Pytam znajomych i znajomych znajomych o emigrację. Chcę wiedzieć, czy w związku z trudną sytuacją Zachodniej Europy bydgoszczanie przestali wyjeżdżać za granicę w poszukiwaniu pracy. Otóż nie, nie przestali. Ciągle jeszcze ktoś podejmuje tę ważną decyzję ? zostawia kogoś lub coś, żeby znaleźć dla siebie miejsce w innym kraju. Pół biedy, jeśli zostawia tu rodziców w średnim wieku, gorzej, gdy są to własne dzieci.

Emigracja zarobkowa coraz częściej dotyczy tak zwanych przypadków skrajnych wśród młodych ludzi ? albo to młodzież, która dopiero co osiągnęła dorosłość i nie najlepiej wiodło jej się w szkole, którą właśnie skończyła (albo i nie) lub też są to doskonale wykształceni młodzi ludzie, którzy nie godzą się na pracę kompletnie nie związaną z tym, co najlepiej umieją. Brakuje im często sprytu, a gardzą cwaniactwem i bezczelnością. To tacy, którzy latami mrówczo pracując udowadniają swoją wartość lub też ? z ciężkim sercem zdecydują się na pracę w innym kraju. Widziałam wiele sytuacji, w których wartościowi, mądrzy młodzi ludzie zniechęceni próbami, poszukiwaniami, odmowami, piętrzeniem trudności przy zakładaniu własnej firmy w końcu podejmowali decyzję o emigracji. I choć serce pękało, żegnałam ich na dworcu albo na lotnisku z poczuciem nie tylko swojej straty.

Coraz częściej słyszę na ulicy obcy język ? sporo angielskiego, rosyjski czy mniej śpiewny ukraiński. Znam wielu Białorusinów, którzy podjęli pracę w Bydgoszczy i lubią nasze miasto. Relacje z budowania murów na granicach, z greckich wysp i włoskich miast tym bardziej mnie upewniają, że świat wsiadł w samolot lub pociąg, na statek i ciągle się przemieszcza. Takie czasy i żaden mur tego nie powstrzyma. Ludzie szukają dla siebie innych możliwości.

A przecież istnieje jeszcze inny rodzaj emigracji. Mówię o tych energicznych ludziach, którzy przestali działać na rzecz drugich po wyborach i tych samorządowych, i tych do Sejmu i Senatu. Szkoda, że się wycofali, że nie potrafią się odnaleźć w nowej sytuacji.

Są też inni. Zasklepieni w swoim świecie, środowisku, ogródku wypaczyli sobie obraz własnych potrzeb i przestali zauważać potrzeby innych. To tacy emigranci, którzy choć stale są wśród nas, nigdy nie są z nami. Obwarowali własne życie nie dając przystępu nikomu z zewnątrz. Udają, że nie mają potrzeb, wolą kłamać, że sami się uszczęśliwią niż dopuścić pomocną obecność drugiego człowieka w swoim życiu. Tak, jak pisze Miłoszewski ? wyrwą ze ściany domu cegłę, żeby podeprzeć stół ? udają, że dom stoi dalej, choć zazwyczaj samotnie błądzą wśród ruin.

Takiej emigracji nigdy nie zaakceptuję.