Jesienią 2012 roku wrzało na Chodkiewicza. Najpierw mieszkańcy z przerażeniem obserwowali, jak robotnicy zabierają się do wycinki dorodnych stuletnich kasztanowców, a potem postanowili bronić drzew. Okazało się, że projekt modernizacji ulicy przewiduje usunięcie drzew pamiętających prezydenta Leona Barciszewskiego.

Błyskawicznie mieszkańcy ulicy się zorganizowali, wysłali petycję do prezydenta i zgłoszenie do prokuratury oraz oświadczyli, że są gotowi dyżurować przy drzewach, żeby uniemożliwić ich dalszą wycinkę. Decydenci miejscy zorientowali się, że to nie przelewki. Projekt prac remontowych został zmieniony i wycięte zostały tylko cztery chorujące kasztanowce.

Niestety, zachowane przy życiu drzewa nie były traktowane przez drogowców z przesadną troską. Wręcz przeciwnie. W ogóle nie zabezpieczono korzeni i pni drzew przed uszkodzeniem. Były dosłownie wystawione na strzał. Zupełnie odwrotnie niż to się dzieje teraz, gdy remontowany jest drugi odcinek ulicy. Sędziwe kasztanowce są obecnie traktowane z należytym szacunkiem.

I nie można tak było od razu?