funkcjonującej wówczas na uchodźstwie, nie była więc częścią polskiego państwa podziemnego. Dowodzili nią z Moskwy ludzie, którzy nie kierowali się interesem Polski, tylko sowieckim. Nawet abstrahując od liczebności, Armia Krajowa i Armia Ludowa (kilkudziesięciokrotnie mniejsza), to formacje absolutnie nieporównywalne. Pierwsza to legalne Wojsko Polskie działające w rzeczywistości okupacyjnej w podziemiu, druga to zbrojny instrument partii utworzonej przez Stalina w celu zawłaszczenia władzy w Rzeczypospolitej po zakończeniu okupacji niemieckiej. Dlatego ten argument uważam za nieuczciwy.
– Pojawiła się też w ?Newsweeku? opinia, że prawdziwym celem ustawy wcale nie jest usunięcie z przestrzeni publicznej nazw gloryfikujących system totalitarny, ale całkowite wymazanie historii polskiej lewicy ze świadomości społecznej.
- To nieprawda. Polska Partia Socjalistyczna, ta niepodległościowa, reprezentuje bardzo ważny nurt ideowy w polskim życiu politycznym. Wielu czynnych dzisiaj polityków odwołuje się do ideałów lewicowych i, co jest bardzo ważne, odwołując się do nich, nie przywołują idei komunistycznych. Co zrobiono z ideą lewicową po roku 1945 doskonale wiemy. Połączono PPR i PPS w tak zwaną Polską Zjednoczona Partię Robotniczą, które nie była ani polska, ani faktycznie zjednoczona, ani również robotnicza.
– Czyli dekomunizacja nie obejmie całej polskiej lewicy.
- Komunizm to nie lewica. Dekomunizacja polskiej przestrzeni publicznej nie obejmie ludzi, którzy położyli zasługi jako lewicowcy w budowaniu niepodległego bytu państwa polskiego. Obejmie tylko te osoby, które sprzeniewierzyły się idei Polski niepodległej.
– Poproszę o przykłady.
- Zdradził ideę Polski niepodległej m.in. Zygmunt Berling, nie zdradzili jej np. Bolesław Limanowski czy Stefan Okrzeja.
– Dlaczego z przestrzeni publicznej powinny zniknąć takie nazwy jak Przodowników Pracy czy Planu 6-letniego? One informują o tym, co się działo w naszym kraju kilkadziesiąt lat temu. To jakby ściąga z historii najnowszej.
- Plan 6-letni został narzucony Polsce przez Związek Sowiecki. Oznaczał on przestawienie polskiej gospodarki na przemysł zbrojeniowy. To nie społeczeństwo korzystało z realizacji tego planu, wręcz przeciwnie, chodziło wyłącznie o wzmocnienie potencjału militarnego Związku Sowieckiego i demoludów. Ogromny wysiłek tysięcy ludzi był cynicznie wykorzystywany przez komunistów do realizacji planu, który w niczym nie przyczyniał się do podniesienia ich poziomu życia, a śrubowanie norm pracy, które plan 6-letni wprowadził, nie jest godne gloryfikacji. Wiele osób, nie wytrzymując narzuconego tempa pracy, traciło zdrowie, czy nawet życie.
– Nie wszystkie nazwy mają charakter gloryfikacyjny, niektóre zawierają informację, np. Nakielska bądź Gdańska. Nazwy Planu 6-letniego czy Przodowników Pracy zawierają informację o latach stalinowskich. Nie wiem, czego uczy się obecnie w szkołach w zakresie historii najnowszej, ale podejrzewam, że nie jest z tym najlepiej.
- Jestem zwolennikiem zwiększenia liczby godzin historii najnowszej. W porównaniu z czasem, jaki poświęca się obecnie na naukę o dziejach starożytnego Egiptu, Grecji, Rzymu czy Mezopotamii, dzieje najnowsze Polski traktowane są moim zdaniem po macoszemu.
– Chodzi panu o inne rozłożenie akcentów?
- Trzeba uczyć o podstawach cywilizacji, to fundament wiedzy historycznej, ale nie można bagatelizować dziejów najnowszych naszego kraju. Ponadto program nauczania historii najnowszej wymaga znaczących uzupełnień.
– Ale to właśnie ci młodzi, niedouczeni historycznie ludzie, zaczęli organizować marsze upamiętniające Żołnierzy Wyklętych.
- To była inicjatywa oddolna, trwająca od pierwszej połowy lat 90. Zaczęło się od wystawy ?Żołnierze Wyklęci? przygotowanej przez Ligę Republikańską. Wtedy po raz pierwszy pojawiła się ta nazwa. Dzisiaj już nie potrafimy sobie wyobrazić 1 Marca bez marszu, na którym wznoszone są hasła upamiętniające i honorujące dzielnych przedstawicieli walki o wolną Rzeczypospolitą.
– Narodowy Dzień Pamięci ?Żołnierzy Wyklętych? ustanowiony został kilka lat temu, ale dopiero w zeszłym roku był obchodzony w sposób zauważalny dla bydgoszczan.
- W zeszłym rok otrzymał właściwą oprawę państwową. Stało się tak ze względu na silne zaangażowanie wojewody kujawsko-pomorskiego Mikołaja Bogdanowicza. Wiodącym przedstawicielem zeszłorocznych obchodów Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych w Bydgoszczy był ppor. Leszek Biały. Wcześniej obchody organizowano oddolnie, m.in. przez Stowarzyszenie Kibiców Zawisza Bydgoszcz.
– Jedna z gazet usilnie stara się połączyć kultywowanie pamięci o żołnierzach podziemia antykomunistycznego z tzw. kibolstwem. Jeżeli młody człowiek idzie w marszu upamiętniającym tych podziwu godnych ludzi, to według tej gazety nie jest kibicem Zawiszy, ale kibolem.
- Mam wielki szacunek dla tego, co robi bydgoskie środowisko kibicowskie dla upamiętniania i honorowania polskich bohaterów. Proszę mi pokazać inne środowisko, które od tylu lat konsekwentnie dba o ich groby na cmentarzu przy ul. Kcyńskiej. To oni, jako jedni z pierwszych, nawiązali kontakt ze Światowym Związkiem Żołnierzy AK Okręg Bydgoszcz, z mjr. Alojzym Gładykowskim. Zawsze są aktywnie obecni na uroczystościach, nie tylko 1 Marca, ale również 1 sierpnia czy 17 września. W tym roku bohaterem, którego wspólnie uczciliśmy w Bydgoszczy był mjr Józef Gruss. Kibice zorganizowali piękny marsz i postarali się o brzozowy krzyż dla majora. Jestem szczególnie usatysfakcjonowany, że zostałem przez nich zaproszony do współpracy w tym dziele. Szacunek dla pana Jerzego Mickusia i jego środowiska.