Usiłuje Pani Poseł odwrócić uwagę czytelników od tematu mojego artykułu. Chciałam sprawdzić, ile prawdy zawierają pogłoski, że delegatura NIK w Bydgoszczy stała się łupem SLD. Powtarzam: delegatura! Kiedy Pani syn został przyjęty do pracy w bydgoskiej delegaturze NIK? Wtedy, gdy jej dyrektorem została w wyniku konkursu Barbara Antkiewicz. A kiedy Barbara Antkiewicz objęła funkcję dyrektora delegatury NIK w Bydgoszczy? Wtedy gdy wiceprezesem NIK został Jacek Uczkiewicz i zaczął nadzorować pracę delegatur.

Przyjmuję do wiadomości, że nigdy nie spotkała się Pani ani nie rozmawiała z Barbarą Antkiewicz. Ale Jacka Uczkiewicza zna Pani przecież bardzo dobrze. I musi Pani przyjąć do wiadomości, że dla dziennikarza jest to informacja mająca w tej sprawie duże znaczenie.

Jacka Uczkiewicza, związanego najpierw z PZPR, a potem z SLD, powołał Krzysztof Kwiatkowski na swojego zastępcę w listopadzie 2013 roku. Kilka miesięcy wcześniej głosami parlamentarzystów PO, PSL i SLD Krzysztof Kwiatkowski został powołany na stanowisko prezesa Najwyższej Izby Kontroli. To są fakty bezsporne. Jak i to, że po powołniu Jacka Uczkiewicza na funkcję wiceprezesa rozstrzygnięto konkurs na dyrektora NIK w Bydgoszczy. Natomiast kompletnie niezrozumiałe jest, dlaczego dyrektor Antkiewicz nie odpowiedziała na przesłane jej pytania, chociaż obliguje ją do tego Prawo prasowe. Gdyby udzieliła informacji, nie musiałabym odtwarzać faktów na własną ręką.

W lutym 2013 roku Jarosław Bańkowski starał się o przyjęcie do pracy w NIK i w marcu został zatrudniony w departamencie środowiska w Warszawie. Napisała Pani, że ?obronił prace doktorską zanim aplikował do pracy w NIK-u.? Jest Pani pewna? Dyplom odebrał podczas promocji doktorskiej na UTP w czerwcu 2014 r. Z tego wynika, że pracę doktorską obronił po czerwcu 2013 roku. Był natomiast na pewno doktorem, gdy został zatrudniony w delegaturze w Bydgoszczy. Według moich ustaleń, na trójkę zdał aplikację kontrolerską. Pani pisze: ?Egzamin na inspektora NIK złożył w marcu br., po odbyciu blisko rocznej aplikacji z wynikiem pozytywnym?. Nie było potrzeby prostowania mojej informacji. Ocena dostateczna jest traktowana jako wynik pozytywny.

Napisała Pani: ?Syn nie pobierał stypendium naukowego, a zatem żadne “koneksje” tu nie funkcjonowały?. Rzeczywiście, nie pobierał. Jego nazwisko figuruje na dostępnej w Internecie liście ?stypendia dla doktorantów? przyznawanych przez Urząd Marszałkowski ze środków unijnych i to może wprowadzać w błąd. Jednak lista nie zawiera nazwisk osób, które otrzymały stypendium, ale nazwiska doktorantów, którzy w 2010 roku o stypendium się starali. 264 wnioski oceniono od strony merytorycznej pozytywnie, przyznając punkty od 40 do 8. Wniosek Jarosława Bańkowskiego otrzymał 13 punktów.

Nigdy nie twierdziłam, że Pani syn pobierał wynagrodzenie, zasiadając jako przedstawiciel wojewody w radzie społecznej Zakładu Pielęgnacyjno-Opiekuńczego w Bydgoszczy. Zaciekawiło mnie jedynie, dlaczego wojewoda wskazała w grudniu 2012 roku magistra inżynierii środowiska do pełnienia tej funkcji. A tak się akurat składa, że Agnieszka Bańkowska, żona Jarosława, zajmuje stanowisko dyrektora Wydziału Zdrowia w Kujawsko-Pomorskim Urzędzie Wojewódzkim.

Byłoby niestosowne, gdybym się zastanawiała, czy aby nie wsparła Pani starań synowej o objęcie dyrektorskiego stanowiska? To było za czasów wojewody Rafała Bruskiego z PO. Wszyscy wiedzą o Pani przyjacielskich kontaktach z poseł Teresą Piotrowską z PO.

Pani Poseł! Parlamentarzyści są osobami publicznymi i świętym prawem, a nawet obowiązkiem dziennikarzy, jest sprawdzać, czy nie robią oni prywatnego użytku ze swoich koneksji.