Krzysztof Kwiatkowski powołany został na stanowisko prezesa Najwyższej Izby Kontroli głosami PO, PSL i SLD. Prokuratura bada, czy nie odwdzięczał się za poparcie, dokonując nominacji politycznych w delegaturach i centrali NIK.
Z nagrań w restauracji ?Sowa i Przyjaciele? wynika, że Krzysztof Kwiatkowski pomagał wskazanym przez działaczy PO kandydatom w obejmowaniu wysokich funkcji w NIK. Aktywiści PSL, co pokazuje zachowanie Jana Burego, też oczekiwali profitów z poparcia go na stanowisko szefa Najwyższej Izby Kontroli. Trudno uwierzyć, że Sojusz Lewicy Demokratycznej zagłosował za kandydaturą Krzysztofa Kwiatkowskiego całkowicie bezinteresownie.

Funkcję prezesa NIK zaczął pełnić były minister sprawiedliwości w sierpniu 2013 roku. Wtedy ludowcy rozpoczęli starania o to, żeby nie stracił stanowiska wiceprezesa były senator PSL Marian Cichosz. Skutecznie. Cichosz był wiceprezesem NIK do lutego 2014 roku, kiedy to objął funkcję konsula generalnego RP w Hamburgu.

W listopadzie 2013 roku Kwiatkowski powołał na stanowisko wiceprezesa NIK byłego posła SLD Jacka Uczkiewicza. 20 listopada 2013 roku ogłoszony został konkurs na dyrektora delegatury NIK w Bydgoszczy. W wymaganym terminie wpłynęły cztery kandydatury. 6 grudnia prezes NIK unieważnił postępowanie konkursowe bez podania przyczyny, a 9 grudnia ogłosił nowy konkurs.

W wymaganym terminie swoje kandydatury zgłosiło pięć osób. Wszyscy spełniali kryteria, ale konkursu nie rozstrzygnięto. Na stronie NIK znalazło się następujące wyjaśnienie: ?Po przeprowadzeniu konkursu w dniu 27 grudnia 2013 r. (?) komisja wskazała, że żaden z kandydatów nie posiada wystarczającej wiedzy oraz predyspozycji i umiejętności kierowniczych do zajmowania stanowiska dyrektora delegatury NIK w Bydgoszczy.?

- Kandydaci chcieli wystąpić do sądu. Zostali publicznie zdyskredytowani. Nazwiska osób, które przystąpiły do konkursu, znajdowały się przecież na stronie internetowej NIK. A potem wyjaśniono na tej stronie, że nie posiadali ani wiedzy, ani predyspozycji, ani umiejętności. W rzeczywistości posiadali doświadczenie w kierowaniu zespołami ludzkimi, a za znakomite wyniki pracy byli wielokrotnie nagradzani – relacjonuje były pracownik bydgoskiej delegatury.

Spostponowani kandydaci nie zdecydowali się ostatecznie na wystąpienie na drogę sądową. To zrozumiałe. Nie ma sensu kopać się z koniem.

30 grudnia prezes NIK ogłosił kolejny konkurs na dyrektora delegatury w Bydgoszczy. Tym razem było jedenastu chętnych. Na 21 stycznia 2014 roku zostali zaproszeni do Warszawy. Zaplanowano, że rozmowa z każdym z nich nie będzie trwała dłużej niż 20 minut. O godz. 14.38 na stronie internetowej NIK ukazała się informacja, że decyzją komisji nowym dyrektorem bydgoskiej delegatury została Barbara Antkiewicz. Tymczasem rozmowa z ostatnim kandydatem jeszcze trwała.

Zwyciężczyni konkursu przyjechała do Bydgoszczy 23 stycznia w towarzystwie Krzysztofa Kwiatkowskiego. Okazało się, że wcześniej Barbara Antkiewicz pracowała w centrali NIK. Niestety, nie wiemy, jak długo i czym konkretnie się zajmowała. Na nasze pytania pani dyrektor nie była łaskawa udzielić odpowiedzi.

Ze strony NIK można się dowiedzieć, że startując do konkursu na dyrektora delegatury w Bydgoszczy Barbara Antkiewicz zajmowała stanowisko doradcy ekonomicznego w Departamencie Porządku i Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Konkurs wygrała 21 stycznia, a 20 stycznia ukazała się na stronie NIK informacja, że dokonano wyboru nowego doradcy ekonomicznego w Departamencie Porządku i Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Jakie poglądy ma szefowa bydgoskiej delegatury NIK? Z jej profilu na Facebooku dowiedzieliśmy się, że z entuzjazmem wita Paradę Równości, udostępnia teksty ?Krytyki Politycznej?, popiera walkę o prawa kobiet, mniejszości seksualnych, imigrantów i zwierząt.

O tym, że bydgoska delegatura NIK stała się łupem lewicy, świadczy, zdaniem osób z wewnątrz, zatrudnienie syna wpływowej działaczki SLD Anny Bańkowskiej. W miniony poniedziałek skierowaliśmy do Barbary Antkiewicz kilka pytań: Kiedy przyjęła do pracy w bydgoskiej delegaturze Jarosława Bańkowskiego? Jaką pełni on funkcję? Jakie posiada kwalifikacje zawodowe? Do dzisiaj nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Przekazaliśmy też pytania poseł Annie Bańkowskiej. Chcieliśmy wiedzieć, czy jej syn pracuje w bydgoskiej delegaturze NIK, a jeśli tak, czy pomogła mu w zdobyciu tam posady. Pani poseł odpowiedziała bezzwłocznie: ?Mój syn nie pracuje w Najwyższej Izbie Kontroli. Nie muszę mu pomagać w zatrudnieniu, ponieważ jest dojrzały, dobrze wykształcony, z doktoratem i głęboką wiedzą merytoryczną. Od zawsze sam wybiera sobie miejsce pracy i otrzymuje je w oparciu o kwalifikacje.?

Udało nam się zweryfikować tę informację. Rzeczywiście, Jarosław Bańkowski nie pracuje w NIK. Od września tego roku. Podobno aplikację zdał zaledwie na trójkę i odszedł. W zeszłym roku został zatrudniony przez dyrektor Barbarę Antkiewicz na stanowisku specjalisty kontroli państwowej. W Internecie znaleźć można kilka podpisanych przez niego wystąpień pokontrolnych. Na przykład z kontroli w Toruniu przeprowadzonej jesienią 2014 roku. Bańkowski sprawdzał czy prezydent miasta należycie sprawuje nadzór nad Centrum Sztuki Współczesnej ?Znaki Czasu?.

Sprawdziliśmy, jakie syn poseł Bańkowskiej posiada kwalifikacje. W zeszłym roku obronił pracę doktorską pt. ?Optymalizacja wartości użytkowej i oddziaływania na środowisko osadów ściekowych poddanych higienizacji i stabilizacji chemicznej.? W 2010 roku otrzymał stypendium dla doktorantów przyznawane przez Urząd Marszałkowski ze środków unijnych.

Znaleźliśmy też jego nazwisko w uchwale Rady Miasta ze stycznia 2013 roku w sprawie powołania rady społecznej Zakładu Pielęgnacyjno-Opiekuńczego w Bydgoszczy. Jarosław Bańkowski został członkiem tej rady jako przedstawiciel wojewody kujawsko-pomorskiego. W Kujawsko-Pomorskim Urzędzie Wojewódzkim pracuje żona Jarosława Bańkowskiego. Agnieszka Bańkowska zajmuje stanowisko dyrektora Wydziału Zdrowia.