Po stronie dochodów w ubiegłym roku widnieje 1,32 miliarda złotych, po stronie wydatków o 105 milionów więcej. Różnicę pokrył kredyt (62 miliony) i “wolne środki” (42 mln). Na koniec ubiegłego roku Bydgoszczy była zadłużona na 784 miliony złotych. Na samo finansowanie deficytu budżetowego wydaliśmy 121 milionów (osiem procent więcej niż planowano).
Z czego żyje miasto? Głównie z dotacji i udziału w podatkach. Do miasta trafia 6,71 proc. podatku dochodowego płaconego przez bydgoszczan. W ubiegłym roku dało to 343 miliony złotych. Podobną kwotę (317 mln) stanowiły subwencje z budżetu państwa – głównie oświatowa. 125 milionów trafiło do miejskiej kasy w postaci dotacji ze skarbu państwa, a 89 milionów miasto otrzymało na zadania zlecone ustawami.
Dochody własne miasta to ok. 30 procent wszystkich przychodów. Łącznie w formie podatków od nieruchomości, środków transportowych, spadków i darowizn, czynności cywilnoprawnych i podatku dochodowego od osób fizycznych zapłaciliśmy do budżetu miasta 212 milionów. Warto zwrócić uwagę, że miasto wystawiło tylko osobom fizycznym z tytułu zaległości podatkowych ponad 21 tysięcy upomnień na łączną kwotę 7,5 mln i 2,5 tysiąca tytułów egzekucyjnych na blisko 2,5 miliona.
Straż miejska w ubiegłym roku wystawiła mandaty na łączną kwotę 1,6 miliona. Jednak zaległości pozostałe do zapłaty na koniec roku były trzykrotnie wyższe i wyniosły 4,6 mln. Tylko w 2011 r. wystawiono i skierowano do właściwych organów egzekucyjnych ponad 9 tysięcy tytułów wykonawczych – spłacono jednak jedynie niecały tysiąc.
Co dostaliśmy w zamian? Miasto wydało łącznie 1,4 miliarda złotych. Najwięcej nas kosztuje oświata (34%), transport i łączność (25,9%) oraz pomoc społeczna (13,3%). Co ciekawe, na administrację publiczną (6,4%) wydajemy zdecydowanie więcej niż na kulturę (3,6%) i sport (2,5%) razem wzięte. Obsługa długu kosztuje nas dokładnie tyle, co bezpieczeństwo publiczne (2%), a więcej niż ochrona zdrowia (1,5%).
Na same wynagrodzenia płacone z kasy miasta wydaliśmy w ubiegłym roku ponad pół miliarda złotych. To więcej niż na “wydatki związane z realizacją statutowych zadań” (378 mln). Także Rada Miasta była kosztowna: ponad 800 tysięcy zapłaciliśmy w formie diet radnym, a ich obsługa (wizytówki, legitymacje, kwiaty, tabliczki itp) kosztowały nas 80 tysięcy. Prawie 60 milionów wydaliśmy na wynagrodzenia pracowników jednostek budżetowych miasta. Samych ratuszowych urzędników, którzy zarabiali średnio 4399 złotych, utrzymywaliśmy 860. Kosztowało nas to 37 milionów (same wynagrodzenia i składki). Żeby mogli pracować, wydaliśmy kolejnych 8 milionów na komputery itp.
Bieżący rok zapowiada się jeszcze gorzej. Na tej samej sesji, w środę radni poznają projekt uchwały zmieniającej tegoroczny budżet. Prezydent zaproponuje zmniejszenie dochodów o ponad 350 tysięcy i… zwiększenie wydatków o prawie trzy miliony. Tym samym tegoroczny deficyt wyniesie ponad 150 milionów. Wskaźnik zadłużenia ma wynieść 67,5%.