Jak każdego domorosłego socjologa z zacięciem psychologicznym interesuje mnie fenomen centrów handlowych. Dla człowieka urodzonego piętnaście lat po II wojnie światowej to zawsze będzie fenomen.

Pierwsze centrum handlowe jakie widziałam, było dość daleko i w przestrzeni, i w czasie ? Stany Zjednoczone, rok 1994. Myślałam wówczas, że w Stanach wszystko musi być inne, więc łażąc po rozległym mallu wybudowanym na planie krzyża (u nas ? nie do pomyślenia), chłonęłam tę inność. Rzecz jasna, przeszkadzała mi bardzo moja wrodzona alergia na tłum. Wtedy jednak byłam badaczem, więc nie było ucieczki.

Powiem tak: na pierwszy rzut oka dzisiejsze centrum handlowe i tamto amerykańskie niczym się nie różnią. I tu, i tam ludzie przychodzą rodzinami nie tylko po zakupy, ale również po to, żeby zobaczyć innych. Tak jakby po tygodniu pracy chcieli zrzucić oślizgłą skórę pracownika i przy okazji obejrzeć, jak inni wyglądają bez takiej skóry. Wiem, że to uogólnienie, a tego trzeba się wystrzegać: chcą być w tłumie, a jednak jakoś się z niego wyróżniać. Taki swoisty egalitaryzm zaprawiony elitaryzmem.

Oczywiście, wielu przychodzi w ściśle określonym celu: a to na zakupy, a to się z kimś spotkać, a to zjeść coś nieśpiesznie gapiąc się na przechodniów. Nie jestem lepsza ? piszę sobie w samym środku CH Rondo, popatrując na tego czy owego. Kawa mi stygnie, a ja się przyglądam. Pan po prawej jest sam; już dawno zjadł i czyta. Podglądam ? ?Nawałnica mieczy? George?a R.R. Martina. Pan po lewej samotnie wcina hamburgera. Za moimi plecami trwa dość gorąca dyskusja polityczna z udziałem co najmniej czterech głosów.

Przede mną mała dziewczynka ściąga pośpiesznie kurteczkę, a jej rodzice szukają miejsca na wózek, w którym niezrażona przytłumionym hałasem śpi młodsza pociecha. Całe szczęście ? widzę tu więcej dorosłych niż dzieci. Próbuję odebrać całość wrażeń jak dziecko ? co mi się tu podoba, co przyciąga wzrok, co działa na słuch. Kolory, zmienność, zapachy, obecność innych ludzi. To samo chyba przyciąga dorosłych.

Nie ma się co oburzać na rzeczywistość ? centra handlowe już w niej są i nawet genialny pomysł zamykania ich na niedzielę nie odejmie im ważności. Idziemy tam pobyć wśród innych, poczuć się dobrze, zwyczajnie. Wyprawa do centrum handlowego bywa tęsknotą za czyjąś obecnością ? J.L. Wiśniewski stwierdził, że bliskość jest w dzisiejszych czasach tak rzadka, że aż magiczna. Ja też tęsknię za bliskością ? dlatego dziś tu przyszłam. Widać, tak jak inni, nie umiem jej zdobyć inaczej?