Panie pośle, to się porobiło. Afera w PSL, jakiej dotąd jeszcze nie było…

- Na razie wiemy tyle, ile wiemy, czyli niewiele. Ja jedynie boleję nad tym, że doszło do tak dalece zakrojonej prowokacji. I to prowokacji wewnątrz PSL. Ale takie jest już życie, że w historii było wielu Judaszy. Była to prowokacja przeciwko ministrowi Sawickiemu…

Chyba nie tylko. Ofiarą prowokacji wydaje się też premier Pawlak?

- Oczywiście. Teraz odbywa się już polowanie na PSL. I ja rozumiem, że z okazji korzysta opozycja. Jej prawo. Ale na sprawie próbuje ugrać też swoje nasz koalicjant, co mnie już oburza. Ja jestem za tym, żeby teraz energicznie wkroczyła prokuratura, CBA. Niech rozstrzygną, co było w tej sprawie przestępstwem, co było obyczajem. Lepszym, czy gorszym, ale obyczajem, podlegającym ocenie moralnej. Jestem natomiast zdecydowanie przeciwko pomysłom powoływania sejmowej komisji śledczej. Pan wie, jak pracują nasze komisje śledcze. Niczego dobrego nie spodziewałbym się po pracy komisji śledczej. Ale chcę też powiedzieć, że jeżeli jestem za gruntowną kontrolą w Elewarrze, to też jestem za gruntownymi kontrolami w innych spółkach skarbu państwa. Poznajmy prawdę o tych spółkach.

Z ?taśm Serafina? wyłania się obraz Polski skorumpowanej, o niejasnych kryteriach kariery…

- Od lat mówię, że powinniśmy dopracować się takiego systemu, z którego będzie jasno wynikało, co jest stanowiskiem politycznym w Polsce. Po wyborach przychodzi nowa ekipa i obsadza te stanowiska. Nikt się nie oburza.

W spółkach skarbu państwa też?

- Nie. Mam tu na myśli stanowiska w administracji. Natomiast jeśli chodzi o spółki skarbu państwa, to kategorycznie zabroniłbym zasiadania w radach nadzorczych i we władzach spółek pracownikom resortów. To jest patologiczne.

Taki zakaz byłby zmianą kosmetyczną. Nie załatwiłby problemu.

- Wiem. Trzeba zaostrzyć kryteria konkursów. Ale uczciwie powiem, że uniknięcie tu nieprawidłowości jest bardzo trudne. Oczywiście można wyznaczyć obiektywne kryteria: wykształcenie, doświadczenie. Zawsze jednak będzie to sprawa subiektywnej oceny.

*W umowie koalicyjnej, czarno na białym, macie zapisane, że minister rolnictwa jest z PSL. Premier Tusk teraz kwestionuje zasadność tego zapisu umowy koalicyjnej. I co? Pogodzicie się z tym?_

- Ja powiem tak ? nie musimy wcale brać ministerstwa rolnictwa. W naszym, peeselowskim gronie, mówiłem o tym wielokrotnie. Niech PO weźmie rolnictwo. Proszę bardzo. Niech polscy rolnicy przekonają się, jak rządzi w rolnictwie PO. Po takim doświadczeniu, polscy rolnicy będą dokładnie wiedzieli na kogo głosować w przyszłych wyborach.

Niech PO weźmie rolnictwo, bo za chwilę podwyżki cen żywności, odszkodowania za zniszczenie upraw przez gradobicia, jeszcze niezałatwiona sprawa wymarznięć…

- Tak, niech wezmą rolnictwo. Niech się kłócą ze swoim ministrem finansów o pieniądze dla rolników. A polscy rolnicy niech to zobaczą. Niech się przekonają jakiej partii potrzebuje wieś.

Czy koalicja przetrwa? Czy to jej ostatnie tygodnie?

- Sytuacja jest rzeczywiście poważna. Nadszedł chyba czas, żeby usiąść i popatrzeć sobie z koalicjantem w oczy. Usiąść i powiedzieć sobie ? działamy dalej razem, czy może rozstajemy się?

Panie pośle, podczas rozmowy Serafina z Łukasikiem mówi się też o znacznych wpływach SKL i Artura Balazsa w administracji rządowej. Łukasik mówi, że działacze SKL przeniknęli do PSL, PO i PiS. Mają znaczące pozycje w administracji.

- Wielokrotnie o tym słyszałem, jakoby pan Balazs miał ?swoich ludzi? w administracji. Ale nigdy nie badałem tej sprawy, więc proszę wybaczyć, ale nie mam w tej sprawie nic do powiedzenia.

Panie pośle, przy okazji sprawy Elewarru i nieprawidłowości w tej spółce, powraca sprawa zatrudnienia w Elewarrze pana brata Andrzeja.

- O tę sprawę sprzeczałem się już cztery lata temu z minister Piterą. I po latach mam do powiedzenia to samo, co mówiłem wówczas. W sprawie pracy mego brata Andrzeja nie zrobiłem nic! Niczego mu nie załatwiałem. Nie wykonałem żadnego telefonu. Nie przeprowadziłem żadnej rozmowy. O tym, że dostał pracę w oddziale Elewarru w Wąbrzeźnie dowiedziałem się od niego. Może zadziałało nazwisko Kłopotek, Andrzej był także posłem, moje nazwisko jest znane. Ale powtarzam, nic w sprawie pracy brata nie załatwiałem. A nie jest chyba w Polsce tak, że jeśli ja jestem posłem, to brat nie może pracować w państwowej firmie.