Cudaczne sprostowanie, jakie przysłał dyrektor Tomasz Pietraszak, nie wystawia mu najlepszego świadectwa.

Podobno nieprawdziwa jest zawarta w moim tekście informacja, że pieniądze z abonamentu idą na procesy, bowiem, jak twierdzi Tomasz Pietraszak, należności wynikające z orzeczeń sądowych są regulowane wyłącznie ze środków komercyjnych.

Otóż, zbierając materiał do artykułu, chciałam ustalić, z jakiej puli wypłacane są wynikające z wyroków sądowych pieniądze. I co mi na to pytanie odpowiedział dyrektor bydgoskiego oddziału TVP? Odpowiedział, że nie może mi odpowiedzieć, bo to tajemnica. Zacytuję jego odpowiedź: ?W zakresie kosztów sądowych związanych z prowadzeniem procesów, obowiązujące w spółce przepisy wewnętrzne, a także przepisy o ochronie danych osobowych, nie upoważniają mnie do udzielenia tych informacji.?

A więc kiedy zbierałam materiały do artykułu była to informacja ściśle tajna, a kiedy go napisałam, nagle została odtajniona i teraz już można udzielić informacji, z jakiej puli wypłacane są wynikające z wyroków sądowych pieniądze. Skądinąd dobrze wiedzieć, że telewizja uważa, iż środki pochodzące z reklam nie musi wydawać na cele programowe, lecz może je przeznaczyć na co przyjdzie jej ochota, m.in. na finansowanie kosztownych procesów sądowych, których bez trudu mogłaby uniknąć. Oczywiście, nic to nas nie powinno obchodzić, bo to nie są pieniądze z abonamentu.

Nieprawdziwa jest, zdaniem dyrektora Pietraszaka, także inna podana przeze mnie informacja, że toczy się postępowanie sądowe dotyczące rozwiązania z Piotrem Woźniakiem umowy o pracę. Szkopuł w tym, że ja takiej informacji nie podałam. Napisałam jedynie, że postępowanie w jego sprawie jeszcze się nie skończyło, gdyż telewizja odwołała się do sądu II instancji.

Piotr Woźniak został zwolniony dyscyplinarnie w 2006 roku, ale wygrał sprawę już na pierwszej rozprawie i sąd nakazał przywrócenie go do pracy. Wtedy otrzymał zwykle wypowiedzenie, od którego się odwołał, ale sąd stwierdził, że pracodawca ma prawo dowolnego doboru pracowników, więc może w ?normalnym? trybie zwolnić tych, z którymi nie chce dalej współpracować. Obecnie toczy się sprawa z powództwa Piotra Woźniaka o zapłatę zaległych części wynagrodzenia oraz jego składników i pochodnych. Telewizja odwołała się od niekorzystnego dla siebie wyroku do sądu II instancji. Czyli podana przeze mnie informacja, że postępowanie w jego sprawie jeszcze się nie skończyło, jest całkowicie prawdziwa.

Przypomnę, że mój artykuł dotyczył spraw sądowych z powództwa pracowników zwolnionych z pracy w oddziale TVP Bydgoszcz od 2005 roku. Nie pisałam w nim o ich staraniach o przywrócenie do pracy. Tematem artykułu pt. ?Pieniądze z abonamentu idą na procesy? były koszty ponoszone przez publiczną telewizję z powodu przegranych procesów, których mogłoby przy odrobinie dobrej woli dyrekcji bydgoskiego oddziału TVP nie być. Tocząca się jeszcze sprawa z powództwa Piotra Woźniaka jest tego doskonałym przykładem.

Kuriozalny jest następujący fragment nadesłanego przez dyrektora Pietraszaka sprostowania: ?Nieścisła jest informacja dotycząca postępowania sądowego dotyczącego Anny Raczyńskiej, ponieważ nie zawiera ona informacji, iż w/wym. przegrała proces przed Sądem Okręgowym w Bydgoszczy.?

