Krzysztof Derdowski zauważył underground, czyli podziemie kulturalno-polityczne w Bydgoszczy. Celna obserwacja!
Ludzie mają dość polityczno-medialnego gorsetu, kagańca wręcz, nakładanego przez panujący establishment. Mają również dość fałszywego obrazu świata kreowanego przez sieć medialną pozostającą w prywatnych rękach, przede wszystkim zagranicznych bossów, ściśle współdziałających z lokalnymi kacykami. Celem tych mediów jest z jednej strony wyciągnięcie z szarych mas jak najwięcej pieniędzy za owe, zatruwające świadomość usługi medialne, a z drugiej strony takie poszatkowanie ludzkiej świadomości, aby człowiek bezrefleksyjnie korzystał z innych, nie tylko bytowych usług, i to wcale nie zaspokajających podstawowe potrzeby. Za pieniądze oczywiście. Ogromne pieniądze, bo w ogromnej masie.
Lepiszczem spajającym ten, degradujący człowieczeństwo system, jest wiec obieg pieniądza. Coraz szybszy obieg. Ogłupiający.
Bydgoski underground to kameralne imprezy kulturalne, w tym wiele nasyconych duchem chrześcijańskim, wykłady historyczne, ulotki, wydawnictwa quasi-periodyczne, jak chociażby sławny Anty-Kurier Ratuszowy, którego autorów po dziś dzień nie udało się wykryć. To także polityczna opozycja nie szukająca medialnego rozgłosu, tylko step by step przygotowująca się do ataku na degradujące Polskę rządy.
Ludzie skrzykują się, robią składkę i, nie oglądając się na urzędy i media, szukają dla siebie niszy sensu. Prawdy, dobra, piękna. Perspektywy i nadziei.
Pytanie tylko, czy ta warstwa poszukiwaczy prawdy i celu, perspektywy i nadziei jest w stanie zdominować ogromną masę gadających telewizorów, czyli tych, których światopogląd jest bezimiennym powielaniem treści wtłaczanych w głowy przez mass-media. Najbardziej niepokojące jest to, że w gronie tych gadających telewizorów znajduje się wielu wąsko wyspecjalizowanych inteligentów, którzy są tak zanurzeni w swej specjalizacji, że nie mają już czasu na własny, krytyczny ogląd świata. Włączają więc telewizor?
Underground dlatego jest undergroundem, że jest zdecydowanie przeciw wszystkiemu co oficjalne i popularne. Bo coraz więcej w tym fałszu, manipulacji i odczłowieczenia?
Stefan Pastuszewski
Działalność kulturalną od kilku lat prowadzą organizacje, w których uczestniczę:
1. Towarzystwo Gimnastyczne “Sokół” II Bydgoszcz-Fordon,
2. Związek Szlachty Polskiej, Oddział w Bydgoszczy,
3. Towarzystwo Pamięci Generała Hallera i Hallerczyków, Oddział w Bydgoszczy,
4. Bydgoskie Towarzystwo Heraldyczno-Genealogiczne.
5. Bractwo Inflanckie.
Tu trzeba zaznaczyć, że te w/w Towarzystwa aktywnie działają bez sięgania po dotacje. Dlaczego? Bo dotacje daje się wybranym, dotacje daje się pokornym, dotacje daje się zależnym. Moje organizacje są niezależne. Dlaczego? Bo nie występują po dotacje. Dlaczego? Bo nie chcą być w kieracie biurokracji ograniczającej wolność. Po prostu, jesteśmy niezależni, nie musimy kłaniać się urzędasom, nie musimy wypełniać różnych bzdurnych druków, nikomu nie potrzebnych dokumentów, np. KRS, US, UMB, Ministerstwom, Urzędom Marszałkowskim i innym. Tylko niezależność od władz daje rozwój, nie krępowany przez paragrafy, pisemka, które tworzą makulaturę. Człowiek i twórca jest niezależny, kiedy nie jest na niczyim garnuszku. Ci, którzy dostają dotacje, pieniądze od władz, są po prostu zależni. Dmuchają w trąbkę tak, żeby uskrzydlać, przypodobać się władzy. Ten dźwięk jest często fałszywy, niszczący rzeczywistość. Dlatego jesteśmy za tym, aby zlikwidować wszelkie dotacje na tzw. kulturkę, gladiatorstwo sportowe, na projekty nikomu nie służące i nic nie wnoszące do rozwoju wolności człowieka. Koniecznie należy zamknąć wszelkie dotowanie pozorów. Kto chce zobaczyć koncert, sztukę teatralną, mecze sportowe, to jego sprawa, niech sam płaci za bilet wstępu. Dlaczego ja mam płacić za innych. To samo dotyczy tzw. społecznych mediów, które de facto są zależne od władz, nawet same się cenzurują! Sic! Jestem szczęśliwy, że nie muszę oglądać bzdurnych seriali telewizyjnych, demoralizujących społeczeństwo. Siedzą tacy sobie przed telewizornią i oglądają. Najgorsze, że w to co oglądają, w to wierzą. Doszło do tego, że wielu Polaków uznaje za rzeczywistość to, co wymyślone, że jak czegoś nie ma w serialu, w internecie, tego już nie ma w realu. To już jest paranoja.
Andrzej Bogucki