Proszę sobie wyobrazić, że Legia żąda sprostowania nieścisłej informacji, że przegrała mecz z Zawiszą 1 ? 4, ponieważ pierwszą połowę wygrała jeden do zera. To się przecież nadaje do humoru zeszytów. Tymczasem dyrektor poważnej instytucji, która przegrała proces, gdyż Sąd Apelacyjny w Gdańsku w całości uchylił wyrok pierwszej instancji, wnosi o opublikowanie sprostowania polegającego na poinformowaniu czytelników, że wprawdzie prawomocnie przegrał apelację, ale przecież najpierw wygrał.

Moja informacja była prawdziwa, ale była też niekompletna. Zapomniałam napisać w artykule, że sprawę z powództwa Anny Raczyńskiej w bydgoskim Sądzie Okręgowym prowadziła sędzia Dorota Marszałkowska, żona zastępcy prokuratora rejonowego, Włodzimierza Marszałkowskiego. Natomiast pełnomocnikiem telewizji w tym procesie była Jadwiga Grzegorek, żona prokuratora okręgowego Piotra Grzegorka, który jest przełożonym prokuratora Marszałkowskiego.

Podobno nieprawdziwa jest podana przeze mnie informacja, iż na podstawie wyroku sądowego w sprawie Marka Faściszewskiego zasądzona została kwota 68.000 zł, ?z której dwie trzecie tej sumy powinny zapłacić wskazane w wyroku osoby, a jedną trzecią publiczna telewizja?.

Dyrektor Pietraszak twierdzi, że“roszczenie pieniężne w kwocie 50.000 zł oraz odsetki ustawowe zostało zasądzone solidarnie od pozwanych w niniejszej sprawie”. I ma rację. Tylko on uważa, że skoro prawo dopuszcza zapłacenie całej zasądzonej kwoty przez jednego pozwanego, to telewizja publiczna mogła zapłacić też za prywatne osoby. Mnie się jednak wydaje, że intencja sądu była inna, na dowód czego przytoczę stosowny fragment uzasadnienia wyroku:

?W ocenie Sądu, wypłacenie powodowi przez pozwanych zobowiązanych solidarnie kwoty 50.000 zł z tytułu zadośćuczynienia za doznaną krzywdę będzie w pełni odpowiadało cierpieniom psychicznym, jakich doznał powód w konsekwencji zachowania pozwanych. Kwota ta odpowiada również opisanym wyżej kryteriom i funkcji kompensacyjnej zadośćuczynienia. Uwzględnia także sytuację majątkową i poziom życia wszystkich osób zobowiązanych solidarnie do jej zapłaty, mając na względzie fakt, iż pozwanym solidarnie z osobami fizycznymi: redaktorem Telewizji oraz Zastępcą Prezydenta Miasta Bydgoszczy – jest osoba prawna, taka jak: Telewizja Polska – publiczna. Kwota ta zatem w całości wyczerpuje zadośćuczynienie uznane przez Sąd jako odpowiednie.?

Wszystko wskazuje na to, że sąd nie przypuszczał, że telewizja publiczna zachowa się jak dobry wujek i zapłaci także za osoby prywatne. Dlatego właśnie zasądził kwotę 50 tys. zł, a nie 100 tys., jak chciał Marek Faściszewski, żeby wszyscy pozwani byli w stanie wysupłać na swoją część zadośćuczynienia. Solidarnie. Każdy jedną trzecią. Skoro zapadła inna decyzja, to trzeba mieć śmiałość przyznać, że zapłata prywatnych zobowiązań nastąpiła ze środków publicznych.

Na zakończenie dokonam sprostowania nieprawdziwej informacji, jakiej udzielił nam Tomasz Pietraszak, p.o. dyrektora oddziału Telewizji Polskiej S.A. Zadaliśmy mu pytanie, ile spraw wpłynęło do sądów od roku 2005, z powództwa pracowników zwolnionych z pracy w oddziale TVP Bydgoszcz i ile spraw zostało przegranych przez pozwanego, czyli TVP?

Dyrektor Pietraszak odpowiedział, że takich spraw było pięć. ?Dwie z tych spraw zostały rozstrzygnięte na korzyść TVP, w dwóch uznano roszczenia pracownicze, natomiast jedna ze spraw jest w toku instancyjnym.?

Telewizja przegrała w tym okresie procesy z Kajetanem Solińskim, Andrzejem Tomczakiem, Anną Raczyńską i Markiem Faściszewskim.

Ewa Starosta